Tytuł może dziwić, a nawet oburzać. Jak to: do lamusa? Przecież od wielu miesięcy wszystkie media trąbią o tym, że niskie ceny ropy druzgoczą stan finansów niejednego państwa. W związku z tym na rynkach finansowych przez pewien okres czasu panowała ogromna panika! Można by rzecz, że standardowo. Wszakże spekulanci znani są z tego, że miast kierować się zdrowym rozsądkiem, wolą ulegać plotkom i panice.

 

Twierdzę, że jest to kompletnie bez znaczenia. To zależy też od perspektywy, bo niewątpliwie ma to znaczenie dla Rosji, Arabii Saudyjskiej, Nigerii, Iranu czy Wenezueli. Póki co. Jak długo? Tak długo, ile czasu trzeba na przekierunkowanie gospodarki każdego kraju. Może to potrwać parę lat, a może także potrwać lat kilkanaście lub kilkadziesiąt, w zależności od inteligencji polityków i skali korupcji w danym kraju. Co stawia światowe potęgi wydobycia ropy w niezbyt korzystnej sytuacji.

 

Ciężko jest powziąć tę trudną decyzję, jaką jest oparcie finansów państwa na czymś innym, niźli tylko eksport surowców. To zawsze działa, ale nigdy na dłuższą metę. Na rynek wchodzą nowi gracze, łatwo jest manipulować cenami, powodować kryzysy, a także znajdywać środki zastępcze. Szczególnie, że nauka nie tkwi w miejscu i cały czas zmieniają się perspektywy w zakresie wydobycia metali lub pozyskiwania elektryczności.

 

Dlaczego jednak mieliby to robić? O ile złoża ropy mogą się wkrótce skończyć w Zatoce Perskiej, to przecież takie kraje jak Rosja mają jej cały czas sporo. Nawet jeśli spada jej cena, to wystarczy zwiększyć wydobycie i pomyśleć nad tym, by było ono jeszcze bardziej efektywne. Czemu ktoś miałby nie korzystać z ogromnych złóż i przejmować się spekulacjami kierowanymi z Frankfurtu nad Menem, City i Wall Street? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle banalna: ponieważ ropa i gaz już wkrótce nie będą naszym największym zmartwieniem.

 

Obie te rzeczy można już dziś choćby częściowo zastąpić, co niestety jest nie w smak Stanom Zjednoczonym i to głównie one hamują jakikolwiek progres w tym kierunku. Żaden kandydat na prezydenta nie sprzeciwi się koncernom naftowym i przemysłowcom, przez co cały świat tkwi nadal w tym błędnym kole wydobycia surowców coraz mniej nam potrzebnych.

 

Nie zamierzam tutaj przedstawiać zastępstwa dla ropy i gazu. Każdy mający w tym temacie mgliste pojęcie wie przecież, że już teraz istnieją tanie alternatywy, a będzie ich z czasem jeszcze więcej. Nie, chcę skupić się na tym, o co będą już wkrótce toczyć się wojny. Zapomnijcie o polach naftowych! To było dobre w dwudziestym wieku. Dwudziesty pierwszy wiek będzie jedną wielką wojną o zasoby metali ziem rzadkich i wody pitnej.

 

Czy ktoś, podobnie jak i ja wcześniej, zastanawiał się dlaczego Brazylia jest częścią BRICS? Jest to przecież kraj stosunkowo biedny i skorumpowany, dla którego wzrost gospodarczy jest już jedynie przeszłością. Odpowiedzią na to pytanie jest woda pitna. Jej przeogromne zasoby. Nie mniej ważne, niż węgiel (konieczny do produkcji grafenu), uran czy złoto, również tam dostępne. Co nabiera znacznie nowego znaczenia w momencie, gdy Rosja i Chiny skupują ogromne ilości złota i metali ziem rzadkich, a także starają się o koncesje na ich wydobycie w całej Afryce. Jak w tym momencie wygląda także rosyjski projekt stworzenia kanału w Nikaragui, na wzór tego w Panamie?

 

Nie bez powodu Indie i Chiny są zmuszone do ograniczania populacji. Oba te kraje mają ogromne zasoby wody, które mogą się jednak skończyć, gdy liczba ludności drastycznie wzrośnie. Nie mniejsze zasoby wody posiadają także kraje byłego ZSRR, stąd też wysiłki Rosji w tym, by jak najwięcej z nich wstępowało do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, Wspólnoty Niepodległych Państw i Szanghajskiej Organizacji Współpracy. W ich kręgu zainteresowania są w szczególności Armenia, Kazachstan, Kirgistan, Białoruś, Uzbekistan i Tadżykistan. W tym samym kierunku tęsknie spoglądają Mongolia, Iran i Pakistan.

