W latach 1964-1973 armia USA zrzuciła na Laos 280 milionów bomb podczas 580.000 lotów. To odpowiednik jednego ładunku pocisków uwolnionego z bombowca co 8 minut, 24 godziny na dobę, przez 9 lat – prawie 7 bomb na każdego mężczyznę, kobietę i dziecko żyjących w Laosie.

Jason Heppenstall jest autorem-podróżnikiem. [W jednym z rozdziałów książki Communities that Abide, pracy zbiorowej traktującej o długowiecznych społecznościach] opisał swoje doświadczenia z pobytu w małej wiosce, położonej nad rzeką w najbiedniejszym, najintensywniej zbombardowanym kraju na Ziemi. Ukazał czytelnikom, jak tamtejsi ludzie zdołali przetrwać, uleczyć rany i zachować swoją tradycyjną kulturę.

„Tajna wojna z Laosem jest jednym z najbardziej haniebnych wydarzeń XX wieku. Felietonista New York Times’a Anthony Lewis nazwał ją ‚…najbardziej odrażającym rozdziałem bezprawnego okrucieństwa w historii Ameryki.’ Przez sześć lat panowała informacyjna blokada, która pozbawiła Amerykanów wiedzy o tym, że ich rząd, republikanie i demokraci, zrzucał bomby na cele cywilne w Laosie.

Kiedy w końcu prawda wyszła na jaw, wielu Amerykanów było oburzonych dokonaną w ich imieniu zbrodnią [I co z tego „oburzenia” wynikło? G#wno – admin]. Ale do tego czasu było już za późno – 2.5 miliona ton materiałów wybuchowych zdewastowało wsie, gospodarstwa rolne, świątynie i szkoły tego neutralnego, buddyjskiego kraju. Laos został uznany za państwo neutralne w Genewie i chociaż Stany Zjednoczone chciały tropić wietnamskich bojowników wewnątrz kraju, nie mogły tego zrobić nie łamiąc międzynarodowego prawa. Sposobem na obejście przeszkody było wykorzystanie bombowców, których piloci o kryptonimie ‚Kruki’ wystartowali z baz państw ościennych.

„Ten nowy sposób walki nazwano ‚wojną automatyczną’, ponieważ opierał się wyłącznie na technologii i potędze, przy minimalnym zagrożeniu dla personelu. Miał on stać się wzorem dla przyszłych wojen – prowadzonych ostatnio przy użyciu bezzałogowych dronów – określanym jako ‚Model z Laosu’.

Zbombardowano wioski, ponieważ były one jedynym widocznym dla pilotów celem; mieszkańcy musieli uciekać do lasów, z których powracali pod osłoną nocy, aby uprawiać swoje pola. Jako że ataki były tajne, umiar nie był konieczny – całe obszary zamieniono w popiół. Kiedy zniszczone zostały wsie, nowym celem stały się bawoły, konie i inne zwierzęta gospodarskie, a rolników ostrzeliwano z karabinów maszynowych podczas ucieczki przez pola. Skoro mieszkańcy ukrywali się w lasach, samoloty rozpylały defolianty, aby uśmiercić drzewa.

Ostatnim schronieniem były jaskinie, które znaczą krasowy krajobraz Laosu, ale zdeterminowani piloci mierzyli w nie z naprowadzanych laserowo rakiet. Gdy wszystkie te opcje zostały wyczerpane, ocalałym pozostała jedynie wędrówka na południe i los uchodźców w obozach utworzonych wokół stolicy, gdzie oczekiwali końca wojny i powrotu do swoich pól i lasów.”

Na Laos spadło tak wiele bomb, że opróżnione z wybuchowego ładunku niewypały – będące najbardziej popularnym rodzajem złomu dostępnym w tym nierozwiniętym, nie-przemysłowym kraju – stały się częścią krajobrazu.

