XXVI. EKONOMIA ŻYDOWSKA

Gdyby istniała jakaś ekonomia społeczna uniwersalna, nie mogłoby być żadnej specjalnej, np. żydowska. Nie ma jednak jakichś praw ogólnych, obowiązujących wszystkie czasy i wszystkie ludy, w których obrębie powstawałyby odmiany bardziej lokalne, jednakowo na ogólnych oparte prawidłach, chociaż różne w sprawach drugorzędnych. Chociaż tabliczka mnożenia wszędzie jednaka, cóż z tego, skoro systemy liczbowe mogą być rozmaite, różna świadomość liczb w przeróżnych rozmiarach, od najniklejszej do olbrzymiej, a do obliczeń chęć wielka obok całkowitej niechęci – jak gdzie! A historia wskazująca absurdalność uniwersalnego strychulca we wszystkim i w czymkolwiek, nie robi wyjątku dla ekonomii społecznej; nie ma przeto ekonomii bezwzględnej, jedynie możliwej. Wszelkie zasadnicze zagadnienia ekonomiczne bywają rozwiązywane rozmaicie, z czego wynikają ekonomie rozmaite, między innymi także żydowska.

Najgłębszą i prawdziwie pierwszą przyczyną rozmaitości urządzeń ekonomicznych jest odmienność etyk. Poglądy etyczne starsze są od ekonomicznych, albowiem ani nawet najmniejsze zrzeszenie nie mogłoby się organizować bez uprzedniej zgody co do tego, co należy uważać za godziwe, a co za niegodziwe. Toteż gdzie stosunek pomiędzy etyką a ekonomią nie jest wyjaśniony dokładnie i ustalony, tam nie ma końca przewrotom, a społeczeństwo ubożeje i dziczeje zarazem. Z poczucia etycznego powstaje prawo; nie posiada etyki, kto z prawa ją wywodzi. Przeciwnie! Wytworzyły się prawa familijne, majątkowe, spadkowe, bo wyrobiły się przedtem pewne poglądy na etyczne postulaty życia rodzinnego.

Np. czyż to nie uderzające, że własność osobista rozwija się tylko tam gdzie panuje monogamia? I nie utrzyma się bez monogamii! Gdziekolwiek naruszono jedno z tych urządzeń, wnet rozluźnia się i upada drugie z nich. Z naruszeniem własności prywatnej osobistej zjawia się wnet wielożeństwo, nawet całkowite rozprzężenie seksualne. Wszystkie a wszystkie ruchy sekciarsko-rewolucyjne, zrywające ze sakramentem małżeństwa, znosiły zaraz własność prywatną. Podobnych związków etyczno-ekonomicznych wykazuje historia niemało. Powiada zresztą prosty rozsądek, jako sposoby zdobywania dobrobytu muszą zależeć od tego, które z nich uważa się za uczciwe, a które za nieuczciwe; stosownie do tego następuje wybór i buduje się system ekonomiczny. Tym bardziej zaś zależy tok spraw gospodarczych od tego, czy bywają krępowane pojęciami etycznymi, czy też nie. Etycznie, czy nieetycznie – w każdym razie ekonomia zawisła jest od etyki.

Drugie zasadnicze zagadnienie gospodarcze mieści się w poglądach na stosunek pracy do dobrobytu. Są społeczeństwa pogardzające pracą każdą; inne znów niektórymi jej rodzajami. Można pracę mieć za błogosławieństwo żywota, lecz także za klątwę. Jedni nie wyobrażają sobie możliwości życia bez pracy ani nawet w starości, inni wzdrygają się na samą myśl o pracy. Czyż nie zapuszcza się w pewnych krajach paznokci aż do takiej długości, iż trzeba je nosić w odpowiednich futerałach, a to na znak, że właściciel tej ozdoby wolny jest od wszelkiej pracy zarobkowej? A na drugim biegunie słowa św. Pawła: „Kto nie pracuje, niech nie je”!

Pośród ludów uznających potrzebę pracy ileż dalszej rozmaitości! Chodzi o to, by zapobiec ubóstwu, by nie było nędzarzy; a ten wzniosły cel ma być osiągany sposobami rozmaitymi, nawet wręcz przeciwnymi. Znaczna część mieszkańców ziemi mniema, jako najlepszym sposobem na zapobieganie ubóstwu jest zapobieganie bogactwu. Pozostaje to w związku z dwoma zasadniczymi zagadnieniami ekonomicznymi: o stosunek produkcji do konsumpcji, a podaży do popytu. W niektórych społecznościach (murzyni afrykańscy, Jakuci, mieszkańcy Ziemi Ognistej) nie wolno produkować ponad osobistą potrzebę, żeby nie tworzyć bogactw. Oczywiście przy takim systemie ustala się minimalna skala „potrzeby” i zakorzenia się powszechna nędza, na którą nie ma rady, póki się nie zmieni ich zapatrywania na wymienione zagadnienia. Nie wszędzie tedy cieszy się praca wolnością, a przymusowe jej ograniczanie starsze jest od socjalizmu i nie stanowi bynajmniej wynalazku europejskiego nowoczesnego ustawodawstwa. Jak widać z tego, kwestia „sprawiedliwego rozdziału dóbr” może być rozwiązywana także i w taki sposób, ażeby nie było tak dalece z czego rozdzielać. W imię sprawiedliwości społecznej rujnują murzyni łany bananów sąsiadowi, który zasadził ich według ich zdania więcej, niż „potrzebuje”. I znowu na dnie sprawy kryje się pogląd etyczny.

Niezmiernie ważne a fundamentalne zagadnienie stanowi pomijany dotychczas stosunek ilościowy ognisk ekonomicznych, tj. jednostek ekonomicznie samodzielnych, do ogólnej ilości ludności. Nieprzeliczone ludy, żyjące w ustroju rodowym, nie dopuszczają, by syn był sam gospodarzem na swoim za życia ojca, bo się to przeciwi poglądom etycznym na istotę rodziny, opartej o władzę ojcowską i rodu pod zwierzchnictwem starosty rodowego, ojca ojców, lub przynajmniej uważanego za takiego. W takim społeczeństwie ilość podmiotów ekonomicznych jest zbyt nieznaczna, żeby podołać warunkom bytu materialnego, gdy ludność powiększy się i zagęści. Ustrój rodowy, właściwy wszystkim ludom bez wyjątku na pewnym stopniu rozwoju, musiał być porzucany, gdy nastawało przesilenie związane z osiąganiem wyższego stopnia rozwoju. A gdzie nie nastąpiła emancypacja rodziny z rodu pomimo wzrostu i zagęstnienia ludności, powstaje zastój ekonomiczny, który pociąga za sobą obniżanie ciągłe wszelkich dziedzin życia zbiorowego, za czym idzie nieuchronny upadek państwa. Z powodu dochowania przestarzałego ustroju społecznego cierpią Chiny i Indie. Ale może się zdarzyć dysproporcja między liczbą i gęstością ludności a ilością podmiotów ekonomicznych nawet w krajach, które dawno już zarzuciły ustrój rodowy. Mamy tu do czynienia ze sprawą nadzwyczajnej wagi i wypada pragnąć, ażeby nauka ekonomii wydobyła na jaw ukryte przyczyny tego zjawiska, którego widokowi możemy się przyglądać tylko ze skutków, przez nie wywołanych.

Zasadnicze zagadnienie ekonomii każdego typu i systemu zależy nadto od tego, jaki sposób walki o byt przeważa w danym społeczeństwie; np. pasterstwo koczownicze, rolnictwo osiadłe, handel czy przemysł – czy też rozmaite sposoby stają obok siebie, w jakiej proporcji, czy równe mniej więcej, czy też bardzo nierówne. Głównie chodzi o stosunek majątku ruchomego a nieruchomego, lecz nie tyle o stosunek materialny, ile o moralny; któremu rodzajowi majątku daje się pierwszeństwo w hierarchii społecznej. Snując dalej dociekania dojdziemy do pytania o ideał ekonomiczny danego społeczeństwa, co uważa się za godne pożądania. Często, bardzo często pewne marzenia ekonomiczne rozstrzygają o wielu sprawach życia zbiorowego, już to dodatnio, już to ujemnie.

Ideałem ekonomicznym cywilizacji łacińskiej jest własność nieruchoma; a ogólniej mówiąc, jak najmniejsza ruchomość mienia, czyli jak największa stałość i trwałość majątku w ręku tej samej rodziny. Wszystko, co ułatwia ciągłe przechodzenia mienia z rąk do rąk, przeciwne jest naszej cywilizacji. (Dlatego też nie zmieści się w cywilizacji łacińskiej zapatrywanie, jakoby każdemu człowiekowi przysługiwało prawo do ziemi gdziekolwiek).

Dopóki w badaniach ekonomii pewnego społeczeństwa nie określi się stosunku jego do powyżej wyłuszczonych zagadnień, dopóty badanie całe wisi w powietrzu. Należy przeto przyjrzeć się Żydom najpierw z tych punktów obserwacyjnych, a w golusie stosować to równocześnie do gojów, jako ich otoczenia i podstawy ekonomicznej. Dla braku czasu i miejsca musi się to ograniczyć do Europy łacińskiej.

Etyka żydowska jest i będzie zawsze wroga nie-Żydom, a to dla swej dwoistości, co w praktyce wychodzi na to, iż Żyd względem otoczenia nieżydowskiego pozbawiony jest etyki (była już o tym mowa). Jeżeli tedy pośród nie-Żydów wytworzy się gdzie ekonomia żydowska, musi być zawisła od żydowskich poglądów etycznych, a zatem działalność ekonomiczna Żydów nie potrzebuje liczyć się z dobrem kraju, w którym bywa stosowana; nie wymaga tego bowiem etyka żydowska. Wobec nie-Żydów, nie istnieje dla Żyda kwestia, jakie sposoby walki o byt są uczciwe, a które nie. Kto z Żydów zważa na to względem nie-Żydów – z przekonania, a nie dla „spokoju” (jak mówi Talmud), ten poniekąd odżydzony. O takich będzie jeszcze mowa pod koniec książki, jako o wyjątkach; obecnie jest mowa o Żydzie całkowitym, posłusznym Torze, Talmudowi, Kabale.

Obserwując Żydów ze stanowiska drugiego zasadniczego zagadnienia gospodarczego, wypada stwierdzić, jako już w Palestynie odczuwali niechęć do rzemiosła i jeśli nie pogardę, w każdym razie pewne lekceważenie. Ale nie ma nie tylko w Starym Zakonie, ale ani w Talmudzie, ni w Kabale, nigdzie ni śladu takiej wzgardy. Pogarda dla wszelkiej pracy ręcznej tkwi w naturze koczowników i do koczowniczego okresu Żydów trzeba ją odnieść. Rzecz niesłychanie znamienna, że nie wytępiło tego ani ustawodawstwo sakralne! I zostało to dotychczas. Ani za dni naszych córka kupca nie poślubi rzemieślnika.

