„Czarna Apokalipsa” – Roman Konik – 2005 r
/fragmenty/

Afryka ginie. Prawie codziennie światowe serwisy donoszą o prośbach mieszkańców Czarnego Lądu o pomoc. Wydarzenia, jakie od kilkudziesięciu lat zachodzą w Afryce, komentowane są przez światowe media na różne sposoby, głównie w kategoriach politycznej po-prawności. I tak Afryka początku XXI wieku postrzegana jest jako efekt makabrycznych żniw po okresie kolonializmu. Tego rodzaju brednie utrzymywane przez „obrońców praw człowieka”, „specjalistów” i „anty-rasistów” są coraz częściej demaskowane, sami zaś mieszkańcy Czarnego Lądu stwierdzają, że chcieliby wrócić do czasów kolonialnych.

Nie trzeba być biegłym historykiem, by stwierdzić, że kolonializm miał zdecydowanie korzystny wpływ nie tylko na rozwój gospodarczy, kulturalny, ale także cywilizacyjny dla Afryki. Odejście kolonizatorów spowodowało katastrofę gospodarczą i moralną. Większość „wyzwolonych” państw zniszczyło bogatą spuściznę pozostawioną im przez białych w przeciwieństwie do krajów azjatyckich, takich jak Malezja, Singapur czy Hongkong, które w oparciu o wiedzę i cywilizację białego człowieka (także kolonizatora) potrafiły zbudować najbardziej dynamicznie rozwijające się kraje świata). Nie funkcjonuje to zresztą tylko na terenie macierzystym ale i na obczyźnie – w Stanach Zjednoczonych gdy do dzielnicy chińskiej przyjeżdża nowa fala emigracji pracuje po kilkanaście godzin dziennie u rodziny by po kilku miesiącach zakładać swój biznes, natomiast gdy przyjeżdżają „w odwiedziny” do swych rodzin mieszkańcy Czarnego Lądu z reguły rozpraszają się w dzielnicach – gettach takich jak Bronx czy Harlem by dać jedynie o sobie znać tylko wtedy gdy idą po zasiłek. Obecnie wolna od kolonii Afryka jest najbiedniejszym i najbardziej zacofanym kontynentem (jedynym wyjątkiem jest RPA, gdzie kolonializm utrzymywał się najdłużej). Afryka jest jedną wielką raną, jest kontynentem morderczo dręczonym przez własnych przywódców i międzyplemienne wojny. Ale o tym mówi się bardzo rzadko, gdyż przez filtr politycznej poprawności nie mogą się przebić głosy mówiące o tym, że dopóki na kontynencie pozostawali biali kolonizatorzy, miejscowej ludności wiodło się, jak na warunki afrykańskie, całkiem nieźle – mieli pracę, zarabiali pieniądze, kupowali żywność, mogli utrzymać rodziny, dostępna była zarówno edukacja, jak i służba zdrowia, a miejscowi tyrani i szamani trzymani byli z dala od realizacji swych makabrycznych planów. Argument „obrońców praw człowieka” mówiący, że mieszkańcy Afryki byli w tym okresie niewolnikami, w konfrontacji z marzeniem każdego Murzyna, by wyemigrować do RPA lub Rodezji – kraju ucisku i apartheidu, załamuje się. Stan zniewolenia schodzi na drugi plan, istotniejsza staje się możliwość pracy zarobkowej, utrzymania rodziny i korzystania z dobrodziejstw cywilizacji białych. Układ taki większości Murzynów odpowiadał i nadal odpowiada. To tylko idiotyczna propaganda Hollywoodu lansowała model białego kolonizatora-ciemięzcy, pod którym biedny, bity i wykorzystywany czarny tęsknił za wolnością i niepodległością.

Zresztą nawet u nas nurt ogłupiającej propagandy kazał poprawić powieść Sienkiewicza-rasisty. W sfilmowanej wersji „W Pustyni i w puszczy” szlachetny Staś Tarkowski już nie żywi przekonania, że mieszkańcy Afryki są jak dzieci, którym trzeba przekazać zdobycze naszej cywilizacji… ba, Kali jako „dumny syn Czarnego Lądu” jest od Tarkowskiego o wiele mądrzejszy. Staś już nie jest przedstawicielem cywilizacji chrześcijańskiej, który może nauczyć Murzynów uprawy roli, budowy dróg i domów, produkcji narzędzi, a także takich wartości jak miłosierdzie czy miłość chrześcijańska. Co najwyżej może porównać dwie strony odrębnych cywilizacji, z poszanowaniem odrębności kulturowej. W poprawionej wersji nie ma już kpin panicza Tarkowskiego z prymitywnej etyki Kalego, który za dobry uczynek uważa kradzież krowy komuś, a za zły, gdy ktoś inny krowę ukradnie jemu. Sienkiewicz-rasista po prostu nie był tolerancyjny, dlatego należało go ocenzurować.

Wiele mitów przysłania prawdę na temat handlu murzyńskimi niewolnikami. Oczywistą rzeczą jest to, że handel ludźmi uprowadzonymi z Afryki i przewożonymi do Nowego Świata stanowi haniebną kartę w historii cywilizacji zachodniej i nikt przy zdrowych zmysłach nie może go usprawiedliwiać. Jednak rzetelność wymaga dodania kilku faktów, pomijanych zazwyczaj, a koniecznych dla pełnego obrazu. Przede wszystkim eksponowanie roli katolików w handlu niewolnikami jest zwykłą bzdurą. Rozwinął się on bowiem w momencie, gdy na arenę historii wkroczyli arabscy muzułmanie, którzy z handlu murzyńskimi niewolnikami uczynili gigantyczny i dochodowy przemysł. Warto wiedzieć, że sam Mahomet niewolnictwa nigdy nie potępił, a jego następcy też nie widzą w tym procederze nic złego. To właśnie dzięki naciskom katolików w drugiej połowie XVIII wieku udało się zakazać sprowadzania z Afryki nowych niewolników, a także zlikwidować niewolnictwo w stanach północnych Ameryki. Stopniowo, dzięki naciskom chrześcijan instytucję tę zniesiono także w koloniach europejskich i tak do roku 1830 niewolnictwo zostało zdelegalizowane prawie wszędzie, gdzie sięgała władza białych Europejczyków (oprócz południowych stanów USA, gdzie utrzymało się do wojny secesyjnej). To W Afryce dzieci są często porywane i sprzedawane jako niewolnicy albo wcielane do grup terrorystycznych właśnie prekursorzy misyjni walczyli z niewolnictwem (np. misjonarze ze zgromadzeń Ojców Ducha Świętego, Oblaci, Ojcowie Biali, Franciszkanie, Dominikanie, Jezuici, Księża Misjonarze z Lyonu, pracujący w Sudanie, Gwinei, Gabonie czy w regionie Wielkich Jezior, którzy wykupywali niewolników i zakładali „wsie wolności”. Na czele tego ruchu znalazł się np. kardynał Charles-Martial-Allemand Lavigerie (1825-1892) oraz papież Leon XIII.