 

Odwrotnie ma się rzecz po drugiej stronie barykady. Takie kraje jak Niemcy, Włochy, Wielka Brytania i Polska już teraz zmagają się z niedostatkiem wody, a ten problem z każdym rokiem będzie się tylko pogłębiać. Co więcej, nieodpowiedzialna polityka Stanów Zjednoczonych w Afryce, która polegała na wszczynaniu wojen domowych i zamachów stanu na całym kontynencie spowodowała, że są one szczerze znienawidzone przez większość czarnoskórych ludów, a jest to idealne pole dla Rosji, Chin i Indii, które są już na miejscu, by wydobywać wszystko co cenne, a także by budować lotniska, drogi, koleje, elektrownie i tamy. Jeśli ktoś jest zainteresowany skalą ich działalności i zechce się w tym temacie dokształcić, to z całą pewnością porazi go skala, z jaką główne kraje rozgrywające BRICS kolonizują już teraz Afrykę.

 

To właśnie walka o surowce Afryki (w tym także o spore zasoby wody takich krajów jak np. Kongo) będzie pierwszym elementem wojny o surowce XXI wieku. Nie mniej istotna będzie Azja i Ameryka Południowa, również doświadczona przez amerykańską politykę zagraniczną, polegającą na bombardowaniu każdego, kto nie zgadza się na plantacje koki pod czujnym okiem CIA, a także na wydobycie ropy za zerową prowizją dla miejscowych władz.

 

Póki co, BRICS wygrywa tę rundę. Każdy kraj członkowski zmaga się z kryzysem gospodarczym, korupcją i przestępczością, lecz nie przeszkadza to im w skupywaniu ogromnych ilości złota i metali ziem rzadkich. Nie przeszkadza to także w podpisywaniu wysoce atrakcyjnych umów na całym świecie. Rządzić będzie ten, kto będzie posiadać wodę pitną i surowce konieczne do produkcji wszystkich nowoczesnych urządzeń np. komórek i komputerów. Chiny dobrze dobierają w tym celu sojuszników.

 

Spodziewam się, że jeśli ,,nasza” strona barykady nie przedsięwzięcie nic w najbliższym czasie, to już wkrótce będziemy prosić kraje BRICS nie o ropę i gaz, a o wodę, uran, grafen, lutet, itr i skand. O ile starczy im rozumu, to nie oprą się na wydobyciu i eksporcie surowców z Afryki. W przeciwnym wypadku, czekać nas będzie wielofazowa wojna i niejasnym jest, kto ją tak właściwie wygra. A także jakim kosztem tego dokona.

 

Już teraz narasta konflikt w Górskim Karabachu. Chrześcijańska Armenia jest wspierana przez Rosję, lecz może się ugiąć pod naporem sił muzułmańskiego Azerbejdżanu i Turcji, której marzy się dokonanie kolejnej (i może nawet ostatecznej) fazy ludobójstwa na Ormianach. Jest ono nadal tematem tabu – zupełnie jak niegdyś masakra Polaków na Wołyniu. Turcy od dawna wspierają międzynarodowy terroryzm, a przy okazji wojny w Syrii ujrzeliśmy, że ten kraj członkowski NATO nie przejmuje się żadnymi prawami międzynarodowymi, co udowodnił spaleniem żywcem ponad setki kurdyjskich cywilów.

 

Turcji nie wystarcza już mordowanie Kurdów, gdyż przypomnieli sobie o niedokończonych rachunkach z Ormianami. Prezydent Erdogan dostał od NATO i UE zielony sygnał do robienia wszystkiego tego, za co innych przywódców stawia się przed międzynarodowymi trybunałami. Przy okazji na miejscu jest masa surowców – od ropy i gazu, po wodę pitną i węgiel. Jedna z większych armii NATO jest już przygotowana na dokonanie kolejnych masowych zbrodni i na wszczęcie nowej awantury z Rosją w tle.

 

Jest to dobra okazja, by zastanowić się kim są właściwie ci nasi sojusznicy. Bo nie widzę powodu płacić haraczu jednemu mafiozie, by mieć spokój ze strony innego. Szczególnie, że wielu Polaków obawia się muzułmańskich terrorystów, a tak się składa, że nasi wrogowie z nimi walczą, gdy tymczasem nasi sojusznicy często ich finansują i szkolą. Taka hipokryzja i podwójne standardy są normą dla Anglosasów, lecz czy muszą być one normą i dla nas?