Zapobiegało też żydowskie ustawodawstwo ekonomiczne, by nie było w Palestynie nędzy, lecz czyniło to jednostronnie, tylko w zakresie majątku nieruchomego. Mam tu na myśli zarządzenia roku sabatowego i jubileuszowego, żeby nieruchomość wracała do pierwotnego właściciela, lub jego potomstwa. Wiemy, że mimo wszystko nędzy nie brakło i że za długi była niewola, gdyż dłużnik musiał służyć aż do spłacenia długu – długu, którego nie miał z czego spłacać. W tych sprawach ratowano się od straty kapitału wobec uroszczeń lat szabatowych – prozbulem.

Urządzenia staropalestyńskie świadczą, jako dawano pierwszeństwo majątkowi nieruchomemu; nie było też tak dalece sposobności wytwarzania ruchomego. Góruje właściciel ziemski, stanowiąc trzon społeczeństwa.

Produkcji Stary Zakon nie ogranicza i nie reguluje nigdzie podaży i popytu. Kto może, produkuje ponad potrzebę własną, bez żadnych ograniczeń. Nadmiaru płodów używa na pożyczki uboższym, a z dłużników wytwarza sobie często niewolników. Zdaje się, że nawet było to jedyną drogą do bogactwa; inaczej dochodziło się tylko do miernego dobrobytu.

Obowiązywał w Palestynie ustrój rodowy, a zatem podmiotów ekonomicznych było stosunkowo niewiele, Żydzi byli ludem nielicznym aż mniej więcej do czasów diadochów syryjskich. Jak już wiadomo, z emigracją rozrywał się ród, następowała szybko emancypacja rodziny i każdy żonaty mężczyzna wytwarzał nowe ognisko ekonomiczne. W golusie zachodniej Europy celowali Żydzi, tak nieliczni stosunkowo, wielką liczbą osób ekonomicznie samodzielnych. Nie uwzględnia się tego! To zaś właśnie przyczyniało się wielce do zbogacenia ich.

Zgoła nie badano jeszcze kwestii, czy Żydzi nie byli pierwszymi w Europie co do emancypacji rodziny. W Polsce niewątpliwie górowali tym właśnie nad ludnością rodzimą, bo u nas ustrój rodowy trwał dziwnie długo; obowiązywał, kiedy już był stanowczo przestarzałym.

Zaszła w Izraelu jedna zmiana radykalna gdy poszedł w „rozproszenie”, mianowicie, iż na czoło walki o byt materialny wysunął się handel, w Palestynie niemal nie znany; natomiast rolnictwo zniknęło zupełnie; bo nie trudnili się nim ani nawet właściciele ziemscy żydowscy. Majątek ruchomy bierze pierwsze miejsce nie tylko faktycznie, ale też w umysłach i upodobaniach. Marzeniem ekonomicznym staje się wyższa ilość pieniądza, a nie większa ilość łąk i lasów, których jeszcze eksploatować nie umiano, ani zresztą nie potrzebowano. Pomimo to jednak nie-Żydzi, tubylcy europejscy, przywiązywali wagę do rozległości swych majątków ziemskich już wtedy, kiedy nie tylko nie słyszano jeszcze o folwarcznym gospodarstwie, ale gdy było to rzeczą całkiem normalną, jeżeli lwia cześć posiadłości leżała nieużytkiem. Na tym właśnie tle miał wytworzyć się antagonizm ekonomii żydowskiej a chrześcijańskiej wieków średnich.

Chrześcijańska Europa odziedziczyła po rzymskiej cywilizacji to, iż majątek opierano na własności nieruchomej. Kupiec czy rzemieślnik, chcący wykonywać swój zawód w pewnym mieście, musiał tam posiadać dom własny, bo inaczej nie liczył się pomiędzy mieszczany. Kto nie dziedziczył domu, ani się do niego nie „przyżenił”, ani gdy mu się nie powiodło, żeby ktoś był łaskaw odstąpić mu cząstkę gruntu gdzieś na obwodzie miasta na wystawienie małego domku – taki musiał pozostać niesamodzielnym kupczykiem, lub czeladnikiem, albo też szukać szczęścia w innym mieście. Nadmiar ludności chrześcijańskiej zakładał opodal nowe miasto, ale Żyd pionierem nie bywał, i żadnych miast nie zakładał (aż dopiero w XX wieku Tel-Aviv, i to z pomocą „gojów”). W chrześcijańskich miastach osiadłszy około dziedzińca synagogi, gniótł się w ciasnocie, nie odróżniając bynajmniej hierarchicznie właścicieli mieszkających we własnym domu, od najemców. Nie posiadając nieruchomości, mógł Żyd być pierwszorzędnym kupcem samodzielnym, przedsiębiorcą najbogatszym ze wszystkich, choćby mieszkał kątem. Żaden przepis żydowski, żaden zwyczaj żydowski nie zmuszał go, żeby się stał właścicielem nieruchomości. Od samego początku osiedlania się w Łacińskiej Europie byt Żydów opierał się zasadniczo na majątku ruchomym.

Urządzenia ekonomiczne kupców i rzemieślników chrześcijańskich zmierzały do tego, by majątek ich cały w ogóle był jak najmniej ruchomością. Sklep i warsztat były dziedziczne; ideałem firma wiekotrwała, przechodząca, na prawnuków od pradziadów. Było się więc przywiązanym do miejsca i do kantoru, i trzeba było jakichś niesłychanie wyjątkowych okoliczności, żeby mieszczanin poważny ruszył swym majątkiem. Sprzedaż sklepu czy warsztatu zdarzała się w wiekach średnich nie częściej, niż sprzedaż posiadłości wiejskiej. Nieruchomość ogniska pracy stanowiła ideał społeczny.

Tego ideału Żydzi podzielać nie mogli. Pobyt ich w Europie chrześcijańskiej zaczął się nie od osadnictwa, lecz od wędrownictwa. A przy wędrownictwie działo im się doskonale. Doszli do fortun, stanowiąc sami ruchomość i wożąc ze sobą majątek ruchomy. Był to okres tzw. radanitów. Ta metoda dorobku, wędrówki kupieckie, mianowicie, zdecydowała tym bardziej na rzecz majątku ruchomego, jako specyficznie żydowskiego ideału społecznego. Nie wynikało to z żadnego aprioryzmu. Żydzi w sprawach dobrobytu nie kierowali się w golusie doktryną, lecz doświadczeniem i okolicznościami. Pewne okoliczność historyczne przywiązywały ich do majątku ruchomego, jak najbardziej ruchomego.

A gdy już zaczęli się osiedlać po miastach (najpierw biskupich), długo głównym sposobem zarobkowania było udzielanie pożyczek, a więc znów dorabiali się majątku ruchomego. Było to tak intratne, iż każdy Żyd chętnie korzystał z wszelkiej sposobności, by mógł stać się lichwiarzem. Wielu opuszczało całkiem zajęcia handlowe, przestawali być pośrednikami, lokalnymi agentami w handlu uniwersalnym „arabskim”, którego ostatnim przęsłem była niewiele warta ekspansja do Europy Zachodniej; zrywali związek z kupcami wędrownymi, ażeby całkiem poświęcić się interesowi pożyczkowemu. Lichwiarz nie mógł wędrować; musiał siedzieć na miejscu bo trzeba było znać dobrze stosunki klienteli i być zawsze na jej zawołanie. Na ich miejsce przybywać mogli nowi, zajmować opuszczone przez tamtych placówki handlu wędrownego.

Sprawy kredytowe znane były zresztą wszystkim, zanim w ogóle przybyli do krajów łacińskich. Handel międzynarodowy wymaga wielkich wkładów z góry, a ponieważ nikt nie chce ryzykowania całego majątku, powstają tedy spółki.

Skomplikowana wielce była sprawa transportu i zbytu towaru w dalekim kraju, a kontrola zazwyczaj niemożliwa; spólnik wolałby tedy zysk mniejszy, a zagwarantowany bez względu na wyniki wyprawy handlowej. Spólnik zamieniał się tedy w takim handlu coraz częściej na wierzyciela. W myśl Talmudu były to pożyczki produkcyjne, a zatem procentowe.

Powszechnie uważa się procent za objaw obniżonego poczucia etycznego.

Mylne mniemanie! Rzecz miała się odwrotnie. Chodzi tylko o wysokość procentu, co zależeć musi od czasu, miejsca i okoliczności.

Procent (nawet składany) znany był w Egipcie. Tora go zakazywała wielokrotnie, lecz mimo to był pobierany, jak świadczy Deut XXIII 19 i Ne V 11. Legalnie udzielało się w Palestynie pożyczkę na zastaw ról, domów, nawet dzieci swoich, a więc powstaje ruina gospodarstwa i rodziny, mogąca trwać w nieskończoność, o ile by jej nie zatamował rok szabatowy, (którego w praktyce nie uznawano). Widzimy, jak rujnowano dłużnika – bez procentu. Dopiero Talmud uznaje procent od pożyczki na skrypt. Jest to widoczne przejęcie z babilońskiego prawa handlowego. Żydzi w Babilonii stali się kupcami, a czyż, handel może się obejść bez kredytu? Talmud rozróżnia pożyczkę konsumpcyjną od produkcyjnej. Od tamtych procentu brać nie wolno, tylko od produkcyjnych. Zważywszy, że w Palestynie bywały tylko konsumpcyjne, można powiedzieć, że nie tykano tego, co tam bywało i w tym zmian niezaprowadzano, zwolniono natomiast od przestarzałej praktyki nowy rodzaj pożyczek, pożyczki handlowe.

Zastanawia fakt, że pierwotnie Kościół również nie chciał uznać skryptu dłużnego, i zezwalał tylko na pożyczki zastawne. Tak orzekł Aleksander III na synodzie w Tours w 1163 roku. Osiągnięto atoli znaczny postęp etyczny wobec przepisów Starego Zakonu, zastrzegając, że zastaw może być tylko ruchomy. Zapobieżono ruinie gospodarstw, a niewola za długi była wykluczona, skoro człowieka nie można było dawać w zastaw, ani też chrześcijanin nie mógł być właścicielem swych dzieci, jakby rzeczy. Zastawem ruchomym może być narzędzie, zwierzę domowe lub przedmiot zbytku. Tak o tym sądzono w katolickiej Europie.

