Jak donoszą rozmaite niemieckie media, polskie społeczeństwo oczekuje od nowego rządu Prawa i Sprawiedliwości spełnienia najważniejszych z obietnic wyborczych, czyli obniżenia wieku emerytalnego i przyznania po pięćset złotych na każde dziecko.

 

Świadczy to dogłębnie o tym, iż Polacy w niczym szczególnym nie różnią się od pozostałych Europejczyków i masowo stosują jeden z mechanizmów obronnych w naszym umyśle zwanym powszechnie wyparciem. Polega ono na tym, iż chociaż dopuszczamy do naszej świadomości pewne bolesne myśli, to bagatelizujemy ich znaczenie i wkładamy wiele wysiłku w to, by je przed nami w pewnym stopniu ukrywać. Gdyby nie ten mechanizm, najprawdopodobniej nie moglibyśmy spać nocą, analizując najstraszniejsze ze scenariuszy.

 

Zdołałem dostrzec, iż im bardziej rozwinięta technologiczne jest cywilizacja, tym też na większą skalę zmuszeni jesteśmy korzystać z mechanizmu wyparcia. Kompletnie inną metodę walki z rzeczywistością wybierają prymitywne plemiona i ludzie z mniej rozwiniętych regionów świata. Nie chcąc jednak, by artykuł traktował o moich teoriach z zakresu psychologii, pominę tym razem opisywanie przyczyn tejże obserwacji i przejdę do meritum:

 

Mieszkańcy półkuli północnej żyją obecnie takimi pragnieniami jutra: mniejszy wiek emerytalny, mniej podatków, lepsza opieka zdrowotna, nowoczesna infrastruktura, dobrze płatne miejsca pracy i poczucie bezpieczeństwa. To ostatnie jest najbardziej interesujące, gdyż chociaż pragniemy czuć się bezpiecznie, to jednocześnie nie robimy niczego co mogłoby nam pomóc w zwiększeniu osobistego bezpieczeństwa. Pokładamy zatem nadzieje w instytucjach rządowych, które po macoszemu traktują wszystko z zakresu ochrony obywateli, co wykracza poza kompetencje policji i sądów.

 

Dlatego też choć do pewnego stopnia jest jeszcze zrozumiała, to mimo wszystko naiwna pozostaje wiara w to, że policja i sądy ochronią nas w każdej sytuacji. Kompletnie niezrozumiały jest brak zainteresowania obywateli wszystkim tym, co w znacznie większym stopniu świadczy o naszym poczuciu bezpieczeństwa, niźli kradzieże batoników w sklepiku osiedlowym, bądź też ilość złodziei aut.  Nie interesuje nas zatem wypieranie naturalnej przyrody przez monokultury, szkodliwość wspierania produkcji biopaliw, nielegalne karczowanie lasów na całym świecie, monopolizacja przemysłu spożywczego, masowy wykup ziemi przez przestępcze korporacje, prywatyzacja zasobów wody pitnej, ani oszukiwanie konsumentów odnośnie pochodzenia żywności.

 

Nie miałoby to większego znaczenia jeszcze osiemdziesiąt lat temu, lecz obecnie dochodzimy do punktu najwyższego ryzyka i nie dostrzega się u mieszkańców półkuli północnej niczego, co świadczyłoby o ich zwiększonej świadomości. Mówi się oczywiście wiele o ekologii, lecz prostego człowieka zadowala oszczędzanie prądu w mieszkaniu, jeżdżenie rowerem i dotacje państwowe dla turbin wiatrowych. O niskiej skuteczności tak pojmowanej ekologii, a często nawet o jej szkodliwych skutkach, nie mówi się nic.

 

Argentyna jest obecnie krajem, którego znaczną część terytorium pokrywają uprawy soi należące do korporacji Monsanto. Gdzie okiem nie sięgnąć, tam rośnie soja, a rolnicy zmuszani są do stosowania wysoce szkodliwego (również dla ludzi) roundupu. Ci, którzy sprzeciwiają się polityce Monsanto, są wypędzani z należących do nich ziem i prowadzi się wobec nich prewencyjne aresztowania. Mieszkający w pobliżu upraw soi są wystawiani na opryski szkodliwych herbicydów, czego efektem są nowotwory i deformacje u nowo narodzonych dzieci, a nawet ich śmierć.