Mało kto wie, że proceder handlu niewolnikami został wykorzeniony przy ogromnych protestach lokalnej ludności afrykańskiej, uważającej sprzedawanie niewolników za rzecz naturalną i dochodową. Jeszcze większy opór napotkano ze strony arabskich kupców w Afryce, którzy robili majątki na handlowaniu z wodzami plemiennymi w Afryce. Jednak – dzięki białym kolonizatorom – do końca wieku XIX handel niewolnikami w Afryce wypleniono. Gdzie nie sięgała władza kolonizatorów, tam jeszcze długo niewolnictwo stosowane było na szeroką skalę (np. do końca lat 60. XX wieku na Półwyspie Arabskim, jednak o tym się rzadko mówi, gdyż o ponurej przeszłości islamu wspominać raczej nie wypada). Każdy, kto interesuje się historią Afryki, wie też, że do rzadkości należały polowania na niewolników przez białych najeźdźców. Biali handlarze wcale na Murzynów nie polowali osobiście, wyręczały ich w tym lokalne plemiona afrykańskie z terenów nadbrzeżnych, polujące na swoich pobratymców mieszkających w głębi lądu.

Charakterystyczna była deklaracja prezydenta Senegalu Abdoulaye Wade w sprawie ewentualnego wypłacenia odszkodowania narodom afrykańskim za niewolnictwo. W latach 90 Abdoulaye Wade uznał te roszczenia za niedorzeczne, bowiem czarni mieszkańcy Dakaru w większości trudnili się właśnie eksportem swych współbraci i gdyby miało dojść do płacenia odszkodowań, to właśnie Senegalczycy powinni wypłacić odszkodowania dzisiejszym amerykańskim Murzynom. Zresztą sam prezydent Wadę jest potomkiem lokalnych królów, którzy dorobili się na handlu współrodakami, stąd zna sprawę nad wyraz dobrze. Głosy domagające się, aby dawne państwa kolonialne wypłaciły odszkodowania za praktykowanie niewolnictwa, zdradza pewną obłudę wysuwających te roszczenia. Bowiem jak to bywa w takich sprawach, pieniądze miałyby zostać wypłacone nie potomkom części mieszkańców Ameryki, ale „organizacjom pozarządowym i międzynarodowym” – wiadomo więc kto ma się obłowić. Oczywiście, nikt nie będzie się domagał odszkodowań od np. sułtana Omanu ani od rządu Sudanu, gdzie praktyki niewolnictwa są stosowane nawet dziś – bo nie przystoi zadzieranie z szejkami lub muzułmańskimi fundamentalistami. Co innego krytykowanie Stanów Zjednoczonych, Portugalii czy Hiszpanii jest łatwe, proste i dochodowe.
Warto tu wspomnieć, że wierutną bzdurą jest opinia mówiąca, że dzisiejsze bogactwo USA zostało zbudowane właśnie rękoma niewolników.

Każdy znający choć w minimalnym stopniu historię Ameryki wie, że Południe Stanów, gdzie najdłużej utrzymywało się niewolnictwo, było biedne i zacofane w stosunku do Północy, gdzie zlikwidowano wcześniej niewolnictwo. Darmowa praca niewolników czyniła bowiem nieopłacalną produkcję maszynową, mechanizację i racjonalizację przemysłu. Północ rozwinęła się właśnie dlatego, że po likwidacji niewolnictwa sytuacja zmusiła fabrykantów do zastępowania robotników maszynami. Bardzo niepopularne więc i zmilczane przez media jest stanowisko Abrahama Lincolna – prezydenta Stanów Zjednoczonych, który po upadku niewolnictwa zaproponował wszystkim czarnym powrót do rodzimej Afryki na koszt Stanów Zjednoczonych – apel ten spotkał się z ogromnym oburzeniem czarnej społeczności. Część przystała na ten apel wracając na Czarny ląd zakładając nowe państwa np. Liberia – kraj, który dziś wiedzie prym z zdziczeniu, okrucieństwie i tyranii wojny domowej.

Po wielu latach ustami wielu Afroamerykanów przemówił K. Richburg który wyznał: Różni politycznie poprawni mędrkowie twierdzą, że biała Ameryka ma wobec nas czarnych dług, bo nasi przodkowie byli tu niewolnikami. (…) Ja błogosławię fakt, iż moich przodków, zakutych w łańcuchy, przewieziono przez ocean. Dzięki Bogu jestem Amerykaninem. Był to pewien problem dla piewców epoki postkolonialnej, gdyż mówi to właśnie ktoś o czarnym kolorze skóry. Wszystkim tym, którzy upatrują nędzę Afryki właśnie w zniewoleniu przez białych okupantów, warto przypomnieć, że w początek XXI wieku wyzwolona Afryka wchodzi jako kontynent, na którym praktykowane jest niewolnictwo na ogromną skalę. W Sudanie, największym państwie Afryki, zjawisko niewolnictwa jest powszechne. Jak donosi raport specjalnego wysłannika ONZ, Gaspara Biro z Komisji Praw Człowieka, w latach 90. XX wieku handel niewolnikami w tym kraju triumfuje. W roku 1998 jedną sztukę broni automatycznej wymieniano na 6-7 dzieci-niewolników. W roku 1989 kobietę albo dziecko ze szczepu Dinka (jedynych katolików w Sudanie) sprzedawano na targu za 90 dolarów. Winny temu jest przede wszystkim sudański rząd fundamentalistów islamskich, który odnowił niewolnictwo, jako tanią siłę roboczą i broń w prowadzonej przemocą islamizacji i arabizacji kraju.