Europa daleką jeszcze była od tego, żeby odróżniać pożyczki konsumpcyjne od produkcyjnych, zwłaszcza inwestycyjnych. Przechodziła dopiero do gospodarstwa pieniężnego, gdy tymczasem Żydzi przybywali z krajów, gdzie ono już wysoko rozwinęło się. Pod tym względem wyprzedzało resztę Europy Bizancjum, lecz nawet tam miewano wątpliwości i wahano się. Poczęto roztrząsać to zagadnienie w stosunku do Pisma świętego. Zakaz Starego Zakonu jest wyraźny, a jednak umiano wzbudzać wątpliwości. Zabronił np. procentów cesarz Bazyli (867-880), a zaraz jego następca, Leon, zakaz cofnął. I tak się to powtarzało w prawie bizantyńskim; w prawie – gdyż rzeczywistość bez procentów nie mogła się obejść.

Procent stanowiący tam wybawienie od niewoli i niosący najstarszą formę prolongaty, stawał się niewątpliwym postępem etyki życia zbiorowego; ale w Europie nie miano o tych sprawach pojęcia.

Nie mogąc brać w zastaw osób, pożyczali Żydzi chętnie na zastaw ziemi i dopiero gdy zakazano im tego pod grozą konfiskaty kapitału, pojawia się skrypt z procentami. Ale wnet odmówiono im znaczenia wobec sądów i dozwolone były pożyczki tylko pod zastaw ruchomy. Ten przepadał, gdy go nie wykupiono w oznaczonym terminie (zazwyczaj krótkim); zależało na tym, by móc prolongować, i dlatego dano się w końcu przekonać, zezwalając Żydom pobierać procent. Teraz miała nastać sprawa o wysokość procentów.

Co począć z zastawami niewykupionymi? Nie było innego wyjścia, jak poszukać na nie nabywców. Tym tłumaczy się sprzeczność informacji średniowiecznych: z jednej strony zapewniają jako Żydzi aż do XIII wieku nie byli kupcami, tylko lichwiarzami, a obok tego mamy wiadomości, jako „handlują wszelkim towarem”. Otóż ten „wszelki” towar pochodził z zastawów.

Ziemia zastawna a nie wykupiona stawała się kłopotem. Żydzi nie znali prawa rodowego, które nie dopuszczało do sprzedaży. Zastaw mógł wychodzić tylko od rodziny wyemancypowanej, od posiadacza własności indywidualnej. Ani jednak w takich wypadkach nie można było zastawu ziemskiego spieniężyć. Społeczeństwa europejskie miały bowiem o własności ziemskiej pojęcia jednakowe, od Anglii aż do Polski jednakże w tym, że nie znano zgoła handlu ziemią. Ziemi się nie sprzedawało; miał więc Żyd w zasadzie prawo sprzedać ją, lecz czyżby znalazł kupca?

Ziemia zastawna musiała tedy pozostać w ręku żydowskim i dlatego ilość jej wzrasta wciąż tym bardziej. Nie wątpić o tym, że Żydowi dawała posiadłość ziemska wówczas dochodów znacznie mniej, niż przedtem chrześcijańskiemu właścicielowi, bo przed Żydem piętrzyły się trudności różne, jako nie gospodarował osobiście, rolnikiem nie był, służbę nie łatwo mu było zamówić itp.

Położenie dla obu stron fatalne przeciągało się, nieraz „bez końca”. Jedynym wyjściem dla wierzyciela i dłużnika stawało się procentowe uregulowanie pożyczki, bo wtedy właściciel wracał w swe prawa od razu, a Żyd nic nie tracił. I tu także zależało teraz wszystko od wysokości procentów.

Dłużnicy chrześcijańscy nie orientowali się całkiem w tych sprawach i osądzili, że procent w ogóle stanowi zło. Zważmyż, że aż do powstania gospodarstwa folwarcznego ani jedna pożyczka na zastaw ziemi nie była produkcyjna, bo nie robiło się jeszcze żadnych inwestycji gospodarskich na wsi, a zatem były to same konsumpcyjne pożyczki, nie przynoszące dochodu, więc z czegóż je spłacać? Potem zadłużano się, ażeby mieć za co wziąć udział w wyprawie krzyżowej, a nie każdy wrócił, znów więc przysparzały okoliczności obszaru ziem zastawionych.

Nas dzisiaj rozbraja wprost naiwność ówczesnych pokoleń wobec spraw pieniężnych, a w czym się mylono, wiadomo dziś każdemu, nawet w Polsce, w tym kraju analfabetyzmu ekonomicznego. Są to doprawdy rzeczy bardzo proste, toteż dziwujemy się powszechnie, jak można było być tak dalece naiwnymi? Ale nikt nie zadał sobie trudu, ażeby dociec przyczyny, skąd aż taka nieświadomość i niewiadomość?

Przecież tubylcy europejscy mieli także swój handel i swych kupców, a zatem ludzi znających się na sprawach pieniężnych. Wiadomo, że nie ma handlu bez kredytu; a chrześcijańscy kupcy także nie mogli pożyczać gratis; nie brakło też zarzutów o „lichwę” kupcom republik włoskich; we Francji zaś szczególniej osławionym było miasto Cahors8, główne centrum bankierów i w ogóle handlu pieniężnego południowej Francji (Cahorsini). Pierwszym papieżem, który uznał procent dla pożyczek kupieckich, był Innocenty III, (1198-1216), ale ten sam papież upoważniał rządy, żeby wymuszać na Żydach zwrot pobranych procentów. Chodziło znów o ich wysokość. Właśnie pod koniec tego pontyfikatu sobór laterański w 1215 r. stwierdził, że lichwa żydowska wzrasta szybko.

W nauce ówczesnej powstały rozmaite teorie, którym nie brak było nieraz prawdy i słuszności, lecz … nie była jeszcze odkryta metoda indukcyjna.

Pierwszym, który metody tej używał nieraz, był św. Tomasz z Akwinu (1225-1274). Temu zawdzięcza swą wielkość naukową i zdolność „sumowania”, a często wyprzedzania swych czasów. U niego dozwolony jest procent od pożyczek produkcyjnych, jako udział w zyskach, lecz nie w konsumpcyjnych. Potępiona jest też forma procentu bezwzględnego. Istotą konsumpcyjności pożyczki jest naruszanie przy lichwie substancji majątku. Stąd związek z nauką o własności, więc nakaz zwrotu owoców lichwy. „Procentem bezwzględnym nazywamy odsetki według nieruchomej skali”.

W średnich wiekach wyniki naukowe popularyzowały się jeszcze powolniej, niż obecnie. Akwinata zaś nie należał do najpopularniejszych. Tym bardziej powszechną była niewiadomość istotnego stanu rzeczy.

Cała przyczyna niewiadomości tkwiła mym zdaniem w odmienności handlu żydowskiego, który był uniwersalnym (choć tylko „na szarym końcu” arabskiego), a zachodnioeuropejskiego, który aż do XIV wieku był lokalnym. Odmienność ta pociągała za sobą pewne następstwa, wprost nieuchronne. Żydzi przywozili ze sobą tradycję i właściwości uniwersalnego handlu; chociaż nie wszyscy zajmowali się nim, wszyscy jednakowoż wyszli z jego szkoły – podczas gdy kupcy europejscy trzymali się wymogów i zasad handlu lokalnego.

Średniowieczny handel mieszczaństwa europejskiego jest genezy rzemieślniczej. Towary spożywcze nie wchodzą w rachubę aż do wieku XIV, a to z powodu drożyzny transportu. Dopiero w handlu morskim zmieści się handel zbożowy, otrzymując warunki przewozu odpowiednio tańsze.

Jak dziś, tak też już wówczas, obfitowały pewne okolice w pewnych rzemieślników i stąd wymiana produktów rzemieślniczych pomiędzy bliskimi sobie krainami na targach i jarmarkach. To jeszcze wcale nie handel! W rozważaniu tych spraw trzeba się trzymać z całą bezwzględnością tego, jako bezpośrednia styczność konsumenta z producentem nie stanowi jeszcze handlu i wyjątkowo tylko za handel uważaną być może. Handel powstaje dopiero tam, gdzie powstaje kupiec, tj. pośrednik miedzy producentem a konsumentem. Jest to teza zasadnicza, istny dogmat. Podnoszę go tutaj z jak największym naciskiem, albowiem nie wiedzą tego dotychczas w Polsce, ani nawet najwyższe władze państwowe.

Dopiero gdy nadmiar pewnego rzemiosła począł docierać do okolic dalszych, dokąd nie można było jechać i stamtąd powrócić w ciągu np. dwóch dni (przy ówczesnych środkach komunikacyjnych!), odkąd rzemieślnik-producent nie mógł już jeździć z towarem osobiście, bo by mu zabrakło czasu na produkcję, odkąd musiał wyręczać się kimś do dalszych jazd, nastawały stosunki, na których tle powstawali tacy wyręczyciele zawodowi, biorący towar od kilku i kilkunastu majstrów na wywóz na dalsze targi. Wyręczyciel stawał się kupcem, odkąd zakupywał towar na miejscu i jeździł z nim na własny rachunek.

Według dzisiejszych pojęć nigdy nie jeździł daleko. O przekraczaniu granic własnego państwa nie było mowy aż do drugiej połowy wieku XIII. Ale ani obszaru własnego państwa nie przemierzał żaden z tych kupców. Ich wędrówki nie mogły iść w porównanie z podróżami radanitów i agentów handlu żydowskiego. Nie było między nimi konkurencji, bo rodzaj towarów był całkiem inny. Handel zaś lokalny może rozkwitać w najlepsze bez gonitwy za ekspansją bez końca; postępuje nawet przeciwnie, albowiem ogranicza każdy rodzaj handlu do pewnych szlaków. To miały właśnie na celu tzw. prawa składu, tudzież, że nie wolno kupczyć „gościowi z gościem”.

Uczestnicy takiego handlu znali się dobrze osobiście. Jeżeli odwoływano się do kredytu, otrzymywano go w towarze od producenta znanego i z góry umówionego, a więc tylko w ograniczeniu okolic bliższych. Równało się to niemal handlowi komisowemu, przy którym nikt nie ryzykował. Ale wywóz dalszy, na znaczniejsze oddalenie, przechodził przez tyle miejsc „składowych” i od miasta do miasta przez tyle rąk, iż w tym wypadku obrót musiał być gotówkowym. Im dalej szerzył się ten handel, tym bardziej stawał się bezkredytowym – wręcz przeciwnie niż żydowski.

Przy takim handlu nie mógł żadną miarą powstać handel pieniądzem. Mieszczaństwo chrześcijańskie na ogół nie wiedziało aż do XIV wieku, że pieniądz mógłby być towarem.

Podczas gdy w cywilizacji łacińskiej rzemiosło staje się fundamentem handlu, w żydowskiej było długo lekceważone. W Polsce np. organizacja żydowska cechowa zaczyna się dopiero z początkiem XVII wieku. Najstarsze znane statuty cechowe tyczą kuśnierzy (w Krakowie, zatwierdzony przez kahał w roku 1613), tudzież torbiarzy (sprzed 1620 roku).

