Sezon letni w pełni, a Polacy na walizkach. Dokąd to są oni wszyscy w drodze? Na grecki Akropol, który grecki pozostanie niedługo? Pod piramidy w Kairze, których wyburzeniem grozi największa na świecie sekta? Może planują oni wycieczkę do Turcji, która przekonała się ostatnio, iż w starym przysłowiu „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”, kryje się więcej mądrości niż w połowie ksiąg uczonych wszystkich humanistycznych dziedzin? Naturalnie, ogromna ilość osób wybrała te kierunki na zasłużony urlop. Pojechali oni odpocząć od niekończących się kryzysów, wojen i kampanii wyborczych, które choć są obecne zaraz u progu zagranicznych kurortów, to są one niedostrzegalne z plaż zalanych południowym słońcem. Ale to tylko część z tych osób, które są obecnie na walizkach. Gdzie podziewa się reszta? Uprzywilejowane kasty mają swoje luksusowe kierunki, których lista ciągnie się bez kresu; wszakże choć jeszcze nigdy w historii ludzkości tak mała grupa osób nie posiadała takich bogactw co teraz, to nigdy wcześniej towary i usługi nie były tak tanie jak dzisiaj. Są one zatem dostępne dla wszystkich tych uprzywilejowanych oficerów neokolonii, a nie wymaga się od nich ponadprzeciętnej inteligencji czy innych coraz rzadziej spotykanych dziś cech, lecz nieuczciwości, podłości, chciwości i tego wszystkiego, co w całej historii ludzkości starały się zwalczać wszystkie szczytne ideologie, filozofie i religie. Są oni zatem na walizkach. Niższe kasty, oficerowie, elity. Jadą na wakacje. Ale… chyba o czymś zapominamy? Cóż za nieuchwytna myśl, nieważne zatem, wracajmy do meritum!

 

Mamy zatem taki obraz sytuacji, iż prości mieszkańcy neokolonii po okrągłym roku pracy w nieludzkich warunkach za zarobki godne Drugiego Świata, stać teraz na tydzień lub dwa w tanim zagranicznym hotelu, gdzie podaje się europejskie jedzenie, a ukraińskie kelnerki nalewają kawę z uśmiechem na ustach (w neokolonii rzadko u dostarczycieli usług dostrzegalnym).

 

Uprzywilejowane kasty oficerskie po okrągłym roku dehumanizującej, bezsensownej i nieefektownej pracy, opalają się teraz na Karaibach, a część z nich pozostała w neokolonii kontroluje proces ustawki wyborczej, która ma do władzy wynieść starą jak cały ten system partię czczych obietnic.

 

Partia ta, wedle słów jej nowego rzecznika noszącego na szyi symbol dwunastu starożytnych i równie mitologicznych co Minotaur rodzin, ogłosiła nowy program, nad którym rzekomo pracował od dawna tabun ekspertów. Eksperci ci, pisząc dobitnie, najzwyczajniej w świecie zerżnęli program wyborczy małych partii kanapowych, zarówno tych społeczno-lewicujących jak i skrajnie narodowych (widać to szczególnie po podkreśleniu takich tematów jak żegluga śródlądowa, gospodarka morska czy repolonizacja banków i przemysłu, co do tej pory obchodziło psa z kulawą nogą), a za ten genialny i opracowany w trudzie czoła plan dostali wspaniałe wypłaty z pieniędzy podatników, gdyż w neokolonii podatki płacą tylko niskie i średnie kasty, choć łączny zysk finansowy tych kast nie przekracza zapewne 30% wszystkich pieniędzy, które ktoś w tej neokolonii zarabia. Rozmaite tuzy ekonomii wytłumaczyły jednak mieszkańcom neokolonii, że choć nakładane na nich podatki skutkują już podwyższonymi cenami towarów i usług, to z jakiejś racji jedne towary i usługi (w domyśle – polskie) można opodatkować i liczyć się z zawyżaniem cen, innych z kolei już absolutnie opodatkować nie wolno.