„Duże stalowe osłony wykorzystano jako podpory domów, kładki nad ściekami lub koryta dla zwierząt. Inne bomby pełniły rolę donic i wyrastały z nich kwiaty. Ale były to pociski bezpieczne, które skutecznie rozbrojono i przeobrażono w użyteczny złom.

W większości wiejskich sklepów i jadłodajni wywieszono na ścianach serię trzech lub czterech plakatów, które w formie komiksowej instruowały, co należy zrobić po znalezieniu niewybuchu. Postacie z afisza obrabiały z bawołami poletko, spulchniały ziemię, sadziły ryż, myły się w strumieniach i odkopywały rośliny. W każdym z tych środowisk obecny był fragment niewybuchu (UXO).

Jeden panel przedstawiał rolnika próbującego rozbroić pocisk, w następnym widniał spektakularny wybuch i makabryczne detale jego konsekwencji. Wszystkie dzieci ze wsi wiedziały, co zrobić z niewybuchami, tak jak dzieci w Anglii wiedzą, jak bezpiecznie przechodzić przez ulicę. Zejście ze szlaku na okolicznych wzgórzach jest surowo zabronione, przynajmniej dla falangów (cudzoziemców).

Niestety, niewybuchy codzienne zagrażają mieszkańcom Laosu – po bombardowaniach, od chwili powrotu do wiosek, życie straciło blisko 20.000 dzieci. Nawet w trakcie pisania tego artykułu w kwietniu 2014 roku widziałem doniesienia o dwóch chłopcach zabitych przez niezdetonowaną amunicję. Kroniki bombardowań wskazują, że naloty dywanowe objęły obszar 8.470 kilometrów kwadratowych, a zrzucono prawie 280 milionów bomb rozpryskowych, zaprojektowanych, aby głównie okaleczać. Pociski są wszędzie. Przez kilka lat samoloty bojowe bombardowały dywanowo okolice Muang Ngoi. Wiele zrzuconych bomb miało ogromną moc i wciąż widoczne są pozostawione przez nie blizny na okolicznych wapiennych szczytach, chociaż częściowo wypełniły je zarośla i drzewa.”

„Skoro społeczność mogła wykonać kuchenne utensylia z bomb wysłanych, aby ją zabić, zacząłem zastanawiać się, do czego jeszcze zdolni byli mieszkańcy górzystych regionów Laosu i co pozwoliło im oraz ich kulturze rozkwitać bez uszczerbku, mimo piekła, które im zgotowano. Poza barierami geograficznymi (niemała to zaleta, jeśli chce się przetrzymać kulturową ofensywę), ludzie z Laosu cieszą się również inną podarowaną przez okoliczności korzyścią: względnym ubóstwem. Ich teren jest zbyt nierówny i niedostępny, aby zbudować tam pola golfowe i luksusowe hotele.

Zlokalizowani z dala od inspektorów podatkowych i innych urzędników, którzy chcieliby narzucić im odgórne reformy, mieszkańcy pozostawieni są sami sobie, aby prowadzić życie znane im od wieków. Warunkiem takiego bytowania są oczywiście niewielkie wymagania wobec systemu zewnętrznego – którego chcą uniknąć za wszelką cenę – i pod tym względem również mają szczęście, ponieważ mogą polegać na swoim kulturowym bogactwie, którego większość udało się zachować. Parający się lecznictwem mężczyźni i kobiety wiedzą, które rośliny leśne należy zbierać, które zioła kultywować w wydrążonych bombach-donicach (cztery lotki stabilizujące doskonale utrzymują ‚donice’ w pionie), a kiedy dochodzi do pogorszenia kondycji, miejscowi szamani dysponują wachlarzem wyszukanych ceremonii, aby pomóc w podtrzymaniu życia. Tak jak dawniej, rolnictwo w dalszym ciągu zapewnia wyżywienie dzięki polom ryżowym, bawołom wodnym oraz wędrownym świniom i drobiowi.”