Komisariat ONZ do Spraw Uchodźców (UN HCR) szacuje, że na skutek wojny domowej w Sudanie zginęło 2 mln ludzi (więcej niż w Rwandzie i Ugandzie łącznie), ok. 100 tys. Murzynów żyje zaś jako niewolnicy. Ponadto rząd Sudanu zabronił prowadzenia jakichkolwiek akcji humanitarnych na terenie kraju. Jedynie z relacji nielicznych dziennikarzy odwiedzających ten kraj znamy liczne przypadki przecinania pojmanym niewolnikom ścięgna Achillesa – by nie zbiegli, pracują zaś na siedząco. Chrześcijańskie organizacje z całego świata zapoczątkowały akcję wykupywania sudańskich niewolników – jednak ostatnia eskalacja napięć w tym kraju całkowicie odcięła możliwość kontroli i prac na terenie tego kraju. Jednak od roku 1995 do 2003 wykupiono 8000 Afrykańczyków (jednak musimy pamiętać, że praktyka ta jest dość kontrowersyjna i może być szkodliwa, nie likwiduje bowiem niewolnictwa, lecz niejako „nakręca interes” muzułmańskim handlarzom, wedle zasady popyt-podaż).

Podobny proceder handlu niewolnikami odnotowywany jest na Mauretanii. W tej dawnej kolonii francuskiej, jak podaje Ministerstwo Spraw Zagranicznych USA, ok. 90 tys. Murzynów żyje jako własność północno-afrykańskich Arabów (dane są zresztą sprzeczne, gdyż miejscowe organizacje walczące z niewolnictwem – takie jak El Hor podają, że w samej Mauretanii obecnie ok. miliona czarnych ma status niewolnika). Niewolnicy traktowani są jak towar, wymienia się ich na wielbłądy, ciężarówki, broń, pieniądze a nawet żywność czy usługi. Niewolnicy nie mogą zawierać małżeństw, chodzić do szkoły ani wyznawać żadnej religii. Obecnie ich liczbę w samej Afryce szacuje się na 27 milionów -jest to liczba wielokrotnie wyższa, niż liczba osób wywiezionych z tego kontynentu w ciągu czterystu lat handlu niewolnikami. Zresztą, jak zauważają członkowie Anti-Slavery International, współczesna odmiana niewolnictwa w Afryce jest o wiele gorsza od tej, którą praktykowano w minionych wiekach. Czarni niewolnicy są tani i łatwo się ich pozbyć. Cena niewolnika jest tak niska, że zakatowanie niewolnika nie przynosi zbyt dużej straty.

W czasie panowania Idi Amina w Ugandzie wcielono siłą do oddziałów partyzanckich ok. 14 tys. dzieci w wieku 12-14 lat. Wedle szacunków Anti-Slavery International, w całej Afryce 120 tys. dzieci walczy zbrojnie, jako niewolnicy-żołnierze. W ostatnich latach media donosiły o statku Etireno, którego kapitanem był Nigeryjczyk – statek ten od wielu lat w skandalicznych warunkach przewoził dzieci z Beninu i Togo, by je sprzedać na plantacje kakao w Gabonie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej (jak podaje organizacja Save the Children, 15 tys. dzieci z Mali pracuje jako niewolnicy w tym regionie). Po obławie okazało się, ze na pokładzie nie ma nikogo oprócz załogi, dzieci po prostu wrzucono do morza, by uniknąć odpowiedzialności. Były one tak tanie, że statek zawrócił po następny transport dzieci. Organizacje UNICEF \ Terre des Hommes w roku 1993 wskazały policji biznesmena z Beninu, Stanislasa Abadtana, organizującego handel dziećmi. Jak tłumaczył handlarz, rodzice sami proponowali mu sprzedaż własnych latorośli, szczególnie z rodzin wielodzietnych – rodzenie kilkunastu dzieci jest w wielu krajach praktykowane jako sposób na utrzymanie – po prostu co drugie dziecko sprzedaje się utrzymując z tego pozostałą rodzinę.

„Dekolonizatorzy” zgodnym chórem wyznają, że mieszkańcom Czarnego Lądu należy dać całkowitą możliwość samostanowienia. Niech odkryją własną drogę do wolności. Tylko jeżeli decydujemy się na takie rozwiązanie, bądźmy też konsekwentni. Albo rzeczywiście nie ingerujmy w sprawy Afryki i pozwalajmy, by ta część czarnego społeczeństwa, która nie zginie wskutek głodu, zmasakrowana została w międzyplemiennych waśniach rozwiązywanych za pomocą maczet, dzid, pałek albo na nowo wprowadźmy kolonializm. Każde inne wyjście z tej sytuacji będzie fatalną pomyłką, co zresztą obecnie obserwujemy.

Kilka lat temu za miliard dolarów zorganizowano w Johnanesburgu wielką fetę, gdzie pomiędzy kolejnymi przyjęciami i bankietami porozmawiać też można było o problemach Afryki. Rzadko kto już pamięta, że podobną konferencję zwołano w Addis Abebie w roku 1961, której efektem końcowym było zobowiązanie się do zlikwidowania w ciągu 19 lat analfabetyzmu w Afryce, plany te skorygowano już w roku 1968 na konferencji w Nairobi, przesuwając termin na rok 2000 (który też okazał się planem na wyrost). Podobny szczyt odbył się także 10 lat temu w Rio de Janeiro, gdzie przyjęto, jako końcową deklarację, zobowiązanie do powszechnego dostępu wszystkich krajów biednych do zdobyczy cywilizacyjnych (cokolwiek to znaczy). Niestety, pomoc Afryce nie może być oparta na deklaracjach, lecz na starej sentencji, która mówi, że biednemu trzeba dać wędkę, a nie rybę. Ten jednak scenariusz pomocy to już wedle większości uczestników konferencji neokolonializm, bo wprowadzić trzeba by na Czarny Ląd białych inżynierów, budowniczych, polityków, nauczycieli, lekarzy i wychowawców.