 

Genetycznie modyfikowana soja przenika także do Brazylii, Paragwaju, Urugwaju i do Boliwii. Rząd Argentyny nie widzi problemu w tym, iż zniszczono naturalne rolnictwo, a jego miejsce zajmują miliony hektarów należące do jednej korporacji, która dzięki temu dostarcza tanie biopaliwa dla „uświadomionych ekologicznie” Europejczyków i Amerykanów. Rzeż ludzi, zwierząt i roślin nie obchodzi tam nikogo.

 

Niestety, lecz podobna sytuacja ma miejsce w Indonezji, Papui-Nowej Gwinei, Malezji, a także w wielu krajach Afryki i Azji. Miejscowi są zastraszani przez najemników i żołnierzy, a miejsce lasów i dżungli zajmują uprawy Monsanto i podobnych korporacji.

 

Półkula północna żąda jednak genetycznie modyfikowanej soi, kukurydzy i oleju palmowego. Jednocześnie dziwi się, że w tej sytuacji nie będzie można utrzymać najtańszych w historii cen żywności. Rolnicy w krajach obu Ameryk i Europy również nie chcą dostrzegać problemu, czego efektem może i jest tania żywność, lecz pozostanie ona taka na niezbyt długo, a jej cena ma się nijak do jej jakości.

 

Wbrew twierdzeniom organizacji rządowych, niezależnych instytutów i rzekomych ekologów, konsument nie jest jednak świadomy. Dlatego też woli nie być informowany o tym jaki wpływ na jego ciało może mieć obecnie produkowany miód, kukurydza, a smród chemicznego kurczaka zasypuje kilogramem ulepszanych przypraw.

 

Nigdy w historii ludzkości jedzenie nie było tak tanie, a zarazem tak toksyczne. Działalność Monsanto, a także wielu korporacji z sektora spożywczego i przemysłu, pozostaje bezkarna. Nic zatem dziwnego, że nie zadowala ich jedynie uzyskiwanie monopolu na produkcję żywności, a swe zalepione brudem łapska wyciągają także w kierunku wody pitnej. Wody, którą niegdyś kontrolowały jeszcze samorządy, a która dziś dzięki prywatyzacji wodociągów trafia w podejrzane ręce ludzi z Bliskiego Wschodu.

 

Półkula północna sama pozbywa się swej władzy nad ziemią i nad tym, co się na niej uprawia. Ma to o tyle istotne znaczenie, że bezlitośnie wytrzebiono wiele gatunków ryb, zatem nie będą one mogły stanowić alternatywy dla genetycznie modyfikowanych warzyw i mięsa. W dodatku pod pozorem szeroko pojmowanej ekologii, rządy wielu państw i instytucje międzynarodowe wspierają proces produkcji i pozyskiwania energii, która w ostatecznym rozrachunku szkodzi przyrodzie najbardziej z wszystkich alternatywnych źródeł.

 

Mimo wszystko przeciętny Europejczyk i Amerykanin jest zadowolony. Na jego produkcie spożywczym ze sklepu nie jest napisane, że coś było poddawane genetycznym manipulacjom. Mięso dzięki rozmaitym przyprawom nie śmierdzi chemią. Norweskie łososie są ładnie zabarwione na różowo. Miód smakuje jak dawniej, choć nie jest już miodem. Nikogo nie obchodzą rolnicy z Malezji czy Argentyny. Nikt nie przejmuje się lasami w Brazylii, na Sumatrze i w Borneo. Co prawda niektóre gatunki zwierząt wymierają, lecz bogaty mieszkaniec półkuli północnej przekaże darowiznę dla organizacji, która wystawia zielone certyfikaty Monsanto, DuPont i Shellowi. Oczywiście nie za darmo, a w zamian za hojne dofinansowanie z Goldman Sachs i z JPMorgan.

 

Co warto odnotować na marginesie, od wielu lat ma miejsce proceder wywozu elektronicznych śmierci z Europy do Chin, Ghany i Nigerii. Na miejscu śmieci te są składowane w skandalicznych warunkach, a miejscowi biedacy przetapiają je i przerabiają w ten sposób, by wyglądały one na nowe. Te elektroniczne komponenty wystawione miesiącami na deszcz i rozmaite chemikalia trafiają potem z powrotem do naszych telefonów i komputerów. Europa obudzi się jednak dopiero wtedy, gdy trafią one do samolotów, pociągów i elektrowni atomowych. Jedynie ogromna tragedia może sprawić, że lobbyści z Brukseli zainteresują się tym przestępstwem na skalę światową. A może i nie?