 

Jednak nie samymi walkami kogutów człowiek żyje, tedy też zafundowano neokolonii kolejne igrzyska, które dla odmiany nie mają wywoływać odruchu zaciskania pięści i szczęki, lecz powodować załamywanie ramion i lament nad kolejną częścią społeczeństwa, która poszła na dno z racji swej własnej głupoty, a chodzi tu o zatrutych dopalaczami.

 

W neokolonii zawsze starcza pieniędzy na spłacone pięciokrotnie i bezzasadne odszkodowania, na utrzymywanie rozmaitych pasożytów społecznych, na armię urzędników, na departamenty, izby, ministerstwa, gabinety, ZUSy i NFZy, lecz na służbę zdrowia jako taką, pieniędzy nigdy neokolonia nie posiada. Tłumaczenie to jest szczególnie popularne w okresie zachorowań na grypę, gdy każdy kaszlący i kichający musi koniecznie ustawić się w kolejce do lekarza i ględzić przez pół godziny o szczegółowe badania, z USG włącznie. Okazuje się jednak, że neokolonie stać na długotrwałe i niesamowicie kosztowne doprowadzanie do stanu używalności ludzi, którzy z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowali się zażyć preparaty w oczywisty sposób szkodliwe i skrajnie niebezpieczne.

 

Oczywiście, rząd musi się wykazać skutecznością i ogłosić, że jego zadaniem jest zrobić wszystko, by tego typu sytuacje… (dodajcie sobie, proszę, kolejne parę zdań czystej wody bełkotu wyuczonego od marketingowców). Okazało się jednak, że z dopalaczami nie ma jak walczyć! Chociaż większość osób na ulicy jest w stanie wskazać palcem sklep w którym sprzedaje się dopalacze, to dojście do sprzedawców i producentów tych narkotyków jest dla organów ścigania po prostu niemożliwe. Rzecz jasna, byłoby to bardziej możliwe, gdyby neokolonia posiadała spis wszystkich tych narkotyków, z zawartymi w nich substancjami zapisanymi w kolejności alfabetycznej, gdyż bez tego policja i prokuratura gotowe są uznać, że w tych sklepach nie sprzedaje się dopalaczy, tylko, dajmy na to, sprzęt ogrodniczy.

 

Zaraz pojawiły się głosy, iż skoro policja, prokuratura i sądy są przez opodatkowane niższe kasty neokolonii w służbie obywateli i ich zakichanym obowiązkiem jest nie raz działać w zgodzie z duchem, a nie zawsze do końca z literą prawa (choć w tej specyficznej neokolonii obie sytuacje to czysta fantastyka), to skoro nie poczuwają się one w tym obowiązku, dopalacze należy dopuścić do legalnego obrotu, a wraz z nimi najlepiej i wszystkie inne narkotyki. Oczywiście, moda na palenie marychujany (to celowa literówka) została wprowadzona sztucznie przez kasty uprzywilejowane, a że jest to jedynie moda, o tym najlepiej dla porównania świadczy skala zażywania tego świństwa w różnych krajach Europy. Jednakże jest to moda dosyć trwała i jest jedną z głównych przyczyn dla których niższe kasty niezadowolone z rzeczywistości poszerzyły swoje zainteresowania o narkotyki działające znacznie silniej; tym samym silniej zamazujące paskudną rzeczywistość kraju sezonowego wypełnionego wygłupami Gubernatorii Warszawskiej.

 

Naturalnie, jako pierwszy pojawia się argument Stanów Zjednoczonych, które rzekomo prowadzą walkę z narkotykami i sobie z tym nie radzą. Jaki jest jednak sens porównywania neokolonii nad Wisłą do zdegenerowanego kraju jakim są Stany Zjednoczone, gdzie co trzecia osoba zażywa antydepresanty, połową dzielnic rządzą gangi, a gdy jedne agencje rządowe zwalczają narkotyki, to inne z kolei są ich największymi na świecie producentami i handlarzami? Tego nie pojmuję. Oczywistym zdaje się jednak, że jest to kula w płot. Wszakże istnieją kraje, które z narkotykami radzą sobie świetnie i gdzie co drugi maturzysta nie ma dostępu do żadnych narkotyków, poza klejem używanym na zajęciach plastyki w szkole. Skąd mogą jednak wiedzieć o tym osoby, które widzą różowe słonie, słyszą śpiewające chmury i wierzą w obietnice przedwyborcze partii rzekomo opozycyjnej? Myślę zresztą, że te wszystkie majaki powoduje ta sama substancja.