Tak produkcja rzemieślnicza, jako i chrześcijański handel nią posiadały konstrukcję wielce misterną. System ekonomiczny średniowiecza jest dobrze znany; tu wystarczy określić jego cele. Były dwa, oba wypływające z pojęć etycznych: żeby było w kraju jak najwięcej osób niezależnych materialnie, „stojących na własnych nogach”, tudzież żeby słabszy nie był pożerany przez silniejszego. Przestrzeganie tych dwóch zasad wytwarzało niezrównane podłoże pod wszechstronny rozwój cywilizacji łacińskiej.
W XIII wieku handel europejski poczyna przekraczać granice państwowe, staje się zwolna międzynarodowym, a w XIV wieku bierze rozmach do uniwersalności, zdobywając nawet rynki azjatyckie.

Rozwój ten dokonywał się nader wolno, krok po kroku, ale za to na podstawach zdrowych. Pod koniec wieku XIII pojawia się we Florencji weksel. Na północy rozkwita Hanza, a na wschodzie handel międzynarodowy chrześcijański wciąga w swe kręgi Ormian i od Kazimierza Wielkiego poczyna wyrabiać się nowy wielki szlak handlowy, który niebawem miał sięgać od Lwowa do Kaffy. Z jednej strony przez Polskę, z drugiej przez Adriatyk i Morze Egejskie docierał handel europejski do rynków bałkańskich, następnie przenosił i na szlaki czarnomorskie, a z tamtej strony na wyspy greckie i zmierzał z obu stron do Azji Mniejszej i dalej ku mongolskiej Centralnej – ażeby sprowadzać stamtąd towar orientalny, ten sam, który stanowił podstawę żydowskiego handlu.

Zanosiło się tedy na współzawodnictwo handlu, który z lokalnego rzemieślniczego urósł do międzynarodowego i poczynał stawiać kroki ku uniwersalności z handlem, który od początku był uniwersalnym. Dzieje Genui i Wenecji świadczą, jako rozwój chrześcijańskiego handlu obywał się najzupełniej bez żydowskiej pomocy. Za najlepszych czasów Genui i Pizy nie ma tam wcale Żydów, a w Wenecji nie odgrywają żadnej roli w dobie największej ekspansji handlowej królowej Adriatyku.

Ale trzeba było przejąć metody właściwe handlowi uniwersalnemu, boć nie sposób prowadzić uniwersalny metodą handlu lokalnego. A metody nie zmienia się łatwo, trzeba przejść przez doświadczenie. Prawa składu i wykluczanie handlu „gościa z gościem” tamowały ekspansję, a stosowane w handlu międzynarodowym przechodziły w absurd. Wielki handel staje się z natury rzeczy gonitwą za ekspansją i pragnie zupełnej wolności handlu. Doświadczenie miało pouczyć, jak te postulaty pogodzić z dwoma zasadniczymi celami dotychczasowej misternej konstrukcji handlu lokalnego, żeby nie uronić bezcennych zdobyczy tych urządzeń, które muszą ulec jakimś zmianom, modyfikacjom, gdyż w dotychczasowych formach nie dadzą się żadną miarą utrzymać. Byłoby się poszukiwało złotej drogi, która nie tamując ekspansji w uniwersalność, nie burzyła by jednak etycznych stron handlu chrześcijańskiego.

Mając stać się uniwersalnym, musiał handel chrześcijański upodobnić się w niejednym do żydowskiego, gdyż właściwości uniwersalnego są zawsze jednakie, bez względu na osobę kupca. Lecz Żydzi nie tylko doświadczeńszymi będąc dawali sobie lepiej radę, ale dopomagała im dwoistość etyki. Np. będąc zwolennikami wolnego handlu, wcale nie wszczęli o to propagandy, która by naraziła ich na zarzut, że będąc przedmiotem „kamery” monarszej, dowołują się pomniejszenia dochodów skarbu, lecz poradzili sobie w inny sposób. Regulatorem wszelkich barier celnych stało się przemytnictwo. Wiemy już, że Talmud na to zezwalał; a gdy Żydzi sami dzierżawili potem cła, Szulchan-Aruch przykazywał, żeby nie przeszkadzać przemytowi współwyznawców.

Im powszechniejszym staje się handel, tym więcej pośrednictwa. Jest to nieuniknione, jakżeż więc pogodzić to z naturalną dążnością, żeby pośrednictw było jak najmniej? Żydzi znaleźli swój sposób: Przy eksploatacji źródeł towaru usuwać pośredników, o ile możności, ale postępować wręcz przeciwnie na rynkach zbytu. W tej drugiej połowie handlu wytwarzają Żydzi przerost pośredników niesłychany, urągający wszelkim wymogom handlowym, przeciwny zdrowemu rozsądkowi kupieckiemu; robią to jednak, bo to zapewnia dochód większej ilości „bliźnich” żydowskich.

Największą atoli sprawą handlu uniwersalnego, narażonego na odmienność walut i ciągłe kombinacje rachunków, jest obrót bezgotówkowy. Fundamentem rzeczy jest tu tzw. papier na okaziciela. Znany był Babilończykom, lecz nie przejęli go Żydzi w Palestynie, aż dopiero w golusie. Zaprzeczyć muszę, jakoby ślady jego były w księdze Tobiasza I, 16, 17 i IV 21, 22. Tobias „będąc w Rages, mieście Medów, mając dziesięć kamieni srebra od króla darowanych; widząc między innymi Gabela, z pokolenia swego (Nephtalim) potrzebnym, pożyczył mu srebra onego pod zapisem”, Potem, po latach (okoliczności są nam tu obojętne) wyprawia syna swego po odbiór długu, dając mu zapis Gabela. Tobiasa syn dociera do Rages, ale nie wiemy, jak się odbyło odbieranie wierzytelności ojcowskiej, gdyż księga opowiada o wydarzeniu ogólniejszym i ważniejszym; młody Tobias żeni się z córką Gabela, biorąc znaczny posag. Czy dług został zwrócony osobno, czy też nie mówiło się już o nim wobec spowinowacenia się rodzin, czy odliczono go od posagu czy do posagu – o tym nie wiadomo. Otóż niektórzy zapis ów dany Tobiasowi ojcu, a przedłożony przez syna, z upoważnieniem, żeby synowi dług wypłacić – uważają za papier na okaziciela. Mym zdaniem mniemanie mylne. „Zapis” ten to po prostu skrypt dłużny, a syn, spadkobierca, a zatem zarazem wierzyciel Gabela (bo stary Tobias był śmiertelnie chory, gdy syn wyjeżdżał) odbierać miał swoje pieniądze dla siebie lub ojca swego, co prawniczo wychodzi na to samo. Obrót pieniądza dokonuje się tu pomiędzy Gabelem a dwoma Tobiasami, a więc wyłącznie między wierzycielem a dłużnikiem, gdy tymczasem cechą zasadniczą papieru na okaziciela jest to, że dłużnik nigdy nie wie, kto będzie jego wierzycielem, bo „papier” przechodzi z rąk do rąk, pomiędzy obcych, nie mających żadnego nawet związku z pierwotną fazą interesu. (Sombart pomylił się więc w tym miejscu, a że nie czytał dokładnie, znać i stąd, iż anioła Rafała wziął za syna Tobiasowego).

-Natomiast najzupełniej posiada cechy takiego papieru ów dokument, o którym dowiadujemy się z Talmudu, z traktatu baba-batra.

„W kolegium sądowym rabbi Hony złożono rabinowi skrypt, który opiewał: Ja, N … syn N. pożyczyłem od ciebie minę. Owóż rabbi Hona, zawyrokował: Od ciebie – także od egzarchy; od ciebie – także i od króla Sapora”.

Interpretacja rabbi Hony nie pozostawia żadnej wątpliwości, jako N. syn N. winien był minę komukolwiek, kto tylko przedstawi mu skrypt, przeznaczony widocznie z góry do tego, by mógł przechodzić z rąk do rąk. Wiemy zaś, jako „rabini w ciągu średniowiecza znali formę prawną papierów na okaziciela i wywodzili ją z przytoczonego ustępu Talmudu”.

Jak dalece rozwinął się papier na okaziciela, aż doszło do tego, iż objęty nim kapitał anonimowy stał się gospodarzem świata: wiadomo.

Czymś pośrednim między akcją a wekslem był tzw. membran, akcept in blanco, bez nazwiska wierzyciela, niekiedy nawet bez kwoty. Jak wskazuje nazwa, należy powstanie membranu odnieść do czasu, kiedy spisywano go na pergaminie (membraneus), kiedy jeszcze nie używało się papieru do dokumentów. Wypada przeto odnieść go do wieku przynajmniej XV, jeżeli nie do dawniejszych czasów. W Polsce pozostała rzecz i nazwa w stosunkach pomiędzy Żydami a nie-Żydami aż do XVIII wieku. Skąd Sombart zaczerpnął przekręconą nazwę „mamre” (żargon?), trudno dojść. Źródła polskie znają tylko „membran” lub „membranę”. Sąd pod-wojewódzki, a więc do spraw z Żydami, nakazywał wystawić membran w razie braku gotówki.

Papier na okaziciela nie znosi żadnych ograniczeń kredytowych. Wykluczona jest tu kwestia osób, co stanowiło podstawę kredytu w handlu chrześcijańskim. Dzięki papierowi wartościowemu podmiot ekonomiczny tracił znaczenie, a przedmiot stawał się wszystkim, tak dalece, iż wielu badaczy określa tę zmianę tymi słowy, że zamiast człowieka towar stał się podmiotem.

Podczas gdy chrześcijański handel międzynarodowy ograniczał się do weksla, mogącego kursować tylko między uprawnionymi do tego firmami, żydowski uprawiać począł przerost kredytu, aż w końcu stanął niemal wyłącznie na kredycie. Stosując ekonomię żydowską mógł był (i może) kupiec uprawiać swój proceder, nie posiadając własnego kapitału ni obrotowego, ni rezerwowego. Dla kupca flandryjskiego, hanzeatyckiego, wrocławskiego, krakowskiego, lwowskiego, czy nawet nowogrodzkiego, katolika czy schizmatyka, było coś takiego niemożliwością, jako przeciwne wprost rozumowi i wszelkiej uczciwości. A Żydzi wyprzedzali ich w handlu właśnie niesłychaną łatwością kredytu, z czego po pewnym czasie zechciał korzystać także niejeden chrześcijanin – popadając przez to w orbitę handlu żydowskiego.