Kto z nas pamięta dziś o angielskim etnologu Frederyku Lugardzie, od którego pochodziło określenie „brzemię białego człowieka”. Brzemię, rozumiane jako nakaz niesienia zdobyczy naszej cywilizacji mieszkańcom Czarnego Lądu. Nawet za cenę śmierci. Jak dodaje Paul Johnson w słynnej „Historii świata”: biali koloniści poważnie traktowali swą misję cywilizacyjną: Afrykanie nie są dziećmi, ale dorosłymi ludźmi i muszą się nauczyć, jak przyjmować na siebie społeczną odpowiedzialność. Oznaczało to odciągnięcie mężczyzn od lenistwa do roboty, a kobiet od obowiązków w polu do ich właściwej roli w domu.

Oczywiście, gwoli ścisłości dodać tu należy, że nieszczęściem dla ludności Afryki był także komunizm, on to bowiem podsycał wszystkie ruchy narodowowyzwoleńcze w Afryce. Uporczywie lansował tezę mówiącą, że dekolonizacja jest osłabieniem kapitalizmu. Teza ta w połączeniu z opłacaniem i popieraniem zbirów-satrapów na czele rządów wyzwolonych państw okazała się koktajlem wybuchowym. Miejsce wygnanych kolonizatorów obejmowali czarni krwawi, komunistyczni dyktatorzy: tryumfował czarny nacjonalizm, okrutny i zbrodniczy (popierany także przez większość państw ONZ), korzystający z finansowego i merytorycznego wsparcia bloku sowieckiego i „doradców” kubańskich (których wedle szacunkowych danych na kontynencie afrykańskim w latach 80. przebywało ok. 60 tys.). Dość tu wymienić przykład Zimbabwe i Roberta Mugabe, Ugandy z tyranem A.M. Obote i sadystą-kanibalem Idi Dada Aminem czy Republiki Środkowoafrykańskiej z samozwańczym cesarzem J.Bokassą albo Zairu z Patrykiem Lumumbą, a później Sese Seko Mobutu, który w 1972 r. zmienił swoje imię na Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, co znaczy kogut, który nie zostawia żadnej kury samej. Zresztą scenariusz ruchów wyzwoleńczych podobny był w większości „wyzwolonych” krajów. Do końca lat 80. XX w. kraje te związane były ideologicznie, politycznie i militarnie z ZSRR – Algieria, Angola, Dahomey (ob. Benin), Etiopia, Ghana, Gwinea, Gw-nea Bissau, Kongo, Libia, Mali, Madagaskar, Mozambik, Seszele, Somalia, Sudan, Tanzania, Uganda, Wyspy Św. Tomasza i Książę-ca, Zambia, Zimbabwe, Zjednoczona Republika Arabska (obecnie Egipt). Socjalistyczne manipulacje przy gospodarce wbiły przysłowiowy gwóźdź do trumny, doprowadziły na dno niewyobrażalnej nędzy takie kraje jak Angola, Etiopia, Mozambik, Somalia czy Uganda.

Pewnym chlubnym wyjątkiem i zagadką dla wielu komentatorów zmian zachodzących na Czarnym Lądzie jest Botswana, która wzorem Chile wprowadziła „dziki kapitalizm”. Po kilku już latach w kraju odczuć można było ogromne zmiany. Gdy w roku 2003 byłem z wizytą w Zimbabwe rozmawiałem ze znajomym misjonarzem mieszkającym na stałe w Botswanie, który chwalił się, że angielskie pielęgniarki przyjeżdżają pracować do Botswany, gdyż płaca jest tam porównywalna z wynagrodzeniem w Wielkiej Brytanii – pielęgniarki przyjeżdżają zaś ze względu na dobry klimat. Dość porównać Botswanę z sąsiadującym Zimbabwe, gdzie na każdym kroku podziwiać możemy niekompetencję, barbarzyństwo i skrajną głupotę lokalnych rządów w połączeniu z ideologią lewicową (operującą tymi samymi metodami na całym świecie, takimi jak: nacjonalizacja przemysłu, interwencjonizm państwowy, „uwłaszczanie” nomenklatury). Tego rodzaju zabiegi dały już po kilku latach rządzenia efekt w postaci rąk wyciągniętych w stronę byłych kolonizatorów. Wystarczy prześledzić losy wielkich państw na obszarze Afryki, by zobaczyć, że dekolonizacja okazała się ogromną katastrofą. Zair w latach 50. XX wieku był jednym z największych producentów miedzi i cynku mającym ogromny potencjał i infrastrukturę, w ciągu kilkunastu lat od wygnania kolonizatorów stał się jednym z najsłabiej rozwiniętych krajów świata, Ghana w 1957 r., odzyskawszy wolność, miała na swym terenie największy park maszynowy, rozwinięte i nowoczesne rolnictwo, dające pracę prawie wszystkim mieszkańcom tego kraju, którzy chcieli tytko pracować, ponadto mała najbardziej sprawny aparat urzędniczy w Afryce, a rezerwy finansowe tego kraju w ostatnim roku kolonii wynosiły 481 mln dolarów (niewyobrażalna kwota nawet jak na Afrykę w tamtych czasach). Kraj ten dzięki skrzętnej gospodarce kolonizatorów był najbardziej obiecującym krajem Afryki, po dekolonizacji upolityczniając gospodarkę socjalistyczny prezydent Nkrumah (który jak na ironię nakazał oficjalnym dekretem nazywać siebie Osagyefo – Zbawiciel) pozbawił Ghanę wszelkich perspektyw – obecnie kraj ten jest bankrutem bezskutecznie wskrzeszanym przez wielkie korporacje międzynarodowe, któremu grozi widmo głodu i śmierci. Wolna Ghana jest krajem, w którym służba zdrowia praktycznie nie istnieje, powracają takie choroby, jak cholera czy malaria.

