Po obejrzeniu polskiego dokumentu pdt. ,,Ucieczka z piekła”, jestem już całkowicie pewien, że niemiecki urząd ds. młodzieży (Jugendamt) stał się godnym naśladowcą Hitlerjugend. Piszę to z pełną odpowiedzialnością i mam dowody na poparcie tej tezy. Nie musiałem ich nawet daleko szukać; wystarczył jeden dokument polskiej produkcji i kilka artykułów prasowych, aby rozwiać wszelkie dotychczasowe wątpliwości.

Jugendamt jest instytucją nieposiadającą centralnego środka i pozbawioną jakiegokolwiek wydziału kontrolującego pracę lokalnych oddziałów. Jeszcze od czasów nazistowskich posiada nieograniczone możliwości i żaden niemiecki polityk nie jest zainteresowany ich ograniczeniem. Skutkuje to tym, że Jugendamt pozostaje państwem w państwie i wykorzystuje ten przywilej, by zarabiać ogromne ilości pieniędzy na handlu żywym towarem.

Instytucja ta, już po bezprawnym odebraniu dzieci biologicznej rodzinie, przekazuje je do ośrodków zarządzanych przez prywatne spółki, ściśle powiązane z dyrekcją Jugendamtu. Już sam ten fakt pozwala zrozumieć, że chodzi o ogromny nepotyzm i korupcję, a w żadnym razie o dobro ludzi.

To właśnie biologiczni rodzice są zmuszani do utrzymywania dzieci w przytułkach. Rachunki opiewają niejednokrotnie na ogromne sumy pieniędzy, a Jugendamt wykorzystuje ten fakt, by przekazywać dzieci do rodzin zastępczych w biedniejszych krajach (w tym także w Polsce). Dzięki temu rodzina zastępcza może np. otrzymywać 500 euro, a 4500 euro (przypominam: wyciągnięte siłą od rodziny biologicznej) trafia w ręce urzędnika, który dziecko porwał i przekazał rodzicom zastępczym. Nie dziwi zatem fakt, że nie brakuje osób chętnych do tak zbrodniczego procederu.

W jaki sposób jednak odbiera się dzieci biologicznym rodzicom? Wystarczy, że rodzic nakrzyczy na dziecko lub da mu klapsa. Czym różni się to od procederu instytucji skandynawskich? Tym, że Jugendamt nie potrzebuje dowodów, gdyż porywa dzieci BEZ DECYZJI SĄDÓW. Byli urzędnicy przyznają niechętnie, że w związku z tym nie ma nawet potrzeby fabrykowania dowodów. Bo po co?

Jugendamt może stwierdzić, że rodzic jest alkoholikiem, narkomanem lub, że jest psychicznie chory, a to wystarczy, by odebrać mu wszystkie jego dzieci. Jakiekolwiek badania czy testy nie są tutaj potrzebne. Nie w Niemczech, nie w centrum Europy.

Dzieci po trafieniu do przytułków i rodzin zastępczych, są często traktowane okrutnie. Chodzą brudne i głodne, o czym donoszą rodzice biologiczni, gdy już cudem uda im się ich własne dzieci zobaczyć. To nie Polska, że bieda i brud może być powodem do odebrania dziecka rodzinie; w Niemczech dziecko może być czyste i zadbane, a po odebraniu go rodzicom, trafia w zupełnie nieodpowiednie ręce.

Nie tak dawno jednej z Polek udało się porwać dwie córki i wywieźć je do Polski. Pomimo tego, że żadna z nich nie miała skończonych nawet dziesięciu lat, w Polsce ustalono, że były one molestowane seksualnie w ośrodku Jugendamtu. Prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie, choć nic z tego nie będzie. Polska nie ukarze instytucji, która pozostaje bezkarna w swoim własnym kraju.

W dokumencie podano także przypadek pewnej Niemki, która postanowiła uciec do Polski wraz ze swoją matką i córką. Niestety, lecz urzędnicy Jugendamtu dopadli ją w asyście polskiej policji i trafiła do więzienia, a jej córkę oddano w łapy handlarzom dzieci.