Dzięki giętkości papieru na okaziciela stało się bankierstwo przystępniejsze dla Żydów, niż dla chrześcijan. Współzawodnictwo było tu nader utrudnione, skoro żydowski bankier mógł liczyć na przypływ pieniądza z ogromnego zasięgu żydowskiego wszędobylstwa. Było to bankierstwo od razu uniwersalne; każdy żydowski bank stanowił jakby filię wszystkich innych – co też trwa dotychczas. Jest to wielki międzynarodowy handel pieniądzem, z jakim chrześcijańskie bankierstwo nigdy nie będzie mogło się równać, bo krępuje się i ogranicza względami na interesy własnego narodu i państwa, często sprzeczne z interesami ościennych, gdy tymczasem tamci tych względów nie uznają, bo ich nawet nie odczuwają. Trudno też brać Żydowi za złe, że mu obojętne dobro Francji czy Niemiec czy Polski, że chodzi mu o dobro Izraela, który jednakowo jest Izraelem wszędzie i gdziekolwiek.

Stanowi to ogromne uprzywilejowanie całej żydowskiej walki o byt materialny, a występuje najjaskrawiej w bankierstwie.

A jednak nastawał okres, w którym rozwój bogactw żydowskich się zawahał. Otwarcie handlu morskiego na śródziemnomorskim południu w XIII wieku i na północnym Bałtyku w wieku XIV, wychodziło zrazu Żydom na złe. Nie uczestniczyli długo w handlu morskim ni tu, ni tam, a tymczasem nawigacja rodzima, europejska rozwijała się szybko, docierała z morza na morze szeregiem pośrednictw chrześcijańskich, wprowadzając transport wodny, więc tani, do coraz liczniejszych towarów, od handlu zbożowego poczynając. Uniwersalny handel żydowski cofał się na całej linii.

Od XIV wieku odwraca się sytuacja. Rzemieślniczej genezy handel tubylców europejskich zaczyna wypierać Żydów z handlu międzynarodowego, a Żydzi zabierają się do handlu lokalnego, coraz bardziej do detalicznego i wypierają z niego chrześcijan. W wieku XV zaledwie początek tych przemian. Kiedy wiek XVI przyniósł ze sobą handel oceaniczny, uległ żydowski handel uniwersalny, legł złamany. Odczuli to nawet bałkańscy sefardim, którzy z Hiszpanii schronili się pod Turka. Dobrobyt ich związany był z hegemonią handlową Wenecji na Lewancie. W miarę jak ta przemijała, tracili też Żydzi przewagę handlową nawet w Soluniu na rzecz Greków i portu w Smyrnie.

Pod koniec wieku XVI i niemal przez cały wiek XVII dobrobyt żydostwa omal się nie rozbił o pewną cechę żydowskiego handlu, a mianowicie o nadmiar kredytu. Handel, który wbrew przyrodzonemu porządkowi rzeczy wyprzedza rękodzieła i gdy do tego w nim samym odbywa się kolejność odwrotna (uniwersalny przed lokalnym), musi ulegać tendencji do obrotów bezgotówkowych i łatwo popada na tej drodze w przesadę. Gdy w XVII wieku wojna 30-letnia ogarnęła zachodnią Europę, nastało ciężkie przesilenie pieniężne, które najbardziej dało się we znaki tym, którzy nadużywali kredytu: Żydom. Oni też pierwsi odczuli wstrząs. Np. tureccy „frankowie” nagle już w roku 1600 zamykają swe lwowskie kantory. Zaraz po wybuchu wojny 30-letniej mnożą się w Polsce bankructwa żydowskie. Od roku 1624 obostrzono nadzwyczaj ustawę o upadłościach. Normalnym żydowskim procentem Żyda z Żydem, dozwolonym przez władze żydowskie „między braćmi” staje się 25%. Wali się w całej Europie wszystko, co oparte było na kredycie nieusprawiedliwionym, sztucznym. W Polsce dołączyła się klęska wojen kozackich, przeraźliwa dla Żydów wschodnich województw. Zwłaszcza dwunastolecie 1648-1660 zniszczyło dorobek żydowski w Polsce, podczas gdy Zachód począł się uspokajać. Trzeba było dużo budować na nowo, od fundamentów. W Polsce wysunął się odtąd na czoło handel towarowy detaliczny, sklepowy. Ponieważ zaś społeczeństwo polskie już się z „potopu” nie wydźwignęło, bo już nawet gęstość zaludnienia nie powróciła do stanu (stosunkowo) normalnego, więc było Żydom coraz łatwiej opanować w Polsce handel wszelki.

Tymczasem na czoło bogactw wysunęły się narody mórz zachodnich; powstają wielkie banki chrześcijańskie, prawdziwie międzynarodowe (jak Fuggerowie, czynni w Polsce). Ale wojny pomiędzy „panami chrześcijańskimi” podrywały kolejno rozwój tych banków, a żydowskie, zepchnięte już na drugi plan, podnosiły się po każdej wojnie, a w wieku XVII odzyskiwały dawną przewagę. Któż w całej Europie mógł się mierzyć z Wertheimerem, bankierem cesarza Leopolda I i naczelnym rabinem na Węgrzech? Żydowskie bankierstwo przetrzymało jednak wstrząsy w XVI i w XVII wieku.

Przygotowuje się tzw. „kapitalizm”, którego rodzicem protestantyzm.

Wiemy, jak pożytecznym dla Żydów okazał się protestantyzm. Zawdzięczają mu również wiele pod względem ekonomicznym. Kalwin uznał pobieranie bezwzględne procentów. W najnowszej nauce wybił się pogląd, jako kapitalizm łączy się ideowo z kalwinizmem i purytanizmem; ale już Heine powiedział, jako purytanizm jest „żydostwem z wieprzowiną” (kapitalizm, judaizm, liberalizm są ściśle ze sobą spokrewnione.

Za daleko zawiodłoby nas tu roztrząsanie tych wywodów; nas tu interesuje rezultat: wszystkie rządy całej Europy popadały w coraz większą zależność od kapitału „międzynarodowego”, tj. żydowskiego; stopniowo, zwolna, lecz niezawodnie; wszystkie bowiem stawały się wieczystymi dłużnikami tego kapitału.

Ze zobowiązań kontraktu z Jehową jeden punkt został dotrzymany doskonale: „I będziesz pożyczał wielu narodom, a sam u nikogo nie będziesz pożyczać”.

Przez handel pieniądzem i następnie przez handel wojną i pokojem dochodził też Izrael do zwierzchnictwa nad narodami, poczynając mieć je za swój podnóżek. Początek tej epoki prawdziwego „judeocentryzmu” przypada na wiek XVII, a Wertheimer jest jej prototypem.

Polemika naukowa o kapitalizm również tu nie należy. Nie ma jeszcze nawet ogólnie przyjętej definicji kapitalizmu. Podnoszą się wątpliwości, czy kapitalizm był kiedy ustrojem społecznym; czy nie należy go uważać tylko za metodę finansową. W takim razie kapitalizm może dawać rozmaite wyniki, stosownie do metody, jaką się w nim stosuje; ta zaś zależy głównie od cywilizacji i związanej z nią etyki. Gdyby kapitalizm stosować po katolicku, dawałby zgoła inne wyniki i wydałby się czymś innym.

Tymczasem jednak kapitalizm został przyswojony głównie przez Żydów i przez nich po swojemu urządzony. Całemu światu zostało narzucone żydowskie pojęcie i ujęcie kapitalizmu, Żydzi nagięli go do swych poglądów. Ułatwienie mieściło się w tym, że kapitalizm nadaje się do aprioryzmu ekonomicznego, do racjonalistycznej dedukcji. Zwrócono słusznie uwagę, jako „intelektualizm stanowi też właściwość kapitalistycznego systemu gospodarczego”.

Przypomnę w tym miejscu, jako społeczeństwo żydowskie oddawało w Europie handlowi kwiat swej inteligencji. Tylko tym da się wyjaśnić, że orientowali się szybko w każdej nowej sytuacji. Np. zagrożeni byli zmianą szlaków handlowych na oceaniczne. Wchodzili w kontakt z nowym handlem morskim, następnie oceanicznym, wyuczyli się i douczyli, czego było trzeba, a przyczepiwszy się do handlu Europejczyków zachodnich, służąc im swym kredytem, umieli wejść w nowe szlaki, działać na nich śmielej od chrześcijan, wyzyskiwać je gruntowniej, bo bezwzględniej – aż w ciągu XVII wieku stali się wszędzie nowego handlu uniwersalnego wspólnikami, często kierownikami, a na niektórych odcinkach faktycznymi posiadaczami. Nie zapominajmy, że wiek XVII, to wiek najgorszych wojen, a zatem ciężkiego krępowania handlu chrześcijańskiego, i tym szybszego rozwoju niekrępowanego niczym żydowskiego. Gdy zaś ten nowy handel uniwersalny (kolonialny) oparto na kapitalizmie, Żydzi poświęcili całą swą inteligencję rozwojowi nowej metody finansowej.

Dwojaka etyka pozwalała Żydowi uprawiać handel wszędzie i wszystkim, gdy tymczasem chrześcijanin miał obowiązek krępować się interesami własnego państwa, tudzież surowymi wymaganiami etycznymi, nie dopuszczającymi handlu niejednym towarem. Np. nie godziłoby się wówczas chrześcijaninowi być zawodowym handlarzem ziemi, ani też domów miejskich, bo to byłby handel ojcowiznami, Żydzi zmieniali atoli nieruchomość w przedmiot handlu, jako nowy rodzaj towaru i wyrobił im się z tego nowy monopol, jak niegdyś z pobierania procentów. Wielkie wojny XVII wieku sprawiły, że mnóstwo nieruchomości wiejskiej i miejskiej było do pozbycia; korzystano tedy z pośrednictwa żydowskiego chętnie. Potem zmieniły się także pojęcia i chrześcijanie jak niegdyś do lichwy, pogarnęli się również do spekulacji gruntowej, jakkolwiek ze znacznym opóźnieniem. Trwało to długo, zanim umysły przyzwyczaiły się do tego, co zrazu wprawiało w osłupienie, jako ziemia jest towarem, jak wszelki inny towar.

Żydowi godzi się handlować z nie-Żydami wszystkim. Przytoczmy dwa typowe przykłady: „Indyjscy „rotszildowie”, rodzina Baacon, wzbogacili się na handlu opium i taki z tych bogactw osiągnęli szacunek, iż zostali lordami Anglii; nie dziwmyż się rodowitym Anglikom, że ten i ów zapragnął dobić się w podobny sposób publicznego szacunku!

Bywają jeszcze ciekawsze zarobki; w Maroku władza krajowa wywiesza głowy straconych buntowników nad bramą miasta, powszechnym zresztą zwyczajem ludów Azji i Afryki (prócz Egipcjan). Otóż „głowy te, dla uniknięcia rozkładu szybkiego, są zawsze przed wywieszeniem nasalane przez miejscowych Żydów”.