Za rządów kolonialnych Gwinea Równikowa była nazywana diamentem Afryki, kwitnącym gospodarczo zakątkiem Afryki. Obecnie nazywana jest bankrutem zarówno finansowym, jak i moralnym. Tanzania, niegdyś wzór wykorzystania potencjału rolniczego, wskutek wprowadzenia przymusowych kołchozów, po wygnaniu kolonizatorów nie cierpi głodu tylko dlatego, że kraj ten odwiedzają biali turyści. Podobnie rzecz się ma z Kenią, nazywaną za rządów kolonialnych spichlerzem Afryki, dziś importującej podłe zboże, Madagaskar zaś, niegdyś eksportujący najbardziej ceniony ryż świata, sam dziś importuje w celach spożywczych ryż pastewny. Musimy pamiętać, że takie kraje, jak Zair, Kongo, Zimbabwe czy Gabon – to dawne eldorado afrykańskie, mające całą tablicę Mendelejewa ukrytą pod ziemią (podobnie jak i Polska)

Belgia, rządząc prymitywnym Kongo, już po pięciu latach potrafiła odzyskać ogromne pieniądze zainwestowane w meliorację gruntów, budowę dróg i fabryk, szpitali i szkół. Roczny przyrost produkcji w 1958 roku wynosił 14,5 proc. W tym okresie kolonialne Kongo miało najwięcej łóżek szpitalnych na statystycznego mieszkańca Afryki, a analfabetyzm wśród czarnej ludności był w 50% zlikwidowany. Po rządach trzech zwalczających się przywódców Kasawubu, Czombe i Lumumby kraj ten w rekordowym czasie zatracił całe bogactwo, tak skrupulatnie budowane przez Belgów.

Kolejnym przykładem jest Zambia, która była jed-nym z najbogatszych państw w Afryce. Dziś każdy obywatel tego kraju jest zadłużony na ponad 800 USD, czyli równowartość kilkuletniej pensji. W latach 1960-70 PBK Wybrzeża Kości Słoniowej rósł o 11% rocznie. Kraj został obwołany jako przykład rozwoju gospodarczego w stylu zachodnim. Dziś chyli się ku upadkowi.
Kolejny przykład Rwanda, gdzie za francusko-belgijskiej kolonii dochód narodowy w latach 1965-89 rósł ok. 4,9% rocznie. Odsetek czarnych dzieci w szkołach wzrastał, a współczynnik inflacji był jednym z najniższych w Afryce subsaharyjskiej i wynosił poniżej 4% rocznie. Ludność miała wystarczającą ilość żywności z własnych upraw, a zatem do późnych lat 80 import zbóż (łącznie z pomocą żywnościową) był znikomy i sporadyczny. Dziś powojenna Rwanda jest na granicy nędzy, bez pomocy Zachodu grozi jej głód. Zupełnie odrębnym zagadnieniem jest problem Afryki północnej, która została prawie całkowicie zislamizowana. Sudan, niegdyś potentat w rozwoju handlu transsaharyjskiego, po zislamizowaniu i wypędzeniu Brytyjczyków wpada w niespotykaną dotąd nędzę. W latach 1981-1983 plony zboża sorgo spadają z 3,4 do 1,3 miliona ton. Rząd islamski w 1983 roku zamknął wszystkie szkoły wyższe, a prezydent Jaafer Mohammed wprowadził do kodeksu karnego szariat. 23 września 1983 wrzucono do Nilu wszystkie zapasy alkoholu, wprowadzając prohibicję. W nędzy i izolacji Sudan staje się ostoją terrorystów, a w miastach na targach można spotkać handel białymi niewolnikami. Międzynarodowa pomoc humanitarna (same Stany Zjednoczone przekazały w latach 80 Sudanowi ok. 1,5 mld dolarów) pozostaje bez widocznego efektu i jakiejkolwiek nadziei na zmiany.

Ze względu na znikome wieści dochodzące do nas z Afryki, przefiltrowane dodatkowo przez „postępowe” środki masowego przekazu, warto wspomnieć na coraz częstszy sentyment, z jakim wspominają mieszkańcy Czarnego Lądu rządy kolonialne (wedle ostatnich badań pośród czarnych mieszkańców RPA, 36 proc. uważa, że – mimo pewnych nadużyć – zasady apartheidu były w istocie dobre. Ale jak to w demokracji bywa, ci sami ankietowani głosują na partię, która obaliła system). By zobrazować skalę głupoty i okrucieństwa rządzących wyzwoloną Afryką, warto przedstawić ich przedstawicieli. Wybór nie jest łatwy, dlatego należy wprowadzić tu pewne uproszczenie: najbardziej klasycznym przykładem jest triada czarnych zbirów: Mugabe – Amin – Bokassa. Zdaję sobie sprawę, że pominięcie w tym niechlubnym panteonie gwiazd walki z kolonializmem takich postaci, jak Mandela, Obote, Nyerere czy Lumumba, jest merytoryczną nieścisłością. (…)

===

Powyższy wpis jest poniekąd kontynuacją sprawy Afryki, którą poruszałem już na blogu. Proponuję jednak nie zwracać uwagi na liberalne sympatie autora, gdyż zdawał się nie wiedzieć, iż forma własności nie ma żadnego wpływu na sposób zarządzania przedsiębiorstwem. Więcej można przeczytać tutaj:

https://rgrunholz.wordpress.com/2013/09/20/zydzi-a-sprawa-murzynska/
https://rgrunholz.wordpress.com/2013/09/11/mafia-bankierska-smieje-sie-w-twarz-glodujacym/

Nie należy też zapominać o tym, jak Republika Południowej Afryki z bogatego kraju, miejsca ucieczki dziesiątek tysięcy mieszkańców Afryki, stała się krajem morderstw, gwałtów, kradzieży i ludobójstw białej ludności na masową skalę. Dzieci płaczące za umierającym p. Mandelą płakały raczej dlatego, iż wiedziały co je teraz czeka – kolejny kraj leżący na ogromnych złożach złota po prostu musiał zostać doprowadzony do ruiny.