 

Tak czy inaczej, igrzyska trwają w najlepsze, nad rozsądkiem górują emocję, a może faktycznie już większość coś zażywa (wzorem rozmaitych autorytetów moralnych i wszechwiedzących elit), jednakże dostrzega się w tym wszystkim jeszcze coś… coś, co umyka, jakbyśmy próbowali gołą ręką złapać mgłę. Zaraz… Czyż pewne części neokolonii nie zanikają? Nie chodzi mi tutaj o wyludniające się wsie i miasta, choć po tygodniowej wizycie w Polsce jestem w stanie obiektywnie stwierdzić, że na ulicach widzi się coraz mniej osób, a tych młodych w okresie letnim nie widzi się prawie w ogóle. Nie, chodzi raczej o to, że pewne rejony neokolonii, a w szczególności te będące w szczególnym zainteresowaniu gubernatorstwa, zdają się znikać niczym w fantastycznej serii książek Pawła Kornewa, gdzie z terenów Rosji wyparowały trzy duże miasta. Ziemie Zachodnie i Północne pochłania odrzańska mgła, z kolei na Południu zaczyna się coraz częściej słyszeć egzotyczny i niezrozumiały nad Wisłą język. Karty są już od dawna na stole, trwa kolejne rozdanie. Powiększa się pula do wygrania.

 

Nagle dostrzegamy coś jeszcze! Około połowa z tych, którzy wyjechali z walizkami, już do Polski nie wraca. A gdzie oni są? W pracy, psze państwa. Jako obywatele drugiej kategorii, już nie na swoim. Ale jakoś tak bardziej po ludzku. Niekończąca się rejterada! Jednak te nowe lotniska wcale nie były głupim posunięciem…

 

Robert Grünholz

Reklamy

10 myśli na temat “Polska rejterada

    1. Szanowna Kiro,

      Dziękuję Ci za wizytę na moim blogu. Miałem odpowiedzieć na Twe ostatnie pytania, ale jakoś zabrakło czasu i nie chciałem tego robić publicznie, może zatem przekażę odpowiedzi te na inny sposób?

      Muszę się zgodzić, iż nic nie zapowiada tego, by cokolwiek zmieniło się na lepsze. Nie jest to jednak zaskoczeniem, zważywszy na fakt, jak bezsilne, leniwe i zdegenerowane stało się nasze społeczeństwo, a nikt nie podjął się zadania odwrócenia tego stanu rzeczy. Nas, Polaków, już parę razy uratowano, w dodatku czystym szczęściem, wedle innych, boskim cudem. Nie można jednak wiecznie liczyć na to, że pomoc przyjdzie do nas z góry, a wziąć trzeba sprawy we własne ręce. Poza tym nawet na tą pomoc z góry, myślę, trzeba sobie zasłużyć. Nie ma nagrody za bezczynność.

      Pamiętasz co kiedyś obiecałem na łamach Twojego bloga? Jeśli będzie taka możliwość, obietnicy dopełnię. Bądź starać się będę, aż mnie zabraknie.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Szanowny Robercie, przewyższasz swoją dojrzałością wielu ludzi starszych nawet i o dwa pokolenia, zachowując wszakże młodzieńczą pasję i pragnienie uczynienia świata lepszym. Szacun! 🙂

        Polacy jako masa niewiele dokonają, przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie, podminowując choćby system, jego prawa – mogą bardzo wiele. Wystarczy, że będą się notorycznie migać od podatków, nie przestrzegać prawa, odrzucać tę czy inną filozofię. Ale do oficjalnego buntu potrzeba LIDERÓW. Bez nich – pupa blada.