W kręgach tych dwóch przykładów mieszczą się całe przepaście możliwości zarobkowania na sposoby wręcz niemożliwe dla nie-Żydów. A spekulacja nierządem, ten typowy handel „międzynarodowy” na obu półkulach? A osławione karczmy, nasze ogniska dostarczania wszystkiego co niedozwolone?! Czymżeż bo nie handlowano w nich?

Gdy się przyjmie choć na chwilę, jako handlować wolno wszystkim, rozwiera się cała przeraźliwa czeluść deprawacji. Np. w handlu pieniądzem powstaje handel, a raczej spekulacja cudzymi długami. A przez cały wiek XIX jakże się polaryzowała ekonomia żydowska! Doszło więc jakoś krok po kroku do tego, że cały ogół gojów był w materiach ekonomicznych tego samego zdania co Żydzi. Przytoczę tu dla przykładu jedno z najfatalniejszych zarządzeń, żeby użytek weksla rozszerzyć na wszystkich, nie ograniczając tego do kupców. Anomalia ta zniszczyła stan „średni, pozahandlowy, wtłoczony niemądrze i niepoczciwie w rygory prawa handlowego. Ileż zrujnowano gospodarstw chłopskich, a ile rodzin urzędniczych, tego beznadziejnego proletariatu! Małoż tych doświadczeń? A jednak co dopiero ustawodawstwo polskie wtłoczyło w pojęcie „kupca” każdego sprzedającego! Czyżby naszym prawodawcom nie dostawało tej wiadomości elementarnej, że nie można żadną miara uważać za kupca ni producenta, ni konsumenta, albowiem handel polega na pośrednictwie? Brnie się w ekonomię żydowską na łeb, na szyję.

Nie dotykam tu bynajmniej kwestii, kto jest osobiście uczciwszy: Żyd, czy akum? Stwierdzam tylko, że ekonomia żydowska jest czymś okropnym. Nie przeczę, jako może być Żyd tej ekonomii nie uznający; ale w takim razie jest on już mniej więcej odżydzony. Ani też nie przeczę, jako mnóstwo nie-Żydów przyczynia się do coraz śmielszego rozwoju ekonomii żydowskiej; ale bo też oni są już zażydzeni.

Różnica ekonomii żydowskiej a „łacińskiej”, tj. poglądów i zasad gospodarstwa publicznego wśród społeczeństw cywilizacji łacińskiej, wywodzi się tedy głównie z czterech punktów:

a) Zwolnienie od etyki względem gojów;
b) Inne zapatrywanie na istotę majątku ruchomego a nieruchomego;
c) obchodzenie się bez rolnictwa;
d) odmienna kolejność w trzech zasadniczych działach dobrobytu mieszczańskiego. W cywilizacji łacińskiej pierwsze jest rzemiosło, potem następuje handel, na koniec przemysł; w żydowskiej zaś handel wyprzedza wszystko.

Wynika z tego, że zubożałe społeczeństwo łacińskie (np. polskie) nie zdoła odzyskać dobrobytu (i pozyskać dalszych tego następstw) inaczej, jak przez rozwój rzemiosła.

Wynika następnie, jako przeciwna jest rozsądkowi, gdy w statystykach oficjalnych rzemiosła wciela się do przemysłu; sprzeciwia się zaś dobru publicznemu, żeby gardłować za przemysłem, podczas gdy zaniedbuje się handel, a gnębi (sic) rzemiosło.

Feliks Koneczny

Reklamy

15 myśli na temat “Feliks Koneczny – Ekonomia żydowska

  1. Wszystkie drogi prowadzą do mezopotamii i Sumeru. Poczytaj Zecharia Sitchin tam jest prawda kto wywodzi się od kogo, od której rasy się wywodzą dane grupy społeczne.

    1. Myślę, że genetyka pomaga nam lepiej zrozumieć skąd wywodzą się pewne grupy etniczne, jak wyglądały wędrówki ludów i kto jest tutaj faktycznie „u siebie”, niż opinie historyków, a szczególnie archeologów, które równie łatwo można potwierdzać, co i podważać ze względu na ogromne materiały przeciwstawnych sobie dowodów. Kluczem jest nasza krew…

  2. W roku 1938 Lublin-Uniwersytet,towarzystwo wiedzy chrześcijaskiej wydało książę Feliksa Konecznego ROZWÓJ MORALNOŚCI.Aktualną żydowską ewolucyjna strategię grupową opisał Kevin MacDonald w KULTURA KRYTYKI.
    Zteologicznego punktu widzenia konsekwencje reformacji wyłożył duchowny profesor Tadeusz Guz..

    Jest POLSKIE LOGOS A ETHOS,które pozostawił po sobie Feliks Koneczny.W świetle kolejnej utopii ekonomii politycznej globalizmu zachodzi potrzeba dopisania do tej książki językiem matematyki rozdziału o wartościach narodowych.
    W swobodnym przepływie srodków finansowych okazuje się,że KAPITAŁ ma swoją NARODOWOŚĆ.

    1. Istotnie, istnieje taka potrzeba, lecz obecnie niewiele jest osób, które mogłyby się tego podjąć. Pieniądz sam w sobie nie ma narodowości, lecz jego właściciel ma ją na równi z wyznaniem religijnym, przynależnością etniczną, wychowaniem, poglądami czy interesami politycznymi i finansowymi. Tłumaczenie tego ludziom spod znaku „liberalizm” jest jednak jak walenie głową o ścianę.

      Pozdrawiam

  3. Witaj Robercie, czy pojawi się tutaj jeszcze coś konkretnego o sytuacji na Ukrainie ? Ciekawe rzeczy się tam dzieją, oddziały neobanderowców zaczęły działać i pojawia się dużo ofiar tych działań … Chociaż podejrzewam, że trzeba poczekać aż wszystko się uspokoi ( o ile tak będzie ) i wtedy można pisać konkretniej.

    Polecam film: https://www.youtube.com/watch?v=Jmb7Jwetljg jeśli zostanie usunięty, to proszę wpisać w google ”Right Sector killed of man.” Materiał będzie na live leak. Jeśli nie jest to rosyjska prowokacja, to mamy ciekawy przykład wrażliwości neobanderowców, którzy według propagandy mediów zachodnich mieliby być łagodni jak baranki i niezorganizowani. Jednak wydaje się być odwrotnie – są zorganizowani w oddziały bojowe, a w rządzie mają wielu swoich reprezentantów. Sytuacja nie jest dobra …

    1. Witaj,

      Z całą pewnością niedługo napiszę jeszcze coś własnego o sytuacji na Ukrainie. Pora najwyższa zająć konkretne stanowisko, a ciekawe materiały odnośnie tego pojawiają się każdego dnia. Nie wszyscy potrafią jednak szukać i przesiewać materiały, postaram się zatem w obliczu tego natłoku kłamstw i propagandy, trzymać się zwyczajnych i prostych jak budowa cepa faktów.

      Zastanawia mnie odnośnie tego co napisałeś jedna rzecz: czy ci neobanderowcy, którym udowodniono już bycie finansowanymi przez Zachód, jak i szkolenie ich przez oficerów pewnych agencji oraz udział komandosów w walkach na Majdanie, zostali teraz pozostawieni sami sobie, czy na Ukrainie nadal jest obecna trzecia i najważniejsza w tej układance siła? Siła pomijana w mediach, w obliczu koncentracji wojsk rosyjskich (chociaż również udowadniano, że wcześniejsze zdjęcia satelitarne wojsk Federacji były zdjęciami manewrów wojskowych w 2013). Ogromne zaangażowanie oficerów wywiadów państw zachodu, ogromne środki finansowe, a przede wszystkim interesy międzynarodowych korporacji na Ukrainie, są tutaj wartością następującą po znaku równania.

      Pozdrawiam

      1. Jeśli zabrzmiałem z ta prowokacją jak rusofob, to wybacz. Napisałem to ponieważ każdy scenariusz jest możliwy, ale sam film uznaję za raczej prawdziwy, w końcu wiemy co robili banderowcy kiedyś i wiemy co ich spadkobiercy są w stanie zrobić dziś. Ukraińcy, szczególnie na zachodzie, to skrajnie szowinistyczni ludzie, a w obecnym rządzie zasiadają prawdziwi faszyści, mają wpływ także na urzędy i policję. Niestety te fakty nie są wkalkulowane w politykę zagraniczną w wykonaniu naszego rządu …

        Oczywiście poglądem i jak mogę wypowiedziami w internecie wspieram Rosję, więc jestem nastawiony można powiedzieć prorosyjsko. Tym bardziej prorosyjsko gdy medialna propaganda się nasila.

        Co do trzeciej siły – z mojej obecnej wiedzy wynika, że w skład antyterrorystycznych oddziałów, które zostały skierowane na wschód Ukrainy mogą wchodzić także żołnierze mówiący po włosku i angielsku – jest nawet film gdzieś w internecie, ale nie mogę go obecnie znaleźć. Także myślę, że agentura i siły zewnętrzne ( najbardziej z zachodu ) nadal wspomagają rewolucjonistów/partie i ugrupowania nacjonalistyczne.

      2. W ogóle o tym nie pomyślałem. Nie pisałem ironicznie.

        Dla mnie oczywistym jest, że w Rosji nadal ogromne znaczenie mają oligarchowie, mafiozi i że władze Federacji Rosyjskiej nie należą do najwspanialszych, ani do najuczciwszy na świecie 😉 Mimo to, rosyjska władza w pewnym stopniu dbają o interesy swojego kraju nie mniej, a z pewnością odrobinę lepiej niż np. władze Ukrainy.

        Właśnie w interesie Rosji NIE JEST wchodzenie na Ukrainę. Ostatecznie jednak co zrobi lub czego nie zrobi Rosja, to i tak będzie w opinii Zachodu złe. Pozostaje zatem robić źle, ale przynajmniej na przekór wrogom i nigdy podług ich chytrego planu. A plan był właśnie taki, by sprowokować Rosję do reakcji.

        Tu nie chodzi nawet o bycie rusofilem czy rusofobem. Ja nie lubię tych pojęć. Miast miłości i nienawiści, jest też trzecia realna droga – zwyczajnego dbania o swój własny interes, a w tej sytuacji o Polskę i Polaków. Co za tym również idzie, o postępowanie zgodne z polską racją stanu i zmienną politykę w zależności od zmian geopolitycznych. W polityce nie ma uczuć, są tylko interesy. Rosjanie o tym wiedzą i pora, aby Polacy się tego nauczyli.