 

Robert Grünholz

Advertisements

15 myśli na temat “Ropa przechodzi do lamusa

  1. Czcigodny Robercie
    Metale ziem rzadkich i woda nie zastąpią paliw, nawet po wyparciu technologii zbyt rozrzutnych energetycznie. Polska jest w tej szczęśliwej sytucji, że ma duże złoża węgla kamiennego i spore brunatnego. Który przez komunistycznych debili był traktowany jak ubogi krewny kamiennego i spalany w elektrowniach, a ten radosny proceder trwa do dzisiaj. Tymczasem zamiast cały spalać, warto przedtem wydobyć z niego zawarte tam w znaczącej ilości węglowodory. Prace takie były swego czasu prowadzone w jednym z polskich instytutów przemysłowych, wyniki okazały się zachęcające, więc czerwone świnie czym prędzej to udupiły, bo działo to się jeszcze za Jaruzela. Gwoli sprawiedliwości, trzeba dodać, że po kancie tzw. okrągłego stołu, wznowienie programu nie przeszło. Bowiem jakakolwiek choćby częściowa polska autonomia w zakresie paliw płynnych była nie na rękę również nowym rabinom i ich pachołkom z UD/ROAD/UW.
    Na rynku jest teraz dużo węgla z RPA z tamtejszych kopalni ODKRYWKOWYCH. Więc z definicji znacznie tańszego, niż wydobywany kilkaset metrów pod ziemią. Ale prawdziwy skarb odkryli Chińczycy. Są to znajdujące się płyciutko pod ziemią gigantyczne złoża antracytu, czyli najszlachetniejszej odmiany węgla kamiennego.
    Więc nie umniejszając znaczenia wody pitnej i metali ziem rzadkich, nie kładźmy jeszcze do grobu ropy, węgla czy uranu. Bo tzw. energia odnawialna wystarczyłaby, gdyby liczba ludzi w państwach rozwiniętych, a więc i zapotrzebowanie na energię, zmalały ze dwadzieścia razy. A na to się szybko nie zanosi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Metale ziem rzadkich i woda nie zastąpią paliw, lecz ich brak może stać się bardzo palącym problemem. O ile to pierwsze mamy na terytorium swojego kraju, a zawsze też można odkupić potrzebne metale od Chińczyków, o tyle też z wodą pitną (a także wodą w ogóle) jest mały problem, a władza ani myśli budować zbiorniki. Zresztą, nie spodziewałbym się po niej tego.

      Podobnie jest z węglem – zero pomyślunku i innowacyjności. Nie można tego od władzy nawet wymagać, bo świadczyłoby to co najwyżej o naszej naiwności. Pocieszające jest chociaż to, że Polska jest zdolna do względnej samowystarczalności energetycznej.

      O ile węgiel pozostanie zatem istotny (choćby ze względu na grafen), o tyle też ropę można powoli zastąpić. Uran to zupełnie inny temat.

      Co myślisz na temat energii geotermalnej? Polska ma do tego całkiem niezłe warunki.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Czcigodny Robercie
        Energia geotermalna nigdzie na świecie nie jest głównym źródłem energii. Nawet w Islandii, gdzie wrząca woda sama tryska z gejzerów, pokrywa 26% zapotrzebowania na energię. Na liście liderów masz jeszcze Filipiny (24%), Nową Zelandię (15%) i Indonezję (6%), w pozostałych krajach to marginalna pozycja w bilansie. Polska ma niezłe warunki naturalne, ale eksploatacja tej energii to zabawa dla naprawdę bogatych, bo koszty inwestycyjne są wielkie. I lokalizacja rejonów georermalnych nie jest stała, jak w przypadku kopalin, złoża z wolna migrują i mogą „uciec”. Nic nie wskazuje na to, aby udział tej energii w ogólnym bilansie Polski zbliżył się do 10%.
        Biopaliwa (głównie estry metylowe kwasów tłuszczowych, zwane biodizlem ) to oczywiste oszustwo małp włażących na kominy i przykuwających się do drzew. Austriacy obsiali duże połacie kraju rzepakiem. Ale jak policzyli, w przypadku jakiejś wielkiej zawieruchy na rynku paliw, te biopaliwa starczą jedynie dla karetek pogotowia i strażaków, a jak dobrze pódzie, to i dla policji. O pokryciu potrzeb transportu żywności, że o elementarnej komunikacji nie wspomnę, mowy nie ma.
        A poza tym, oprócz oleju rzepakowego, do wytwarzania „biodizla” konieczny jest metanol. Którego produkcja została w Polsce przez rządy zdrady narodowej ZLIKWIDOWANA. Tego surowca wielu syntez produkujemy obecnie około tysiąca ton rocznie, głównie jest to metanol usuwany w zakładach spirytusowych z etanolu spożywczego. A metanol importuje się z Białorusi. Więc skończmy z kretyńską modą na pouczanie Łukaszenki o demokracji, bo ten polityk, tyle lat utrzymujący niezależność swojego kraju, ma wspólne interesy z Polską. Ostatnia wizyta Waszczykowskiego w Mińsku to chyba jedyny jego sensowny ruch.
        Pozdrawiam serdecznie.