      2. Czcigodna Kiro,

        Może to nie ja przewyższam nienaturalnie dojrzałością innych, lecz to oni są po prostu niedorośli? 🙂

        Historia świata to historia jednostek i małych grup ludzi, które zmieniają bieg dziejów poprzez umiejętne dostosowywanie ideologii, religii i filozofii do aktualnych potrzeb mas ludzkich. Kiedy dostosowanie ich w danej sytuacji nie jest możliwe, tworzą nowe nurty i doktryny. Ja jednak uważam, że ludzkość weszła w taki etap, w którym nie potrzebuje dłużej rozmaitych -izmów, by precyzować pewne cele i zadania.

        Inną rzeczą jest religia, gdyż wiara jest dyktowana przez biologię i stanowi fundament moralny, a ideologię tworzy znacznie później. Nie potrzeba nam dłużej socjalizmów, komunizmów, liberalizmów i wszystkich tych doktryn, które i tak nie spełniły swych kluczowych zadań, które były w znacznej większości tworzone z myślą o służeniu celom małej części społeczeństwa i których znaczenie jest inne w każdym kraju i społeczeństwie, co skutkuje nawet tym, że podział na prawicę i lewicę traci jakikolwiek sens.

        Wiem, że po części się z tym nie zgodzisz, lecz religia trwająca w swych korzeniach i nie zatracająca pierwotnego kształtu, tworzy pewien ład moralny, który przyjęty przez większą część narodu stanowi podwaliny pod sprawiedliwe prawo, a ono z kolei jest niezbędne do stworzenia i utrzymania prawidłowo funkcjonującego państwa. Najbliższa przyszłość będzie po raz drugi przyszłością narodów, które bez zbędnych barier ideologicznych, w sposób pragmatyczny realizują swoje żywotne potrzeby. Jeśli będą to narody oparte na podkreślanych przeze mnie wartościach, ich pragmatyzm wypełni także etyka, a wtedy unikniemy takich sytuacji jak dziś, gdy to właśnie pragmatyzm pozbawiony etyki, a także ogromna hipokryzja, stanowią fundament polityki zagranicznej Anglosasów dyktujących warunki całemu światu.

        Powrót do roli narodów będzie jednocześnie wejściem w erę społeczeństw wiedzy, gdzie informacja ma realną wartość, a najwyższym celem jest jej gromadzenie, analizowanie i wykorzystywanie w celach naukowych i kulturowych. W tym celu musi jednak runąć mit globalistyczny, gdyż już nawet teraz pomysł ten jest równie nierealny i śmieszny, co twierdzenie, że Związek Sowiecki w roku 1982 chciałby i mógłby wprowadzić realny komunizm. Podobnie globalizm, mimo swych początkowych założeń, miał dość czasu by pokazać swe realne oblicze i jest właściwie przeciwieństwem tego, co miałby w teorii budować.

        Wracając jednak do kwestii Polski, gdyż ta interesuje mnie w tej chwili najbardziej, bo i wejście w nowy etap będzie przebiegać indywidualnie dla każdego społeczeństwa, a ja jako Polak chciałbym, by Polska weszła w to jako pierwsza, po raz pierwszy od dłuższego czasu dyktując pewne warunki, a nie przystosowując się do nich, chcę rozważyć jakie szanse ma obecnie nasze społeczeństwo na dokonanie fundamentalnych zmian politycznych, gospodarczych, kulturalnych i społecznych.