Matka ta zapewne już nigdy nie zobaczy swojej córki. Jugendamt robi wszystko, by odcinać dzieci od ich korzeni i żeby zapomniały one kim są ich prawdziwi rodzice. Wywozi je z daleka od rodzinnych miast i poddaje systematycznemu praniu mózgu.

Potwierdza to Polka, której historię opisałem w sporym skrócie powyżej. Jeszcze przed porwaniem, udało jej się kilkukrotnie spotkać z córkami w asyście urzędnika Jugendamtu. Jak każdemu, jej także zabroniono porozumiewać się z córkami w języku ojczystym. Ponad to jej córki były na silnych lekach psychotropowych i nie poznawały swojej własnej matki.

Jak zatem wygląda typowa historia rodziny, której odebrał dzieci Jugendamt?

1. Zacząć może się od tego, że dziecko ma problemy z nauką. W związku z tym urzędnik nachodzi każdego dnia rodzinę i bezczelnie wysuwa propozycję dobrowolnego oddania dziecka, a nawet rozwodu rodziców, bo w jego opinii tak byłoby dla dziecka lepiej. Robi to do czasu, aż podenerwowany rodzic wyrzuca go z posesji, co kończy się dla niego tragicznie – zostaje oskarżony o bycie chorym psychicznie narkomanem. Urzędnik przekonuje też dziecko, że jeśli opowie mu, iż rodzice go biją (nawet jeśli to nieprawda), wtedy cały ten koszmar się skończy. Tak czy inaczej, Jugendamt stawia na swoim i siłą odbiera dziecko rodzicom. Nie potrzebuje do tego decyzji sądu.

2. Rodzice długo nie mają prawa widzieć się z dzieckiem, a mimo to, że rzekomo każda sprawa jest inna, to Jugendamt dziecka nie oddaje prawie nigdy. Jest to dla niego zbyt dochodowy biznes.

3. Po długich miesiącach oczekiwania, rodzice widzą się ze swoim dzieckiem. Jest ono na silnych lekach i nie ma pojęcia co się z nim dzieje. Rodzice są zmuszeni mówić do niego w języku niemieckim.

4. Rodzice płacą Jugendamtowi ogromne sumy pieniędzy na utrzymanie dziecka, które z każdą kolejną wizytą jest coraz to bardziej zaniedbane, a zarazem coraz to bardziej zgermanizowane.

5. W końcu rodzice zdesperowani postanawiają porwać dziecko, lub jeśli nie mają z nim żadnego kontaktu i nie są w stanie go odnaleźć, popełniają samobójstwo lub kończą swój los w równie tragiczny sposób.

6. Los dziecka często toczy się strasznie: jest molestowane, bite, głodzone, a często samo stara się uciec lub decyduje się zakończyć życie. Jugendamtu nie obchodzi jego los, tylko pieniądze, jakie za dziecko dostaje.

Takie rzeczy dzieją się w państwie wiodącym Unii. Do działań urzędników Jugendamtu nie umywają się nawet pracownicy opieki socjalnej Szwecji czy Norwegii, znani z odbierania dzieci rodzicom, bo te chodzą smutne. Jest to proceder, który ma miejsce naprawdę długo i z którym nikt nic nie robi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie udziela pomocy Polakom, którym bezprawnie odbiera się dzieci poza granicami ich kraju. Nawet Niemiec szukający w Polsce azylu zostaje w końcu przy udziale naszych służb wytropiony i wywieziony, a potem postawiony przed sądem. Za to, że przeciwstawił się instytucji iście hitlerowskiej, która porywa dzieci i zarabia na ich germanizacji, a także na oddawaniu ich do rodzin zastępczych, które często wykorzystują je np. jako towar dla pedofilów.

Podobny proceder zaczyna mieć miejsce w Polsce. Państwo woli odebrać dziecko biednej rodzinie, której potrzeba pięciuset złotych do zapewnienia godziwej egzystencji i oddaje je rodzinie zastępczej, która zarabia na tym cztery razy więcej. Podobnie jak i urzędnik odpowiedzialny za cały ten haniebny proceder.

Do centrum Europy wchodzi powoli Kosowo. Na porządku dziennym jest, by władzę reprezentowali przestępcy handlujący ludźmi, organami, bronią czy narkotykami. Wraca też stare: Polacy są na każdym kroku dyskryminowani i obdziera się ich z kultury, języka i tradycji. Ponownie za to wszystko odpowiadają Niemcy.