„Podczas mojego pobytu zaczęła kiełkować myśl, iż ludy górnego i środkowego Laosu prawdopodobnie są przykładem ludzkości żyjącej w równowadze ze środowiskiem naturalnym. Temat ludzkiej ekologii popadł ostatnimi czasy w niełaskę – choć era taniej ropy ma się ku końcowi – lecz tutaj z pewnością miałem do czynienia ze wspólnotą, która egzystując jako dynamiczna część środowiska, nie niszczyła go. Rzeki były chronione przed zanieczyszczeniem, lasy pozostawały w stanie właściwie nienaruszonym. Choroby, klęski żywiołowe i konflikty o lokalnym zasięgu utrzymywały liczebność populacji w granicach pojemności regionalnego ekosystemu.

A ludzie kochali ziemię. Fred Branfman przeprowadził wywiady z uchodźcami z obszarów bombardowań, opublikowane w książce Voices From the Plain of Jars. Raz po raz powracał w nich ten sam motyw – ci, którzy przetrwali opuścili swój raj i nie mogli doczekać się powrotu. Nikt spośród nich nie chciał żyć w mieście lub zdobyć bogactwa; wszystkim, czego pragnęli była okazja powrotu do swoich pól, wiosek i rodzinnego życia.”

„Nigdy nie spotkałem w Laosie osoby, która zdawała się żywić urazę lub pałać gniewem. Być może był to sposób na pozostanie przy zdrowych zmysłach – świadome odrzucenie negatywnych emocji i rozstanie z bolesną przeszłością. Być może dzięki temu naprawdę uzyskałem wgląd w głęboką wewnętrzną siłę tych ludzi: bezsprzecznie nieocenioną strategię w obliczu tak przytłaczających przeciwności. Oto kolejna: w odróżnieniu od nas, Laotańczycy nie są rozkochani w pracy i oddają się jej w zależności od potrzeb. Rolnicy tradycyjnie uprawiają ryż raz w roku – chociaż możliwe są dwa zbiory nawet bez stosowania nawozów sztucznych – a przez resztę sezonu odpoczywają.”

„Ten ambiwalentny stosunek wobec uczestnictwa w systemie, który obiecuje wiele, a daje mało może okazać się zbawiennym dla tradycyjnych rolników Laosu. Na tym etapie dziejów rasy ludzkiej, kiedy to nowoczesny paradygmat – stawiający wzrost gospodarczy przed naturalnym środowiskiem życia – umiera paskudną śmiercią, samowystarczalny rolnik z Laosu bez wątpienia ma dużą przewagę nad najbardziej oddanym propagatorem permakultury z Zachodu. Integralność kulturowa z pewnością odgrywa tu swoją rolę. W wielu osadach wciąż noszone są tradycyjne stroje, istnieją różne formy sztuki, chociażby haftowania lub batiku, które pomagają zidentyfikować wyjątkowość i indywidualność każdego plemienia i regionu.”

Zaznajamiając się z prezentowanymi przez Jasona opisami różnych plemion, zdołałem odhaczyć wiele istotnych cech wspólnot, które trwają: brak pieniędzy, finansów i ziemi jako własności, odmowa pracy za pensję, nieformalne systemy zarządzania, niepisane kodeksy postępowania, brak sztucznych podziałów między pracą, zabawą i edukacją, i wiele innych.

Te kulturowe cechy pozwoliły tym społecznościom przetrwać i powrócić do rdzennego sposobu egzystowania po amerykańskiej kampanii nalotów dywanowych; ale czy będą w stanie oprzeć się chińskiej agresji gospodarczej? Miejmy nadzieję, że dla ich dobra chiński kolos udusi się własnymi wyziewami i rychło z łoskotem stanie w miejscu.