        Słusznie twierdzisz, iż do każdego oficjalnego buntu potrzeba liderów, czy też nawet lidera. Nie ma zatem znaczenia, czy będzie to mózg operacji, czy jedynie symbol, gdyż jest on potrzebny w kraju takim jak nasz, gdzie od dawna panuje kult wodzowski, a w którym także sytuacja doszła do tak tragicznego momentu, że koniecznym zdaje się prowadzenie rządów odmiennych od obowiązującego teraz wzorca, przynajmniej do czasu naprawy podstawowych komórek społecznych i przywrócenia obywatelom świadomości i odpowiedzialności za Państwo. Jest to proces długotrwały, ale nie trwa też wieki, w związku z czym mała grupa osób może go przeprowadzić; od samego początku wspierając takie reformy, które pozwolą w ciągu kolejnych 10-15 lat wprowadzić kompletnie nowy ustrój i zapoczątkować prawdziwą republikę, która nie ma nic wspólnego z obecną Rzeczpospolitą, republikanizmem amerykańskich neo-konów, ani z republikami europejskimi, które w rzeczywistości są jedynie liberalnymi demokracjami. Zboczywszy znowu z meritum tematu, powracam do niego:

        Liderzy nowego społecznego buntu winni spełniać szereg wymogów, jakich nie spełnia obecnie chyba nikt znany nam szerzej. Przede wszystkim muszą to być osoby pojmujące właściwie interes narodowy Polaków, co wyklucza od razu wiele osób wywodzących się z historycznych, aczkolwiek nieaktualnych już, skompromitowanych i ograniczonych intelektualnie ruchów. Muszą być zatem liderami czystymi ideologicznie, nie odwołującymi się do tych rozmaitych -izmów, a rozumiejących, że każdy kraj, każde społeczeństwo i każda grupa społeczna wymaga innej strategii działania i reform na każdej szerokości geograficznej i w każdych uwarunkowaniach geopolitycznych.

        Ich pochodzenie, co zdaje się być oczywistym, winno być polskie, aczkolwiek jest to sposób wyjątkowo zawodny. Wszakże nie można też tego skutecznie sprawdzić i wiele razy wprowadzało nas to w błąd. O wiele większe znaczenie mają ich poglądy na dane tematy. Jak do tej pory każda osoba będąca karierowiczem czy zwyczajnym prowokatorem bądź sabotażystą, wyjawiała się dosyć szybko, a wystarczyło zapytanie jej o kwestie polityki zagranicznej, monetarnej czy historycznej. Tego typu osoby NIGDY nie głoszą poglądów prawdziwie polskich, nawet jako przykrywkę pod ich działalność, gdyż jednocześnie obudziliby pewne ,,demony” w społeczeństwie, a tego obawiają się najbardziej. Także poglądy danej osoby, a przede wszystkim jej czyny, zaświadczą o uczciwości lub jej braku, a nie przodkowie na których nikt z nas nie ma wpływu. Pozostanie to jednak kryterium otwartym, by nie obdarzać obcych zbytnim zaufaniem.

        Liderzy muszą rozpocząć szeroki bunt społeczny, zatem wymagać od nich winniśmy na tyle szerokiej wiedzy, by rozumieli oni równie dobrze potrzeby górników i kolejarzy, co policjantów, lekarzy, nauczycieli, przedsiębiorców, a nawet urzędników. Ich bunt musi się wywodzić z wielu środowisk, zatem wszyscy ludzie w niego zaangażowani winni rozpoczynać swą działalność od organizacji lokalnych np. walczących o zieleń miejską i rozsądną politykę zabudowy, rekonstrukcji historycznych, organizacji patriotyczno-młodzieżowych, do klubów sportowych i stowarzyszeń pamięci. Jest to tym ważniejsze, iż Polacy winni na nowo nauczyć się współpracy, wzajemnego zaufania i siły małych grup oraz społeczności. Pozwoli to budować fundament pod nasze państwo od tych najprostszych do zrealizowania celów, aż nauczymy się chodzić po Tatrach i będziemy zdolni pójść w Alpy.