Na koniec podam kolejną, mało znaną ciekawostkę:

Ameryka w sprawy państw Afryki ingerowała od zawsze. Najczęściej nie pojawiali się tam osobiście, ale za pomocą pieniędzy osadzali dogodnych dla siebie kacyków. Ci zapewniali swobodę działania dla amerykańskich firm i wszyscy (poza oczywiście ludnością ,,demokratyzowanych” krajów) byli zadowoleni.

Sytuacja zmieniał się w połowie lat 90, gdy do Afryki odważniej zaczęli wkraczać Chińczycy – po stosunkowo mało dynamicznych działaniach ZSRR, była to nowa jakość. Chińczycy zdobyli twarde przyczółki w kilku istotnych krajach kontynentu, jak choćby w Angoli, Namibii, Zimbabwe, Tanzanii czy Nigerii. Co ciekawe, wszystkie te kraje są zasobne w surowce, a Ameryka znalazła się w nowej dla nich sytuacji. ,,Panów Świata” zaczęli pokonywać w pokojowy, gospodarczy sposób ludzie, których ci uważali za niezdolnych do tego.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Jankesi uznali, że nie można stracić już nic i gdy w Zairze Mobutu chciał zacieśnić kontakty z Chinami, podburzyli plemiona Tutsi Banyamulenge i wyciągnęli z kapelusza Kabilę, inicjując w 1996 roku wojnę domową w tym kraju. Kabila zwyciężył, a dzięki wydatnej pomocy USA, zmienił nazwę kraju na Demokratyczna Republika Konga, po czym wyciął numer swoim mocodawcom i podziękował za ,,budowę demokracji” w swoim kraju.

Tego usmańcom było już za wiele. Natychmiast przy wsparciu lojalnych sobie kacyków z Rwandy i Burundi gdzie Tutsi zdobyli władze w krwawych wojnach domowych sponsorowanych notabene, a jakże, z ,,ojczyzny demokracji”, przenieśli walki do Konga. Wojna trwa tam nieprzerwanie od 1996 roku. Przyniosła już ponad 5 milionów ofiar śmiertelnych, co czyni ja najkrwawszym konfliktem od czasu II WŚ. Jankeskie firmy zdobywają nieprawdopodobna kasę na kontraktach zbrojeniowych, poza tym mają wyłączność eksploatacji surowców na terenach zajętych przez rebeliantów z koalicji M23, a są to jedne z najbogatszych surowcowo terenów w Kongo i w ogóle w Afryce. Oczywiście takie rzeczy jak ,,ochrona cywilów” czy ,,prawa człowieka” tam jakoś przez usmańskich hipokrytów są pomijane i niezauważane. Ale cóż, tam w końcu ,,interesy demokratów” liczą się najbardziej.

Działania Chin i brak koordynacji, a w konsekwencji utrata kontroli nad Kabilą w Kongo, przekonały USA do tego, iż nie mogą już sobie pozwolić na coś podobnego w kolejnych przypadkach. Afryka z perspektywy kontroli nad światowymi zasobami stała się dla nich jednym z kluczowych terytoriów. Utworzono dowództwo AFRICOM które ma koordynować zakładanie baz wojskowych, operacje specjalne i wszelkie działania zbrojne korzystne dla ,,interesu USA”. W tej chwili jedynie w trzech państwach kontynentu nie zaznaczyła się obecność USA w postaci żołnierzy, doradców lub zwyczajnych najemników i są to: Republika Kongo (sąsiad Demokratycznej republiki Kongo), Zimbabwe i Gwinea Równikowa. W tej ostatniej zresztą wspólnie z Anglikami próbowali zrobić zamach stanu, co nie udało im się.

Poza tymi państwami są praktycznie wszędzie. Najaktywniejsi w Ugandzie, Kenii, Somalii, Dżibuti, Mali, Libii, DRK. Starają się tym samym w sposób agresywny wypierać Chińczyków. Na razie idzie im to opornie. Są powszechnie znienawidzeni w społeczeństwach państw Afryki, ale kasa dla watażków i doświadczenie w mąceniu i sianiu zamętu na świecie robią swoje. Afryka staje się powoli najciekawszym i najistotniejszym frontem w walce z usraelską dominacją. Warto patrzeć na ten rejon i śledzić działania ,,obrońców demokracji i praw człowieka”.

Dziękuję za to Panu Fran SA.

Robert Grünholz

Reklamy

15 myśli na temat “Czarna Apokalipsa

  1. Nie ma to jak wyzwolenie się z epoki kolonialnej. Niech ten co zepsuł zegarek, teraz go naprawia. Sowiety to zrobiły, niech więc teraz ich spadkobiercy – Ruso-Sowiety – płacą.

    1. To z początku nie Rosja, a Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Belgia miały kolonie w Afryce. To te kraje najpierw pobudowały szkoły, drogi i szpitale, a potem linijkami wydzielili z sufitu wzięte granice, prowokując wojny na całym kontynencie. To te kraje zostawiły najpierw Afrykę na pastwę rzezimieszków-kanibali, a potem kiedy wszyscy oni doprowadzili już kontynent do ruiny, zaproponowali pożyczki i w zastaw dobrali się do bogactw naturalnych.

      Oczywiście, Związek Radziecki miał duży wpływ w późniejszej fazie historii ,,wolnej” Afryki, jednak, że i nim rządzili w coraz późniejszym okresie sami zdrajcy i sabotażyści, proponuję raczej by za winnych uznać globalną finansjerę, która najpierw Związek Radziecki stworzyła, a potem rękoma Jelcynów i Gorbaczowów niszczyła pół świata.

      Ile winy leżało po stronie Rosjan, skoro prawie każdy ,,rosyjski” jak i ,,ukraiński” oligarcha nie jest słowiańskiego pochodzenia?