„Laotańczycy mają dużą przewagę nad swoimi sąsiadami z – powiedzmy – Tajlandii, którzy całkowicie poddali się turbo-kapitalizmowi kilka dekad temu. W Laosie nadal istnieje spory rezerwuar elastyczności; skoro tutejsza ludność wciąż potrafi przetrwać bez klimatyzacji, mrożonej żywności i ośmiopasmowych autostrad zakorkowanych SUV-ami, to może mieć kluczową przewagę nad innymi [społeczeństwami], dla których rzeczy te stały się koniecznością. Zdecydowana większość napływających do Laosu środków inwestycyjnych pochodzi z Chin i nie trudno jest przewidzieć, że tamtejsza gigantyczna bańka kredytowa – szacowana w 2014 roku na 23 biliony dolarów – pęknie z hukiem, przynosząc niewyobrażalną niedolę obywatelom Chin oraz pozostałych azjatyckich ‚tygrysów’. Gdy tak się stanie i nowy wspaniały świat obiecany przez ekonomistów i polityków stanie na głowie, wolałbyś mieszkać na 20. piętrze wieżowca chińskiej metropolii, czy w bambusowej chacie w lasach Laosu?”

„Mieszkańcy Laosu wycierpieli więcej z rąk agresorów niż większość społeczeństw, a jednak udało im się, w przeważającej części, zachować własne sposoby bytowania. Niektórzy ludzie, mieniący się liberałami świata Zachodu, zbulwersowani są ‚zacofanymi’ praktykami najbardziej oddalonych społeczności plemiennych. Lecz jest to tylko [pozbawiony znaczenia] szum; z pewnością najważniejsze jest to, że Laotańczycy potrafili przetrwać w tak burzliwym okresie współczesnej historii. Czy zdołają to uczynić w ciągu najbliższych lat i dekad, pozostaje kwestią dyskusyjną, ale ci spośród nas, którzy poddali się urokowi tej mozaiki łagodnych, ciężko doświadczonych ludów, z bólem serca patrzą, jak przeznaczane są do asymilacji i wrzucane do ziejącej paszczy kapitalizmu XXI wieku. Być może pozostaje nam jedynie obserwować te kultury z szacunkiem, czerpać z tej obserwacji mądrość i żywić nadzieję, że w przyszłości trwać nie przestaną.”

http://cluborlov.blogspot.com/2014/05/resilience-in-face-of-genocide_13.html
Autorzy: Jason Heppenstall, Dmitry Orlov [komentarz]
Tłumaczenie: exignorant
http://exignorant.wordpress.com/2014/05/30/niezlomni-w-obliczu-ludobojstwa/

Advertisements

12 myśli na temat “Niezłomni w obliczu ludobójstwa

    1. Niekoniecznie. Wbrew powszechnie utartej opinii, w XIX-wieku rządy wprowadzały równie wiele regulacji co dzisiaj. Wszyscy są zgodni, iż obecny system zachodni to neoliberalizm. Jest to kapitalizm w swej najgorszej postaci tzn. korporacji i banków wyzyskujących kraje Trzeciego Świata i wzbogacających się na doprowadzaniu do biedy mniejszych państw.. Nie bez powodu tam gdzie się pojawiają, tam też domagają się prywatyzacji, bezcłowego i nieograniczanego niczym handlu, a także małych podatków dla zagranicznych firm.

      1. MFW nawołuje do zwiększania wydatków publicznych, więc są bardziej keynesistami niż klasycznymi zwolennikami kapitalizmu.

        XIX wiek był wiekiem w którym nasza cywilizacja osiągnęła szczyt – czego dowodem jest zasięg wpływów np Imperium Brytyjskiego. Były owszem regulacje, były także i bariery w handlu międzynarodowym, ale na ogół panował wtedy w świecie zachodnim klasyczny kapitalizm. Nawet narkotykami można było spokojnie handlować, chociaż w wiktoriańskiej Anglii i ogólnie w społeczeństwach świata zachodniego nie było społecznego przyzwolenia na ich zażywanie.

        Jeśli chodzi o kraje trzeciego świata – zabrzmię rasistowsko, ale dla mnie one się nigdy nie rozwiną jeśli biały nie zacznie nimi sterować. Wyzyskiwanie ich zasobów to jedna sprawa, kontrola nad nimi to druga. Czarni pozostawieni sami sobie nie są w stanie nic zrobić, niestety. Za to zaserwowali nam dzięki swojemu cywilizowaniu ( według europejskiej lewicy ) śmiertelnie groźną Ebolę.