      2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

        Przepraszam za dużą zwłokę w odpowiedzi.

        Masz rację pisząc, że energia geotermalna nigdzie nie jest głównym źródłem pozyskiwania energii. Mimo to uważam, że może być całkiem niezłym zastępstwem dla tych paru procent zapotrzebowania. Inwestycja jest droga, lecz myślę, że może się zwrócić przyszłym pokoleniom. Ryzyko istnieje, szczególnie finansowe, lecz czy jest ono mniejsze, niż np. w przypadku korzystania z energii jądrowej albo słonecznej?

        Dziękuję za interesujące informacje, gdyż nie wiedziałem o tym, że nie produkujemy już metanolu na terenie Polski. W tej sytuacji (i nie tylko w tej zresztą) Łukaszenko okazuje się być politykiem może nie najskuteczniejszym, lecz niewątpliwie uczciwym. Zainteresowanym losem swojego kraju i Narodu, a nie jedynie… kasty uprzywilejowanej.

        Pozdrawiam serdecznie

  2. Niby co ja zastapi? ,…

    Dzisiejsza cena ropy jest efektem cichej wojny miedzy OPEC/Saudow z amerykansko/canadyjskim przemyslem naftowym ktora ma doprowadzic do nieoplacalnosci wydobycia ($50 za barylke) ropy lupkowej w Ameryce ktory zagraza monopolowi Saudow ,…

    Ropy jest duzo razy wiecej niz w ’70 tych, niz mozemy zuzyc i prawde mowiac nie widac dna ,…

    Se mysle kiedy Iran odnowi infrastrukture exportu gazu i zacznie sprzedawac ceny ropy poleca w dol.

    .

  3. Ropa, gaz, wegiel to anarchizmy. Pierwszy etap zabezpieczenia Ziemi z energie to opanowanie energii slonecznej a drugi to synteza wodoru w hel ( czyli energia typu slonecznego tylko na mala skale)
    Kwadrat Sahary 250x250km otrzymuje od Slonca tyle energii ile cala Ludzkosc uzywa. Pustynie, takie jak Sahara sa rozlozone dookola równika wystarzczajaco regularnie aby Cala Ludzkosci mogla z tej energii korzystac. Trzeba tylko chciec tym sie zalac
    pozdr.

  4. Ważny, szeroki, ciekawy i przyszłościowy temat.

    Dorzucę kilka uwag :
    1) obrona petrodolara to jest obrona pasożytniczej hegemonii Usrahella;
    2) cena ropy to efekt m.in. nadpodaży, bo geoinżynieryjna tektonika wzmogła przesączanie „deep oil”;
    3) ropa jest też potrzebna i będzie do produkcji chemikaliów;
    4) do celów opałowych ropę wypiera gaz jako czystszy i łatwiejszy;
    5) łupkarze zostali chyba odstawieni od koryta wobec zbyt toksycznego efektu na zasoby wody;
    6) geotermia i fotovoltaika po opanowaniu lepszych technologii mają szanse na rozwój;
    7) wobec kosztów likwidacji bilans wykorzystania energii nuklearnej wbrew pozorom jest ujemny;
    8) siłownie jądrowe to często plutonownie dla wojska i experymenty bez wiedzy jak je zakończyć;
    9) VW po wpadce dieselgate chce uciec w napędy elektryczne – także startują wyścigi F-EL;
    10) odwrót od paliw płynnych w transporcie wymusi rozwój metod pozyskiwania en. elektrycznej.

    1. Peryskopie, jest juz przynajmniej 5 zaawansowancyh projektów syntezy wodoru ( deuteru jesli sie nie myle, bo potrzeba extra neutronów ) w hel, co da w przyszlosci, energie nieograniczona – 1g H to 10000 czy wiecje wagonów z weglem.

  5. Maćko – to i ja słyszałem.
    Tylko nie widziałem.

    Czy chodzi tylko o dopracowanie technologii, skutki uboczne, sprawność, czy o przyzwolenie „góry” ?

    To ostatnie służy bodaj jako przykryfka dla wszystkich wcześniejszych.

    1. Yeuropa wladowala w ITER pare miliardów euro… ktos musial to podpisac a takie sumy sa w rekach duzych szyszek. Pewno nie wszyscy sa w NWO. W Kaliforni zainwestowaly universytety i prywaciarze. Zabawny system, Robia microgram helu z wodoru w kazdej ekspolzji a wytworzone cieplo uzywaja do grzania pary wodnej, po staremu. Tanio i nieglupio. Poza energia wydziela sie hel – nieszkodliwy i przydatny, co na pewno wiesz. Tyle ze malo. Nie ma promieniowania, izotopów, mutacji czy radiacji… czysto i schludnie, choc 100000000°C zawsze pociaga za soba pewne rzyzko. Mozna sie oparzyc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s