Są w Polsce tematy podejmowane niezwykle rzadko, jak i te, których małe znaczenie ma się nijak do poświęcanego na ich dyskutowanie czasu. Pro-systemowe media mają postawione za główny cel powodowanie i podsycanie w społeczeństwie prymitywnych emocji i przeżyć, których zadaniem jest skutecznie odwracać uwagę od spraw najbardziej istotnych, ale również powodować niechęć do podejmowania jakichkolwiek konstruktywnych działań na rzecz poprawy sytuacji.

 

Ostatnio świadkami tego byliśmy, gdy w Sejmie odrzucono dwa i pół miliona podpisów Polaków domagających się przeprowadzenia referendum w sprawie proponowanej zmiany Konstytucji. Ta zmiana ma na celu wyprzedaż Lasów Państwowych, które są jedyną obecnie tak ogromną wspólną własnością Narodu Polskiego. W tym też tkwi cała istota problemu, gdyż lasy i ziemia nie są własnością tylko i wyłącznie państwa, a wspólnym dobrem wszystkich pokoleń i ich sprzedaż w ręce zagranicznych podmiotów będzie ostateczną zbrodnią depopulacji i wynarodowienia. Mylą się też ci, którzy podają za przykład kraje takie jak Szwecja, gdzie większość lasów pozostaje w rękach prywatnych właścicieli i rzekomo mają się one dobrze, gdyż również tam niepodejmowanym przez większość mediów tematem jest bezprawna wycinka lasów na potrzeby przemysłu drzewnego. Ponad to w całej Skandynawii obowiązuje specyficzne prawo użytku lasów (również prywatnych) przez całość społeczeństwa, a tego typu prawa nie ma i nie będzie go w Polsce.

 

Pro-systemowe media znajdują zatem tematy zastępcze jak matka małej Madzi, apartamenty Władimira Władimirowicza Putina i dlaczego Słupsk jest najbardziej tolerancyjnym miastem w całym kraju, tymczasem władza wyprzedaje połowę ziemi w Zachodnio-Pomorskim w ręce zagranicznych właścicieli, podwyższa podatki płacone przez ogół obywateli, a nie przez nieodprowadzające podatków od dochodów banki, korporacje i hipermarkety, ponad to podwyższa wiek emerytalny, dokonuje skoku na Otwarty Fundusz Emerytalny, przekazuje pieniądze i sprzęt na prowadzenie nietyczących się nas wojen, jak i na masową skalę nas inwigiluje i odbiera resztki wolności obywatelskich. Skoro zatem to co robi ze swoimi czterema literami prezydent Biedroń jest powszechnie komentowane przez większość osób w kraju, a tak istotne rzeczy jak fakt, że wszyscy będą dłużej pracować i nic z racji tego nie dostaną już komentowane nie jest, oczywistym zdaje się też fakt, iż musi być cała masa tematów w ogóle nikogo nieinteresujących i niepodejmowanych, ni to przez polityków, ni to też przez media, a jakże ponad wszystkie istotnych. Jednym z nich jest ochrona środowiska.

 

Ten temat jest szczególnie przemilczany przez środowiska powszechnie pojmowane jako ,,prawicowe” (cokolwiek ma to dzisiaj oznaczać), gdyż został on arogancko przejęty przez środowiska ekologiczne, jak i pseudo-ekologiczne, te natomiast od paru dziesięcioleci są finansowane przez te same fundacje i osoby, co środowiska nowo-lewicowe (również z lewicą nie mające nic wspólnego, czego najlepszym przykładem jest zarówno Sojusz Lewicy Demokratycznej, jak i Twój Ruch), aborcyjne, feministyczne, jak i środowiska LGBT, które od lat w Niemczech, Holandii i Anglii są szczególnie prześwietlane przez wszystkie służby w związku z ogromnymi skandalami korupcyjnymi i pedofilskimi (odsyłam do wyszukiwarek np. ,,Daniel Cohn-Bendit” czy ,,pedofile w Izbie Lordów”). Być może ze względu właśnie na to towarzystwo podejmujące się tematu ochrony środowiska, inni pozostawiają ten temat i udają, iż problemu nie ma. Niestety, ten problem jest i nasila się coraz bardziej, a typowo polska buntownicza natura nie pozwala nawet na wprowadzenie większych kar za zaśmiecanie środowiska, jak i dewastację mienia publicznego. Jako, że jednak ochrona środowiska to temat ogromny, chciałbym zająć się tylko poszczególną jego częścią związaną też z wieloma innymi rzeczami, mianowicie żeglugą śródlądową i porządkowaniem rzek w Polsce.

 

„Ministerstwo Środowiska nie posiada ani fachowców, ani pieniędzy, ani ochoty do zadbania o budowle hydrotechniczne na drogach śródlądowych. Ta struktura nie jest zainteresowana uprawianiem żeglugi – uważa Zbigniew Antonowicz z Rady Interesantów Portu Szczecin.”