      2. Ależ nie chodzi mi o Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Choć, może nie do końca… Warto się przypatrzeć w jednym z moich poprzednich artykułów jakie były warunki pożyczki MFW dla Ukrainy. Poza tym polecam książkę profesora Witolda Kieżuna ,,Patologia tranformacji”. Dostrzeże Pan wyraźnie, iż zachodnim korporacjom chodziło o jak najmniej podatków, barier, przepisów i niezależnych rządów.

  1. Moim zdaniem to nie jest kolonizacja, a powiem nawet … uważam, że ponowna prawdziwa kolonizacja Afryki by się przydała. Czarni nie radzą sobie z własnymi problemami i w ogóle się nie rozwijają. Nie jest również dla mnie argumentem to, że biały zatrzymał ich rozwój, bo do czasów kolonizacji mieli czas, naprawdę dużo czasu.

  2. o jej pPanie Pająk . Proszę przyjechać do Sztokholmu . W centru, jest gigantyczny park z ławeczkami, trawnikami , kafejkami. Jak jest ciepło , kilkadziesiąt tysięcy Arabów przychodzi tam i całymi suchymi dniami dyskutują jak filozofowie greccy, rozmawiają, bawią się z dzieciakami , Nie rozumiem jak tumanowaci biali Szwedzi nie potrafią dostrzec zalety życia bez pracy , tylko zapier… by się rozwijać 🙂

    Rozwój , rozwój , wzrost , przyrost, zysk dochód. Kuwa , po co , dla kogo !!! Postęp techniczny jest taki, że do pracy mogliby chodzić tylko ci, co nie potrafią rozmawiać na ławeczce , albo się nudzą I nie byłoby nędzy głodu i smrodu.

    Afrykańczycy istnieją setki tysięcy lat Jeśli biały ich nie utylizuje, będą istnieć.

    Dlaczego życzy im Pan źle. 🙂

    1. Życzę im bardzo dobrze i uważam, że dobrze by było im trochę dopomóc i ich zorganizować. Nie zabijać, nie prześladować, a zorganizować. Broń boże nie tworzyć im azylu w Europie, co skończy się wojną domową w przyszłości.

      1. Panie Pająk, ale jak do tej pory chyba zrobiono w tej kwestii dość. Nie uważa Pan? Owszem, kolonizatorzy zbudowali drogi, szkoły czy szpitale i one w Afryce istnieją po dziś dzień. Tak długo jak Afryki potrzebowaliśmy. Nie wykształcono jednak żadnych elit, niczego nikogo nie nauczono, a narysowano nowe granice linijką na mapie, co spowodowało większość późniejszych wojen, ludobójstw i sporów terytorialnych.

        Ale czy na tym skończyła się nasza ingerencja w Afryce? Zarówno dla USA jak i dla ZSRR był to dopiero początek. Szkolono i finansowano w dojściu do władzy lokalnych watażków. Załamując ręce, kiedy ci zaczynali na obiad jeść swoich własnych ludzi. Wspierano wtedy drugich watażków, opozycję, tworzono rewolucje.

        Upadł ZSRR i Afryka była gotowa przyłączyć się do ,,wolnego” świata. Zaczęto więc wszystko prywatyzować, likwidować podatki i utrudnienia dla zagranicznych korporacji, dostosowano politykę monetarną do standardów światowej lichwy…

        Efektem były kolejne wojny o złoża ropy czy o diamenty – wszystko znowu naszymi rękoma! Zjawili się też miliarderzy-dobroczyńcy, jak np. Pan Bill Gates. Ze swoimi szczepionkami i wątpliwą filantropią.

        Wcześniej jeszcze wydarzyła się tragedia z AIDS, a teraz ebola.