        Przede wszystkim wykluczyć należy wszelkie szkodliwe pomysły rewolucji, gdyż pożera ona zawsze swe dzieci. Kiedy rewolucja dała ludziom korzyść, wolność i swobodę?! Chyba tylko wypędzenie królów ze starożytnego Rzymu i stworzenie republiki, a także podobne temu i nieliczne wypadki historii dawnej, stanowią jakiś dowód na skuteczność działań rewolucji. Jednakże od trzystu lat rewolucja przynosi jedynie cierpienie i kajdany, a inspirują ją siły ludzkości wrogie. W związku z tym nie można też tworzyć buntu społecznego poprzez trwałe niszczenie tkanek państwa, choćby było ono złe i skorumpowane. Nie pomogą ruiny, ogień i ofiary, a realistyczna i cierpliwa praca od podstaw. To, w czym my, Polacy, mamy najmniej doświadczenia i co sprawia nam największą trudność.

        Pozdrawiam serdecznie

      3. Szanowny Robercie, dopiero co napisałam u Dibeliusa (w odpowiedzi Tie Fighterowi), że nie rewolucja, a bierny opór jest odpowiedzią na atakującą nas lewacką głupotę. Czy wpisuję się w Twoje poglądy – nie wiem. Oficjalnego buntu tak naprawdę nie popierałam chyba nigdy, za leniwa jestem na to, za mało odważna.

      4. Szanowna Kiro,

        Rzecz w tym, że ja nie uważam bym na tego typu sprawy posiadał jedyne i oficjalne poglądy. Uważam, że każdy kraj i każde społeczeństwo wymaga innej polityki, a każda władza wymaga stawiania jej innego oporu. Zależy to od bardzo wielu czynników i należy rozważać wszystkie z nich pod każdym kątem.

        Weźmy za przykład wybory: politycy i celebryci namawiają nas do głosowania, gdyż duża frekwencja oznacza dla władzy przyzwolenie obywateli na czynione przezeń szkody. Mała frekwencja boli ich, aczkolwiek nadal czują się pełnoprawną władzą i bojkot ten sam sobie nie przynosi społeczeństwu nic. Oczywiście, oprócz czystych rąk i nieskalanej moralności, gdyż nie bierze ono udziału w tym przekręcie, oszustwie, czy raczej geszefcie.

        Przyjrzymy się biernemu oporowi jako takiemu. Czy ma to z naszej strony polegać na tym, że usiądziemy na placu, wyrzekniemy się przemocy i będziemy tam siedzieć, aż władza zechce z nami rozmawiać? Czy może mamy władzę ignorować, nie płacić podatków, nie przestrzegać prawa i tym samym popełniać przestępstwa, gdyż nie chcemy by nasze ciężko zarobione pieniądze były wydawane na pensje dla pasożytów, ani jako spłaty wirtualnych długów dla rozmaitych lichwiarzy? W tej sytuacji bojkot nie jest bojkotem, jeśli nie obowiązuje wszystkiego. Wszakże nie możemy wzywać policji ani straży pożarnej, nie możemy korzystać z usług publicznej służby zdrowia, szkolnictwa i sądów. Sprecyzujmy zatem pojęcia, gdyż są one niejasne.

        Uważam, że władza w Polsce udowodniła wielokrotnie, że nie obchodzi ją to, czy obywatele legitymują ją do czegokolwiek, ani czy się jej otwarcie sprzeciwiają, gdyż nie mają dość siły na wzniecenie żadnego realnego buntu. W tej sytuacji należy skupić się na budowaniu struktur nowego Państwa w Państwie. Państwa zdrowego i sprawiedliwego, a zaczynać można to tak jak już pisałem chociażby, czyli od lokalnych społeczności, pomniejszych akcji sąsiedzkich, od spółdzielni, od grup historycznych, od kształcenia młodzieży na własną rękę, od przejmowania najniższych struktur administracji i służb mundurowych. Wymaga to wiedzy, koordynacji i… liderów. Znamy jakichś?

        Pozdrawiam

      5. Wielu ludzi nie płaci podatków, korzystają jednak ze służby zdrowia (ja jestem w KRUSie), wzywają policję czy straż pożarną, po chodnikach też chodzą. Pasożyty? Cóż, innego wyjścia nie ma. Bliższa ciału koszula…

        Nie mam pomysłu na naprawę państwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s