 

„Bogusław Liberadzki, europoseł SLD, były minister transportu i gospodarki morskiej: Obserwujemy od lat niską świadomość dotyczącą znaczenia dróg wodnych i żeglugi śródlądowej w Polsce (…) Państwo wycofało się z obowiązku prowadzenia gospodarki rzekami.”

 

Im dłużej zagłębiamy się w ten temat, tym negatywniejsze komentarze możemy odnaleźć. Polityka III Rzeczpospolitej w tej kwestii jest taka sama jak polityka morska, czy polityka przemysłowa: ich po prostu NIE MA! Czy to nie zastanawiające, iż tematy tak ważne nie są powodem zainteresowania prawie żadnego rządu, natomiast wszyscy przebierają tylko nogami, by w końcu wyprzedać Lasy Państwowe?

 

W 1920 roku Polska odzyskała dostęp do morza dzięki negocjatorom Traktatu Wersalskiego, mianowicie: Romanowi Dmowskiemu, Władysławowi Grabskiemu i Ignacemu Paderewskiemu. Niedługo potem generał Józef Haller dokonał zaślubin Polski z morzem, a geniusz gospodarczy, minister Eugeniusz Kwiatkowski, stworzył Gdynię, która stała się Polski oknem na świat. To rozpoczęło zakrojoną na ogromną skalę politykę morską, a polityka żeglugi śródlądowej nie została zignorowana przez autentycznych polskich patriotów, którzy budowali naszą niepodległość. Nad polskimi rzekami, w szczególności nad Odrą, kwitło życie towarzyskie i sportowe. Etablissements, czyli lokale oferujące jedzenie, picie, bilard, kręgle czy sale taneczne, ciągnęły się wzdłuż wody, wraz z przystaniami statków wycieczkowych. Dziś nieliczne stateczki pasażerskie krążą po małych odcinkach niektórych z polskich rzek, brzegi ich są zaniedbane, większość portów i przystani to nikogo nie interesujące już ruiny, a transport wodny to marzenie nielicznej grupki entuzjastów.

 

Mimo tego, iż na górnej Odrze nadal mamy sprawne śluzy, w dodatku mnóstwo małych nabrzeży i portów, jest to potencjał niewykorzystywany. Dlaczego, skoro w całej Europie żegluga śródlądowa przeżywa swój renesans i coraz więcej towarów jest transportowanych drogą rzeczną i morską? Dlaczego, skoro transport rzeką, a nawet koleją, jest znacznie tańszy i bardziej ekologiczny od transportu przepełnionymi drogami? Aby to zrozumieć, należy również wiedzieć skąd u decydentów III Rzeczpospolitej brak zainteresowania rozwojem polskiej przedsiębiorczości, przemysłu i efektywnej infrastruktury, gdyż wszystko to czynią elementy połączone, a powód pozostaje ten sam – i nie jest nim wyłącznie brak dobrych chęci i woli!

 

Należy zaprzestać burzenia portów, przeciwdziałać ich niszczeniu i stworzyć przyjazny klimat dla inwestorów. Należy znacjonalizować to co z dawnej chwały polskiej żeglugi śródlądowej jeszcze pozostało i powołać Urząd Dróg Wodnych w Ministerstwie Infrastruktury, który docelowo mógłby przenieść chociaż kilkanaście procent polskiego transportu na drogi rzeczne. Równie istotna jest ochrona przeciwpowodziowa, zaopatrzenie ludności miast w czystą wodę, jak i dbanie o stan ekologiczny naszych wód. Uporządkowanie polskich rzek mogłoby w ciągu jednego dziesięciolecia realnych inwestycji przynieść ogromną funkcję ochrony przed powodziami pojawiającymi się w naszym kraju cyklicznie, poprawiłoby to warunki dla możliwej odbudowy naszego przemysłu, miałoby też bardzo istotne znaczenie dla ochrony naszego środowiska naturalnego, spełniałoby to funkcje rolnicze, energetyczne, turystyczne, gospodarcze jak i sportowe. Skala zaniedbań jest jednak ogromna: uszkodzenia wałów, zamulenie koryt rzek, zdewastowane porty, nieczynne śluzy, a sieć kanałów melioracyjnych jest ponad to zarośnięta i zasypana. Pytanie tylko kiedy zmądrzejemy na tyle, by zająć się naszymi rzekami i chociaż powrócimy do stanu sprzed wojny, który umożliwiałby nam pokrycie kosztów tych ogromnych inwestycji z zysków, jakie Polsce przyniosłoby rozwinięcie tego rodzaju transportu. Będzie to też pierwszy krok do tego, by Polska ponownie podjęła się polityki morskiej (obecnie ponad 90% towarów na świecie jest transportowanych właśnie drogą morską), jak i polityki przemysłowej, co na dłuższą metę doprowadzić może do zwiększania naszej samowystarczalności, jak i odzyskania realnej niepodległości.