        Owszem, w Afryce przed kolonizacją nie wybudowano i nie stworzono wiele. Może to też efekt złego klimatu, który wymusza ciągłą walkę o przeżycie, a nie budowanie cywilizacji. Tak czy inaczej, nasza ingerencja uczyniła już dość złego. Także rozumiem dobre intencje, ale obawiam się, iż ta pomoc dla Afryki byłaby taka jak zwykle.

  3. Filozofia Neoliberalizmu zawiera w sobie wszystkie Herezje w tym Kapitalizm. Neoliberalizm to Hydra „ekumenizmu” , smok o wielu glowach, czyli wszystkie potwory przeciwko PRAWDZIE w kazdej dziedzinie zycia w tym w dziedzinie Finansow…

    Rozwazanie, czy dzis mamy Kapitalizm z pubktu widzenia filozofii , ktora nam narzucono – nie ma sensu, bo to jasne, ze MAMY W TYM I KAPITALIZM.

    Kapitalizm dzis moze miec rozne dodatki w tym socjalne, w tym moze przemieniac sie w jedna chwile w Komunizm po to by znow byc Kapitalizmem, bo dzis PRAWDA zaleze od SYTUACJI – Prawda Sytuacyjna.

  4. Oczywiście że jest to wina uwarunkowań klimatycznych i tym podobnych. Podobnie cywilizacja Majów nie rozwinęła sztuki wojennej, ponieważ jej członkowie jedyne walki jakie prowadzili, to te w lasach, a tam ciężko rozwinąć sztukę wojenną. Tak więc uwarunkowania to podstawa tej układanki cywilizacyjnej.

    „Zatem zaczęto wszystko prywatyzować, likwidować podatki i utrudnienia dla korporacji zagranicznych, dostosowano politykę monetarną do standardów światowej lichwy…”

    Oczywiście, korporacje widzą w tym zysk, ale ja nie stawiam niekonkurencyjnych, niewykształconych, zacofanych cywilizacyjnie murzynów na równi z białym człowiekiem. Wystarczy popatrzeć jak człowiek biały radził sobie na przestrzeni lat w kapitalizmie amerykańskim – ano tak, że robił zadymy, szerzył przestępczość, nie pracował – większość białych ludzi wręcz odwrotnie – sumiennie pracowała i stała na straży porządku i prawa.

    W dodatku ci murzyni w dużej mierze głosują na lewicowców – tak, tych domagających się rozbudowy sektora publicznego, szczególnie jeśli chodzi o służbę zdrowia i edukację.

    Według mnie celem cywilizacji i narodów składających się na nią powinno być podbijanie świata i zaprowadzanie porządku na swój sposób. To co jest obecnie w Afryce jest nijakie – bieda, zacofanie, islam niszczący chrześcijaństwo. Nie ma już tam naszej kontroli, a jak piszesz sztucznie to rozgraniczono, co doprowadziło do wielu problemów – w tym nijakim stanie upatrzyły sobie szansę wielkie korporacje.

    Jednak błędem jest twierdzenie, że one u siebie – powiedzmy np w USA, chcą niskich podatków, nieskomplikowanego prawa. Wręcz przeciwnie, by utrzymać monopol potrzeba zniszczenia konkurencji która rodzi się już w małych i średnich przedsiębiorstwach. By to stłamsić te korporacje zadają się z rządem, który stosuje wobec nich protekcjonistyczną politykę, pozwala wygrywać sprawy. Dobrze widać to szczególnie z GMO i rolnikami w USA … oczywiście chodzi o Monsanto i tego typu drani, którzy z uczciwą konkurencją nie mają nic wspólnego. USA od dawna nie posiada już uczciwego kapitalizmu który kiedyś posiadało i na nim zbudowało swoją potęgę – obecnie jest tam tylko siatka interesów świata wielkiego biznesu i rządu …

    Kiedy te warunki powinny być dla każdego równe ( bo inaczej jest bezprawie ), to miliardowe fortuny zdają się przekonywać rządy by te były milsze dla tych większych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s