        Banderowcy to przede wszystkim nawet nie tyle co faszyści, a zwyczajni naziści. Pół biedy z faszyzmem, ale ci ludzie tak jak powstali poprzez nazistowskie oddziały SS, tak i po dziś dzień odwołują się do tradycji hitlerowskich. Jedyną dla nich drogą jest droga siły i mordu. Są to barbarzyńcy nie wahający się przed żadnym ludobójstwem, a nienawidzą tak samo Polaków, jak Białorusinów, Węgrów, Żydów i Rosjan. To co robili na Majdanie było przekroczeniem wszelkich granic, a obecnie ich szowinistyczne działania (powoli podchodzące pod zbrodnie ludobójcze), pokazują tylko, że w drodze globalnych elit do władzy nie liczą się już żadni ludzie.

        W obliczu natłoku tych informacji nie jest wcale łatwym napisać artykuł, który dotyka sedna problemu bez wpisywania się w medialną histerię jednej bądź też drugiej strony.

  4. Polacy zapomnieli o jednym, teraz jak ktoś coś powie złego na Watykan to chcą zabić. Ale chyba zapominaja iż kiedyś naszych potomków krzyżowcy przed chrztem Polskim 966 wyżynali naszych pradziadów i pradziadki w imię żydowskiego syna Bożego Jezusa Chrystusa, jedno cięcie siepaków Niemieckich, germanców i niektórzy z was mogli by nie istnieć. Polacy mieli własnych Bogów takich jak Rod, itp. Nie mówię że Jezus jest zły, był swego rodzaju patriotą sprzeciwiając się rzymianom, faryzeuszom. Jednak jak by się teraz obajwił pewnie by był zamknięty na oddziale zamkniętym przez syjonistów żydowskich lub nie był by zadowolony z bogactwa i luksusów KK.
    Co do tych archeologów to oni negują takich ludzi co głoszą prawdę, wszyystko wskazuje na to że żydzi wszystkich oszukali, całą ta historię spisali z dużo starszej kultury Sumerów, gdzie do dziś dnia naukowcy nie wiedzą skąd ten lud się wział. Żydzi tylko pozmieniali nazwy Noe to był Untapisztim, Mojżesz to Faraon Echaton itd, nadali im tylko bardziej semickie nazwy, zmieniajac też bogów z liczby mnogiej na jednego Boga. Potem z czasem co jakis czas ktoś poprawiał pismo święte, na soborach było wiele rzeczy zmieniane pod dane czasy. Ale co zrobić większośc katolików nie przeczytało w ogólę nigdy Biblii, a osoby które ją studiowały przez wiele lat są krytykowane. W Starym Testamencie Bóg jest zły srogi, mściwy, w Nowym miłośierny, przebaczajacy, to jacyś dwaj inni Bogowie. Bóg jest przecież nieomylny, ostrzega Adama i Ewe że jeżeli zjedzą z zakazanego drzewa to umrą, mimo to przeżyły. Bóg który kłamie? W ksiedze henocha, Ezechiela, Jakuba jest wiele opisów przypominających ludzi w statkach powietrznych, gdy Bóg objawia się proroka jest pełno kurzu, hałasu, dymu i ognia, coś jak by wylądowała rakieta, statek powietrzny? Stare posągi przedstawiaja jak by kosmonautów i ich statki powietrzne, które maja ponad 4000 lat. Widać tam maski gazowe, przewody, rakiety, takie stare posągi i ryty też kłamią, czy lepiej się zdać na pisemny tekst, który mógł być zmieniany setki razy? Porozrzucane monolity które ważą po kilkadziesiąt tysięcy ton to też przypadek? Jak je transportowali setki kilometrów dalej, przecież drewniane bale pod takim ciężarem by się zaraz zgniotły, droga wodna też nie to. Tak samo jak z tym potopem na wszystkich wyspach i kontynentach, czy kulturach jest on opisany w dużo starszych niż nasza. Ludzie w sumeru wiedzieli przed tylema tysiącami lat o planetach gdzie odkryto je dopiero w XVIII wieku, jak były dobre teleskopy. W wschodnich księgach Tandżur i Kandżur do których się nie dostała święta inkwizycja i nie zniszczyłą ich są olpisane stopy nieznanych metali, napęd magnetyczny, statki powietrzne, a te księgi maja ponad 5000 lat, opisują bogów którzy przybyli z nieba. Na całym swiecie w różnych kulturach dużo starszych są takie opisy, to znaczy że wszyscy kłamią spiskują? Na pewno ktoś kłamie, ale stawiał bym nie na przeszłośc, lecz na niezłą pozmienianą bajkę o ponach żydowskich. Skoro czerpali garściami od Sumerów, zmieniając na swoje nazwy semickie jak można im ufać i wierzyć, tak samo grobowiec w Kaszmirze Jezusa który ma ponad 2000 lat i ma ślady stóp z ranami po ukrzyżowaniu. Co jesli by wszystko się okazało kłamstwem, a ludzie byli oszukiwani przez stulecia, dlatego wszystko musi być utajnione, kamuflowane. Niektórzy zginą w tej fałszywej niewiedzy, gdyż są nieoczytani, nic nie wiedzą o świecie, żyją tylko w swoim świecie co im kapłan powtarza.

  5. Chyba bardziej realne źródła są te dużo wczesniejsze od Starego czy Nowego Testamentu, mnisi wycinali z niego wiele niezrozumiałych i niewygodnych opisów. Przecież Jezus był wychowywany wśród Esseńczyków, jedna z grup, taka jka by sekta żydowska która sprzeciwiała się Rzymianom, byli jeszcze Saduceusze i Faryzeusze
    http://jezus.com.pl/wydarzenia/magazyn/pismagnostyckieiinneniznowotestamentowe,wyd,fok,060408.html
    Saduceusze konserwatywne stronnictwo religijno-polityczne, byli surowymi straznikami i nauczycielami praw Mojżeszowych. Oponentami saduceuszy byli faryzeusze. Natomiast skrajnie konserwatywna sekta esseńczyków, celowo izolowała się od Żydów, znaleźli swoją siedzibę w osadzie Chirbet Qumran nad Morzem Martwym wywodzili się Ci wszyscy od machabeuszy, najstarsze przekazy znajdują się w jednej z rozpraw Filona z Aleksandrii. Esseńczyków dobrze opisuje zydowski historyk i wódz Józef Flawiusz. Opisuje esseńczyków wielce świątobliwych, są rodowitymi żydami, lecz łączą ich ze sobą silniejsze niż u wszystkich więzy miłości, przyjmują cudze dzieci do nauki i traktują jak swoich krewnych, bogactwa mają w pogardzie. Nie zmieniają szat ani sandałów dopóki nie ulegną zupełnemu zniszczeniu. Przed i po posiłku kapłan się modli, niosą pomoc i okazują miłosierdzie, są szermierzami miłości i orędownikami pokoju. Z autorów starożytnych wyczytują tylko to co dotyczy dobra i duszy, pogardzają cierpieniem, ale potrafią je przezwyciężac mocą ducha. A smierć, jesli jest połączona ze sławą, uważają za lepszą od najdłuższego żywota. Wojna z Rzymianami wystawiła ich charaktery na wszelakie mozliwe próby, kiedy to ich przypiekano, skręcano, na kole rozciągano, łamano i kazano doświadczać wszelkich narzedzi tortur, aby bądź wyrzekli jakieś bluźnierstwo przeciwko swojemu prawodawcy, bądz spożyli coś niedozwolonego. Wszystko to wytrzymali nie tylko nie plamiąc się ani jednym, ani drugim czynem, lecz nawet nie płaszcząc się przed swoimi dręczycielami, ani łez nie roniąc. Mają oni niezłomną wiarę, że ciała są zniszczalne, a tworząca je materia przemijająca, lecz dusze niesmiertelne trwają wiecznie.

  6. Wśród Esseńczyków są między nimi tacy, którzy zapewniają, że potrafią przepowiadać przyszłość(Jan), toteż rzadko, aby kiedykolwiek się mylili w swoich przepowiedniach. Juliusz Flawiusz w 77 roku po Chrystusiespisał uwagi o esseńczykach ponieważ przez trzy lata wśród nich przebywał.Znał też przekazy na zwojach, pochodzące z ok 100 roku przed Chrystusem. W 1947 roku przypadkiem odkryto dokumenty w jaskiniach Qumran zabezpieczone przez esseńczyków, heinrich Alexander Stoli opisał tę sensacyjną historię tekstów aumrańskich w książe „Jaskina nad Morzem Martwym”. Ów niesłychanie cenny, opatrzony przez esseńczyków komentarzami „podręcznik nauczania”. Z przekładów rekopisów na zwojach Qumran wynika jednoznacznie że: – istotne części ewangelii pochodzą ze szkoły esseńczyków; – tryb i styl życia Jezusa wywodzą się że szkoły esseńczyków i są zgodne z ich obyczajami; – przenośnie , jakich używał Jezus, a nawet całe przypisywane mu nauki, na długo przed nim głosili esseńczycy. każdy areopag kompetentnych uczonych uznałby i potwierdził, iż teksty na zwojach z Qumran są jednoznacznie zgodne z tekstami Nowego Testamentu. Wczoraj nawet na TV Trwam zaczytani na tym blogu puścili, dokument o Esseńczykach. Wszyscy by to potwierdzili tylko nie chrześcijanscy teologowie. Czyzby skazą był fakt, ze mowy Jezusa z nazaretu czy Betlejem zawierają naukę ascetycznej gminy esseńczyków? Przeszkodą jest też dogmat o zrównaniu Jezusa z Bogiem – postanowienie Soboru Nicejskiego. Esseńczycy byli skromnymi bracmi zakonnymi, którzy na długo przed Chrystusem głosili swe nauki. Byłby więc Jezus ich epigonem? To przecież nie do przyjęcia dla strażnków czystej nauki Jezusa. Czy Jezus żył więc wśród esseńczyków? Oto kilka przykładów zgodności nauk głoszonych przez esseńczyków z nauką Jezusa:
    – Esseńczycy nie chrzcili. Jezus też nie chrzcił.
    – Esseńczycy odcinali się od współczesnych im teologów, seduceuszy i faryzeuszy. Jezus czynił to także.
    – Esseńczycy głosili łagodność i pokorę dla przypodobania się Bogu. Jezus też.
    – Esseńczycy ostrzegali przed sądem ostatecznym z ogniem. Tak samo Jezus.
    – Esseńczycy mówili, że trzeba kochać swego brata jak siebie samego. Była to myśl przewodnia wszystkich nauk głoszonych przez Jezusa.
    – Esseńczycy mówili o synach swiatła walczących z mocami ciemności. któż nie zna tej metafory z nauk Jezusa?
    – Esseńczycy mówili o duchu prawdy i obiecywali życie wieczne. Jezus też to mówił.
    – Esseńczycy mówili o członkach nowego przymierza i o duchu świętym. A cóż głosił Jezus?
    – Esseńczycy czcili wspólnie spożywane posiłki modlitwą przy stole, podobnie jak Jezus podczas Ostatniej Wiecerzy.
    – Esseńczycy mówili o fudamencie, który pozostanie niewzruszony, Jezus o opoce (Piotr).
    – W czwartej grocie w Qumran znaleziono „błogosławieństwa”, teksty których każde zdanie zaczyna się od słowa „błogosławiony”, podobnie jak Kazanie na Górze Jezusa.
    – Esseńczycy żadali od każdego nowo wstepującego do zgromadzenia, aby wyznał swe grzechy – jest to odwieczna reguła chrześcijaństwa(spowiedź).
    Przy tylu dowodach(a nie są to domysły), cisnie się na usta pytanie, czy Jezus, podobnie jak Flawiusz, nie przebywał przez pewien czas wśród esseńczyków? Znalezienie w Qumran rekopisów potwierdziło, że Flawiusz był sumiennym historykiem.