      Poza tym ostatnie akapity traktują o udziale USA w niszczeniu Afryki. Dlaczego Rosjanie mają płacić, a Amerykanie już nie? Czy za potop szwedzki mają nam płacić Japończycy?

      Nie wiem czy istnieje jakiś wskaźnik, który pozwoliłby nam oszacować kto bardziej zniszczył Afrykę: Związek Radziecki stworzony za zachodnie pieniądze, czy ten właśnie zachodni świat. Tym bardziej, że dziś właśnie Afryka jest niszczona przez finansjerę z Wall Street.

      1. (Afrykanie tęsknią dzisiaj za kolonistami z wyjątkiem Sowietów). Wystarczy, że Amerykanie utrzymywali i utrzymują Sowiety a dzisiaj Ruso-Sowiety. Żeby się dowiedzieć, co robiły Sowiety w Afryce wystarczy trochę poczytać. Na przykład Ganowicz Rafał Gan ‚Kondotierzy’. Ukłony

  2. Sztuka HANDEL WOJNĄ I POKOJEM w globalnym teatrze polityki trwa.W pisanym na bieżąco scenariusz dochodzi do jej militaryzacji dla poprawienia wielkości strumienia pieniądza na cele militarne.Tym bardziej to jest istotne,że na scenę teatru coraz bardziej swoją rolę umacnia nowy bohater Chiny.
    Proces handlowania wojna i pokojem opisał polski badacz Feliks Koneczny w CYWILIZACJA ŻYDOWSKA,a językiem matematyki potwierdził Song Hongbing w WOJNA O PIENIĄDZ.

  3. Artykuł dobry, ale mógłbyś przestać w każdym artykule jechać na liberalizm, bo nie ma to sensu, chociaż wiem, że jesteś jego wrogiem – stuprocentowym konserwatystą. Forma własności może, ale nie musi mieć wpływu na prosperowanie przedsiębiorstwa, te państwowe i nasze – są słabe, nie dlatego, że są sprywatyzowane, a państwowe i wszystko co się tam dzieje generuje ogromne koszty.

    Wracając do artykułu, jest dobry jak już pisałem i dobrze, że poruszasz takie rzadko dotykane tematy. Osobiście np konkwistę oceniam pozytywnie, składanie ofiar z ludzi to tylko jeden z wielu przykładów tradycji rdzennych ludów Ameryki Środkowej.

    1. Państwowe przedsiębiorstwa w Polsce nie funkcjonują źle dlatego, że są państwowe, a dlatego, że nie mają przynosić zysków. Musiałem podkreślić ten jakże ważny element, gdyż p. Roman Konik mimo niewątpliwej wiedzy powtarza takie głupiutkie tezy, które mogą wprowadzać w błąd czytelników.

      „Znacjonalizowali komuniści i było źle!”. No dobrze, z kolei w RPA wszystkie kopalnie złota sprywatyzowano, tenże proces prywatyzacji i tak malutkiej produkcji i wszelkich bogactw naturalnych dotknął nie jeden afrykański kraj, no i jakoś od obecności panów Sorosów nikt się tam przez to nie bogaci, przeciwnie. Dla liberała to obraza majestatu, iż jeden prostacki model ekonomiczny nie musi się wszędzie i zawsze sprawdzić.

      Co do konkwisty, to obaj z pewnością wiemy jak wyglądało traktowanie Indian przez katolicką Hiszpanię i Portugalię, a jak protestancka Wielka Brytania i później USA potraktowały rdzenne plemiona północne. Przy okazji polecam film „Misja” z De Niro.

      1. To własnie jest wpisane w tą polską definicję państwowości, gdyby zostały sprywatyzowane to musieliby postawić bez wątpienia na zysk. Co do Afryki to jest kompletnie inna sprawa, trzeba patrzeć raczej na cywilizowane kontynenty i ich bardziej cywilizowane państwa jak np Stany Zjednoczone. Na przestrzeni historii mieliśmy już sporo dowodów na to, że liberalizm w gospodarce działa, a mniejsze, lub większe interwencje są groźne ( np utrzymywanie nienaturalnie niskich stóp procentowych w USA po 2001 roku ). Nie jestem wrogiem państwowego, wręcz przeciwnie, państwo ma tutaj bardzo ważne zadanie do wykonania i musi posiadać odpowiednie narzędzia do tego, a więc państwowe istnieć musi. Pytanie tylko jak daleko macki państwa mają dochodzić ? moim zdaniem im krótsze, ale silniejsze, tym lepsze. Im dłuższe i silniejsze – tym gorsze. W Polsce socjalizm jest zmorą, w obecnej chwili mamy jakiś rodzaj kapitalizmu kompradorskiego, jednak wcale nie prywatyzujemy, ani nie uwalniamy rynku, nie obniżamy podatków, ale wręcz przeciwnie, razem z normami Unii Europejskiej pogrążamy się i idziemy coraz to bardziej w kierunku totalitaryzmu, powszechnych regulacji, zakazów i nakazów, wielkiej ośmiornicy biurokratycznej, coraz wyższych podatków.

        Zgadzam się z tym, że nie wszędzie jeden model ekonomiczny się sprawdza, to co w Polsce się nie sprawdziło – to bez wątpienia socjalizm, który doprowadził do biedy, a co za tym idzie różnych patologii społecznych jak np alkoholizm. Dlatego jak śp. Roman Dmowski jestem wrogiem socjalizmu, społecznych gospodarek rynkowych, trzeciej drogi itd. To co obecnie trzeba zapewnić Polakom to kapitalizm, prawdziwy, nie jakiś z bajki wyciągnięty. Nacjonaliści na ideologicznym raczej podłożu obwiniają ów kapitalizm, kiedy to taki prawdziwy jeszcze u nas nie zawitał, trzeba dać mu szansę i zobaczyć jak będzie działał, bo w żaden sposób komunizmy, socjalizmy i pseudokapitalizmy nie przyczyniły się do podwyższenia poziomu życia do tego stopnia jaki mamy na zachodzie, który jest bogatszy. Oczywiście transformacja ustrojowa i uwolnienie rynku były kluczowe i zwiększyły standard życia ( gdzie śp. Roman Dmowski upatrywał szansę ), jednakże interesy starej kliki pozostały i ich skutki są widoczne nadal. Trzeba również pamiętać, że prywatyzacja rzeczywiście była złodziejska w wielu przypadkach i polegała na tzw popularnym już „uwłaszczeniu nomenklatury” .