 

Robert Grünholz

Advertisements

6 myśli na temat “Uporządkować rzeki

  1. O przemilczanym przez media głosowaniu nad zmianą Konstytucji przeczytałam u blogerki Futrzak.

    https://futrzak.wordpress.com/2014/12/21/proby-rozkradania-polski-cichcem-kuchennymi-drzwiami/

    Ciekawa jestem, jak zarządzałby polskimi lasami prywatny właściciel. Coś mi się zdaje, że szukałby zysku, zaś ochrona przyrody zeszłaby na dalszy plan.

    O żegludze śródlądowej niezbyt entuzjastycznie wypowiedział się pewien nieznany Ci zapewne bloger:

    http://starszy.blox.pl/2014/04/Zegluga-srodladowa-przebudzenie-upiora.html

    1. Niestety, lecz prywatny właściciel zawsze szuka tylko i wyłącznie jak największego zysku. Dlatego też w grę nie wchodzi oddawanie w ręce prywatnych tych części gospodarki i obrony strategicznej państwa, które wymagają ogromnych nakładów finansowych, zwracają się po bardzo długim okresie czasu albo tych, które zysków nie mają przynosić, a co najwyżej wychodzić na zero.

      Przykładów niemało: Lasy Państwowe, drogi, kolej, elektrownie, huty czy szkoły. Są pewne inwestycje, którymi aby zarządzało się dobrze, wymaga to w głównej mierze zarządzania ze strony silnego państwa. Jak pisałem, lasy w takich krajach jak Szwecja są głównie prywatne i w mediach panuje zmowa milczenia na temat tego, iż tysiące, dziesiątki tysięcy hektarów tychże lasów są wycinane na potrzeby przemysłu drzewnego. Proszę mi wskazać choć jednego kapitalistą, który dba o ochronę przyrody, a swój sponsoring przeznacza na rzeczy potrzebne ludziom i całej cywilizacji (najlepszymi przykładami są multimiliarderzy jak Soros i Gates, którzy w finansowaniu szczepionek, koncernów aborcyjnych i różnych fundacji mają swoje zyski i cele).

      Owszem, ten bloger nie jest mi raczej znany. Przede wszystkim zacznę od tego, iż uporządkowanie rzek w Polsce to większa ochrona przeciwpowodziowa, znacznie lepsze warunki dla naszego przemysłu, energetyki, dla naszego rolnictwa (to również melioracja), ma to też spore znaczenie ekologiczne – właśnie nie po to, by niszczyć ekosystemy, ale by próbować je choć trochę wesprzeć po latach degradacji, ma to też ogromne znaczenie dla turystyki, sportu i rekreacji.

      Lepsze warunki dla żeglugi śródlądowej to jedynie wartość dodatnia i cel ostatni porządkowania rzek w Polsce. Przede wszystkim jednak nie widzę żadnych znaczących argumentów przeciwko opłacalności transportu rzecznego. Całej Europie się to opłaca coraz bardziej, a Niemcy czy Holandia to nie Polska, gdzie dokonuje się jedynie inwestycji nietrafionych, ustawionych i nierentownych.

      W jakiś tajemniczy sposób jak zwykle wszystkim coś musi się opłacać, tylko nie Polsce. A to dlaczego? Czy nasz kraj posiada jakieś tajemniczo szkodliwe bądź niekorzystne warunki dla jakichkolwiek przedsięwzięć? A może Polacy to ciamajdy i nic nie potrafią zrobić? Widząc też, iż bloger wyraził się równie niepochlebnie o kolei, nie mam raczej nic do dodania. O ile na temat ekologiczności tego rodzajów transportu jeszcze możemy się pospierać, to z pewnością te rodzaje transportu są tańsze. Niestety, jest to efekt dogmatów niepokalanego ,,wolnego rynku”, które zakładają, iż nic co robi państwo, nie może być słuszne, ani efektywne. Niestety, rzeczywistość ma się trochę inaczej, a za przykład nie muszą robić planiści-miernoty III Rzeczpospolitej, lecz planiści Korei Południowej, Singapuru albo Szwajcarii. Za dużo odnalazłem na blogu niepotrzebnych ostrych sformułowań, a za mało konkretów.

    1. Czcigodny tie_fighterze,

      Dziękuję za podrzucenie linku. Wynika z niego nie mniej i nie więcej niż tyle, iż polskie rzeki choć potrzebują ręki Państwa (bo raczej nie prywatnego inwestora zainteresowanego budowaniem wałów), to ta ręka nie chce nawet zostać do tego przyłożona. W niektórych dziedzinach nasze Państwo udaje chociaż, że się czymś zajmuje, w tym przypadku jednak nie tworzy się nawet takiego mitu.

      Idealnie w plan zniszczenia polskich wód wpisuje się sprywatyzowanie Lasów Państwowych i sprzedaż ziemi ornej zagranicznym „rolnikom”. Polacy tracą wspólne dobra Narodu, a niektórzy twierdzą jeszcze bezczelnie, iż ziemia nie jest nam potrzebna – przywieziemy ją sobie przecież na taczkach…

      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s