  7. Podsumowanie faktów: W nieznanym miejscu przychodzi na swiat Jezus, dziecko Marii, panny. Maria, nie mając środków do życia, chce jednak zapewnić chłopcu dobre wychowanie, wie także, że esseńczycy przyjmują cudze dzieci jeszcze w wieku podatnym do nauki. Orzynosi więc swoje dziecko do szkoły zakonnej nad Morzem Martwym. Dla esseńczyków wielobóstwo Rzymian jest bluźnierstwem wobec Boga, a bratanie się Żydów z okupantami – hańbą. W małych osadach od jeziora genezaret aż po Jerycho powstaje coś w rodzaju maąuis, ruchu partyzanckiego, do którego zagrzewa ludność przede wszystkim Jan Chrzciciel, porywający i biegły mówca. Jezus jest zdolnym uczniem, nabywa przy Janie wiedzy o psychologii tłumu. Jezus się usamodzielnia, dwudziestoletni Jezus opuszcza gminę esseńczyków i wyrusza sam głosić po kraju nauki. Wyszukuje sobie (z pewnością nie w tak łatwy , prosty sposób jak to podaje Nowy Testament) dwunastu towarzyszy. „”Apostołowie”” ci to bynajmniej nie niewiniątka, są oni przywódcami miejscowych maąuis: co najmniej czterech spośród nich zidentyfikowano jako zelotów, posługujących się sztyletami członków wrogiej Rzymianom partii nacjonalistycznej. Ta gwardia przyboczna Jezusa była tak doskonale zorganizowana, tak wygadana i opanowana tak wielkim zapałem misjonarskim, że Jezus jako pierwszy spośród współwyznawców podejmuje ryzyko wystąpienia w mieście. Swoje polityczne przemówienia maskuje przed Rzymianami religijnymi sentencjami, przewidując że oni by mogli znać język, albo mieć pod ręką tłumacza. Jednak przestrogi które wygłaszał słyszeli teologowie, faryzeusze i saduceusze. Jezus drażnił ich ponieważ oni bratali się z Rzymianami i nie chcieli aby ten wędrowny kaznodzieja wchodził im w drogę. Między wyższą warstwą społeczności żydowskiej, a kastą rzymskich oficerów istniało milczące porozumienie, okupowany naród przez Rzymian,zachowywał swoje świętości i mógł nadal działać w świątyniach; rolnictwo i handel oraz finanse funkcjonowały w sposób ustalony. Rzymianie inkasowali jedynie trybut, dosyć sowity podatek. Przywódcy żydowscy nie chcieli burzyć tego względnie znosnego statusu, wiodło im się przecież całkiem dobrze. I nagle w jerozolimie pojawia się Jezus ze swoją gwardią przyboczną i na najruchliwszych placach wygłasza – wprawdzie pod pozorem kazań religijnych – podżegające mozwy. Jak się pozbyć tego wędrownego kaznodziei?

  8. Jezus jest śledzony. Mieszkańcy miasta chociazby z szeptanej propagandy, wiedzieli że Jezus jest esseńczykiem lub kimś kto głosi esseńskie maksymy o życiu w zgodzie, sprawiedliwości, prostocie i miłościumie zręcznie owinąć wokół haseł politycznych. Rzymianie przez długi czas nie domyślali się, na czym polega gra: uważali kaznodzieję za spokojnego kapłana. Aż ktoś pewnego razu, może nawet jeden z wybitnych przedstawicieli wyzszej kasty zydowskiej, napomknął władzom okupacyjnym o tych dwuznacznych poczynaniach. Od tego dnia Jezusa zaczęto śledzić. Na podstawie lektury ewangelii nie wiadomo co było dalej. Rzymski namiestnik Judei w latach 26-36 Poncjusz Piłat zareagował prawdopodobnie na otrzymany donos. czyżby informatorem był Kajfasz, najwyzszy żydowski kapłan od 18 do 36 roku? Czy to właśnie on uświadomił Piłatowi, co chce osiągnąć ów nabozny esseńczyk swymi łagodnie brzmiącymi przemówieniami? Czy jezus jak utzymuje Joel carmi-chael wraz ze swymi zwolennikami zaatakował świątynię? W każdym razie chodziło z pewnością o polityczną denuncjację, ponieważ Rzymianie nie mieszali się do życia religijnego Żydów. Nie było to też powstanie ludowe , czy rebelia przeciwko Rzymianom. Jezus więc musiał czym prędzej ukryć się wraz z towarzyszami. Jezus zdaje sobie sprawę, że jego życie jest w niebezpieczeństwie. Razem ze swoją asystą wraca na Górę Oliwną na wschód od doliny Cedronu koło Jerozolimy. Rzymianie poszukują nazarejczyka, korzystając z usług Żyda dobrze znającego okolicę. W kryjówce uczniowie , znużeni wydarzeniami tych dni, zapadają w głęboki sen. Tylko Jezus nie może zasnąć, niepokoi się i spływa krwawym potem. Ta scena przedstawia się upiornie w pełgającym swietle smolnych pochodni, słychać okrzyki żołnierzy i szczęk broni. Podżegacze są otoczeni. Od gromady siepaczy odłącza się nagle Judasz Iskariota, apostoł , podchodzi do Jezusa i całuje go. (Judaszowy pocałunek stał się synonimem haniebnej, podstepnej zdrady.). Skoro Rzymianie, lud teologowie znali postać Jezusa który wystepował publicznie. Dlaczego więc Judasz musiał identyfikować Mistrza pocałunkiem? Ewangeliści podają, że Judasz powiedział do najstarszego z uczonych w Pismie; „Ten którego pocałuję, jest nim” (Mat. 26,48)czyżby Jezus był w przebraniu? W scenie pojmania Jezusa ” Wówczas Szymon Piotr mając miecz, dobył go i uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze temu było na imię Malchus” (Jan 18,10). A zatem Piotr, jeden z owego bractwa miłujacego pokój, miał przy sobie miecz? przypuszczalnie cała asysta Jezusa była uzbrojona. Jezus panuje nad sytuacją, widzi, że opór jest już beznadziejny, nakazuje mu więc: „Włóż miecz swój do pochwy”(Jan 18,11). Jezus zostaje pojmany i związany. Apostolowie kryją się w zaroslach. Tylko waleczny Piotr nie chce opuścić swego Pana. W przebraniu miesza się w tłum rzymskich żołnierzy przy ognisku.”Pojmawszy go tedy, zawiedli go i wprowadzili do pałacu arcykapłana, piotr zaś szedł za nim z daleka. A gdy rozpalili ognisko na srodku podwórza i usiedli wokoło, usiadł i Piotr wśród nich. Gdy zaś pewn służąca zobaczyła go siedzącego w blasku ognia, przyjrzawszy mu się, rzekła: i ten był z nim. On zaś zaparł się, mówiąc Niewiasto, nie znam go. A niedługo potem ktoś inny, zobaczywszy go ,rzekł: I ty jestes z nich. A Piotr rzekł: Człowieku, nie jestem. A po upływie mniej więcej jednej godziny ktoś inny zapewniał, mówiąc: Doprawdy, i ten był z nimi, jest przecież Galilejczykiem, Piotr zaś odrzekł: Człowieku, nie wiem , co mówisz” (Luk. 22, 54 nn.). fakt, iż przez niemal dwie godziny Piotr pozostawał przy ognisku wśród rzymskich legionistów, swiadczy o jego sprycie. Jezus staje przed dwoma sądami, przesłuchują go, męczą, uznają winnym, skazują na śmierć na krzyżu.

  9. Carmichael dowiódł, że krzyżowanie było karą stosowaną przez Rzymian, z wyroku orzeczonego przez Rzymian rzymscy żołnierze zajęli się jego wykonaniem. Inskrypcja ma krzyżu wskazuje, że Jezusa skazano za wystepek polityczny, jako „króla zydowskiego” (Jan 19, 21). W uzupełnieniu tego szkicu wniosków trzeba dodać, że Jezus był człowiekiem wrażliwym, umiejącym leczyć, obdarzonym nadzmysłowymi zdolnościami psychicznymi. Ponadto był uczonym w Pismie i wielce utalentowanym mówcą. Nikt nie może kwestionować jego uczciwości, pokory i bogobojności. Będąc esseńczykiem, dobrym znawcą reguł zakonnych, stosował w życiu przykazania miłości bliźniego, wstrzemieżliwości, gotowości niesienia pomocy innym. Odkąd znane są jednak teksty rekopisów z Qumran, wiadomo, że przy całym ukochaniu pokoju zwolennicy nauki esseńczyków byli zagorzałymi przeciwnikami Rzymian: pragnęli wypędzić z umiłowanego kraju pogańskich intruzów wyznających wielobóstwo. Dochodziły więc do głosu racje religijne i polityczne, co w rezultacie musiało kiedyś doprowadzić do konfliktu. Mikstura złożona z religii i polityki nigdy nie była strawna. Czy Chrzescijanie nie czynili podobnie? Wypędzali okupantów z swoich ziem, krajów, tepili pogaństwo i bóstwa wielu Bogów, Wyprawy krzyżowe itp.

  10. Czcigodny Robercie
    Spotkałem się z podziałem religii na „przyzwoite” i „nieprzyzwoite”. Te pierwsze określają czego nie wolno robić (zabijać, kraść etc.) bez precyzowania jakich potencjalnych ofiar zakaz dotyczy. Natomiast te drugie dzielą ludzi na lepszych którym pewnych rzeczy nie wolno robić. Oraz podludzi, ww stosunku do których te zakazy już nie obowiązuje. Islam i judaizm klasycznymi przykładami tej „nieprzyzwoitości”. Niewiernego można zabić a goj zawsze będzie tylko gojem.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s