      2. Po prostu uważam, że koncepcja liberalizmu jako takiego jest po prostu szkodliwa, a przecież większość prawdziwych konserwatystów też zmniejszyłoby biurokrację, obniżyło podatki, zajęło się na poważnie finansami państwa… W dodatku bez zamykania się w ciasnych celach swych XIX-wiecznych teoryjek.

  4. Czcigodny Panie Robercie
    Moja koleżanka przepracowała na kontrakcie jako architekt z dziesięć lat w Nigerii. Jechała tam jako postępowa dziewczyna, wstydząca się za kolonializm. Wróciła jako stuprocentowa rasistka. Potwierdziła to co Pan pisze, mówiła że bez ekspertów białasów nie działa tam NIC. Ani szpitale, ani elektrownie, ani rafinerie.
    Za to podkreślała że murzyńscy murarze mają jakieś atawistyczne wyczucie i potrafią „na oko” ustawić coś poziomo lub pionowo. Początkowo zaglądała na budowy które nadzorowała po fajrancie i sprawdzała z poziomicą i pionem . Po miesiącu dała sobie spokój bo zrozumiała że to co robią, mieści się w granicach tolerancji.
    A co się tyczy Nigeryjczyków kończących studia w Europie czy Stanach, jej zdaniem góra jeden na dziesięciu nie tylko czegoś się nauczy ale i wróci do ojczyzny wykonywać wyuczony zawód. Reszta po powrocie bierze się za politykę czyli szwindle. I w tym są dobrzy, hołota z PO miała by się czego poduczyć.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Wcale mnie to nie dziwi. Sam znam jednego białego, który wraz z rodziną wyjechał z RPA. Nie spamiętałem niestety wszystkiego z tego co mi opowiadał o tym, jak ,,walka o wolność czarnych” była zwyczajną przykrywką do ohydnego ludobójstwa akceptowalnego przez cały świat.

      Tu już nawet nie chodzi o mentalność prostych Afrykanów, bo i tu w Szwecji jeden na dziesięciu bierze się do uczciwej pracy i z samego zachowania nie różni się niczym od nas, a inteligencji nie można mu odmówić. Tak jak jednak kolejne generacje głupieją przez celową demoralizację i degenerację, tak można też doprowadzić do celowej głupoty cały kontynent. Wystarczy mu odebrać prawo do edukacji i podstawić marionetkowe ,,elity”. Znamy ten schemat.

      Wierzę w to, że gdyby nie celowe niszczenie Afryki, to jeden czy drugi kraj szybko dorósłby do normalnych standardów. Problem w tym, że i nasi włodarze tego nie chcą. Afryka jest skazana zatem na przygłupów kładących krzywo kostki brukowe.

      Pozdrawiam

    1. Szanowny tie_fighterze,

      Dziękuję za link. Swego czasu czytałem tamtą dyskusję, ale z ochotą sobie wszystko przypomniałem. Zastanawiam się jednak co też takiego tkwi w mieszkańcach Afryki, skoro najprostszy człowiek rozumie kiedy jest okradany i wykorzystywany przez innych, a oni zdają się tego jednak nie rozumieć? Czy ci ludzie mieli gdziekolwiek lub kiedykolwiek prawdziwego męża stanu? Historia niepodległych państw Afryki nie jest długa, lecz mieli oni wielu przywódców. Kogo wymienimy? Kaddafiego? Cesarza Hajle Sellasje II? Mi na myśl przychodzi chyba tylko Thomas Sankara – o ironio, marksista jak się patrzy. Jak długo ten kontynent niewolników będzie tkwił w tym bagnie, nim jakiś prosty watażka dbający o swój lud zorientuje się z jakimi kreaturami ma na świecie do czynienia?

      Pozdrawiam

  5. Drogi Robercie,

    Bardzo szanuję konserwatystów i narodowców, jednocześnie kibicuję im w ich walce o lepszą Polskę ( co łatwe nie będzie ), wierzę również, że bliżej im do wolnościowego myślenia w sprawach gospodarczych niż do socjalistycznego – który wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, a raczej rewolucją, anarchią i tym podobnym. W dzisiejszych czasach niektórzy utożsamiają wielkie agendy międzynarodowego socjalizmu jak MFW z Miltonem Friedmanem, kiedy to on był DOKŁADNIE przeciwny MFW i mówił, że trzeba to zlikwidować, czy niektórzy ludzie nie ulegają propagandzie żydokomuny ?

    1. Szanowny Owerfullu,

      Problem pojawia się gdy widzimy, że prawdziwa opozycja w danym kraju to najczęściej jedynie skrajna lewica, a opozycja światowa jak Kaddafi czy Chavez to również socjaliści. Z jakiegoś powodu prawica wszelkich odcieni albo w danym kraju nie istnieje, albo się w ogóle nie liczy, albo jest przepełniona agenturą i sabotażystami. Zazwyczaj też prosty uczciwy socjalista wydaje się być mądrzejszy od globalistycznego prawaka.

      Nie wiem czy Friedman był przeciwny MFW czy nie, ale sam fakt otrzymania Nobla świadczy o czymś, podobnie jak wspólna z CIA pomoc Pinochetowi i ,,dziwną” zbieżność pewnych poglądów z najgorszymi kreaturami tego świata.

      Liberałowie w wolnej niepodległej Polsce, winni być jedynie potrzebni po to, by mieć baczność na to, aby biurokracja była jak najmniejsza, by podatki utrzymywały się na normalnym poziomie i by Państwo nie przesadzało ze skalą ingerencji w gospodarkę czy w życie swoich obywateli. W przypadku poruszania przez nich innych tematów, reagować da się tylko śmiechem.

      Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s