 

Możemy zatem być dalej truci w jedzeniu, piciu i z powietrza. Będzie powoli kończyć się ziemia przeznaczona na hodowle zwierząt, a ceny toksycznej żywności wzrosną. Rolnicy będą uprawiać ziemię dla Monsanto i odprowadzą większość zysku w zamian za dostęp do opatentowanych nasion i pestycydów. Nikt nie będzie kontrolować procederu oczyszczania wody i w efekcie nie wiemy co trafi do plastikowych butelek, ani do naszych kranów. Być może będzie miało nawet miejsce globalne ocieplenie, skoro pozwoli się na wycinkę 80% lasów na całym świecie. Będzie to nawet wina człowieka, a Al Gore dostanie kolejnego Nobla za nowy wielomiliardowy przekręt handlu powietrzem. Nie będziemy zdawać sobie sprawy z tego, że stary komponent w naszym rzekomo nowym telefonie może lada chwila wybuchnąć i w efekcie wyrzucimy w błoto wiele tysięcy. Zapomnimy o smaku ryb i o widoku zieleni. ONZ zapewni nas, że dzięki genetycznie modyfikowanej żywności zlikwidujemy głód i ubóstwo. Oczywiście, chemia także wypełnia żołądek. W tym samym czasie będziemy rozprawiać o tym czy imigranci są, czy nie są zagrożeniem dla naszego kontynentu. Tak jakby w tej sytuacji było to faktycznie najważniejsze.

 

Zgoda na toksyczną modyfikowaną genetycznie żywność jest także zgodą na dalszy proces, jakim będzie transhumanizm. O ile wszystko pójdzie po myśli ogromnych korporacji, miliarderów i rządów, ludzkość pozostanie przekonana, że to wszystko w celu walki z ociepleniem, głodem, przeludnieniem i biedą. Pozostajemy ślepi na największy szwindel, oszustwo i geszeft w dziejach naszej planety.

 

Pierwsza kobieta zmieniła już swe geny. Kto teraz wchodzi do transkolejki?

 

Robert Grünholz

Reklamy

5 myśli na temat “O tym czego pragniemy i co nas czeka

  1. Witam lubię czytać Pana komentarze w gajówce jak i artykuły na Pańskim blogu więc pragnę zwrócić uwagę na jeden w mojej ocenie błędny akapit.
    Mianowice chodzi mi o część mówiącą o elektrozłomie wywożonym do utylizacji do Chin,Indii lub krajów Afryki. Nie nie następuje tam proces odnawiania/refubrished części ponieważ jest to ekonomicznie bezsensowne (koszty produkcji nowych czesci elektronicznych są śmieszne to marże robią różnicę) tam zwyczajnie odbywa się szkodliwy dla środowiska i dla pracowników proces recyklingu tychże odpadów o rzędy wielkości tańszy niż w Europie więc opłacalnym jest wywozić śmieci tam niż przetwarzać je tutaj.

    1. Witam i dziękuję za odwiedziny 🙂

      Jest to o tyle dziwne, że słyszałem wypowiedzi miejscowych, którzy zapewniali, iż chociaż 90% śmieci zostaje na miejscu, to pozostałą część zabiera się niedaleko, by w bardzo prymitywnych i szkodliwych procesach odnawiać komponenty. Nie mogę tego jednak w pełni potwierdzić poza doniesieniem z Francji, gdzie jeden pociąg miał wypadek właśnie ze względu na zainstalowanie w nim starego, a rzekomo nowego czujnika.

      Być może ma Pan jednak rację. Mimo wszystko wywóz elektronicznych śmieci poza granice jakiegokolwiek kraju jest nielegalny, a składowanie tysięcy ton kontenerów w Trzecim Świecie, by Europa i Ameryka nie ponosiła kosztów recyklingu, to poważny problem. Nikt jednak za taką ustawę nie zapłaci, więc Brukseli ten fakt nie zajmuje.

      Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s