Zmieniają się nazwy partii, lecz nie ich metody i cele. Tym razem ustrój nazistowski i metody iście faszystowskie ukrywa się pod długim płaszczem demokracji i praw człowieka. Nikogo jednak nie obchodzi, gdy te prawa są faktycznie w Europie łamane; europejskie dzieci mogą być bite i głodzone w ośrodkach państwowej opieki socjalnej, a przywódców zajmuje wolność prasy w Chinach i prawa kobiet w Iranie. Nikogo nie obchodzi handlowanie tysiącami dzieci w Niemczech, gdy wszystkie oczy zwrócone są na tą złą Rosję.

Historia uczy niewątpliwie jednej rzeczy: masy zawsze kierują swój wzrok w tym kierunku, w którym nie powinny. Wtedy też szukają wroga przed sobą i nie widzą ich prawdziwych przeciwników, stojących z nożem w ręce za ich plecami.

 

Robert Grünholz

Advertisements

31 myśli na temat “Jugendamt czy Hitlerjugend?

  1. Czcigodny Robercie
    Dzięki za ten wpis. Okazało się, że komunizm i nazizm mogą powiedzieć „nie wszystcy umarliśmy”. Twórcze połączenie radzieckiego zbydlęcenia z niemieckim „komercjalizmem” w stylu produkcji mydła z ludzi mordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych.
    Praca w Jugendamcie powinna być traktowana na równi z przynależnością do SS.
    Pozdrawiam ponuro

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Jeśli się nie mylę, to amerykański komik George Carlin powiedział kiedyś, że III Rzesza przegrała wojnę, lecz nazizm wygrał. Tyle, że dziś nazista nie nosi glanów i nie wymachuje sztandarem NSDAP, tylko zakłada nowe buty NIKE, koszulkę SMILEY i z tym wielkim uśmiechem rąbie nas co sił z każdej strony jako bankier, przemysłowiec czy dziennikarz.

      Komunizm także nie przegrał, bo wygrał rewolucję seksualną. A to wystarczyło, by cały Zachodni świat zaakceptował marksistowską anty-kulturę.

      Pisałeś niedawno o tym czym stał się ,,Svenska Kyrkan”. Widzimy też co się dzieje z Kościołem Katolickim. Nie trzeba już agentów KGB i SB w seminariach, bo lawina już ruszyła i nie ma konieczności pomagania jej. Zmiecie wszystko.

      Pozdrawiam równie ponuro

  2. Prawie skończyłem komentarz, kiedy mi go skasowało. Nie mam siły pisać go kolejny raz, więc będę stosował skróty myślowe. Wierzę, że czytelnikom tu zaglądającym, nie trzeba wiele spraw tłumaczyć, a w razie wątpliwości zawsze będę mógł doprecyzować. Instytucja wspomniana w powyższym tekście, nie tylko jest zgodna z linią niemieckiej polityki, ale i jej rzekomy status „państwa w państwie” daje wygodną wymówkę tak dla polityków niemieckich /my nic nie możemy/, jak i tych polskojęzycznych /upominamy się o prawa polskich dzieci/.
    Gdyby jednak Polska była krajem suwerennym, z suwerennymi służbami działającymi na rzecz interesu państwowego, z rządem cieszącym się zaufaniem społecznym i administracją służącą obywatelom, i mielibyśmy lidera-gospodarza na miarę Łukaszenki, Tito lub Orbana, to bardzo łatwo można byłoby coś zaradzić. Wystarczyłoby skorzystać, ze starej jak świat, zasady wzajemności, która jest jedną z podstawowych zasad stosowanych w stosunkach międzynarodowych. Zakłada się organizację pozarządową /to ważne/, o nazwie „sos dzieciom” lub coś takiego, która to zajmuje sie wyszukiwaniem krzywdzonych dzieci, alarmowaniem policji o takich przypadkach, a również opieką nad takimi dziećmi. No i nadchodzi ten dzień/dni/weeken gdy „nagle” ta organizacja dostaje sygnały że wielu dzieciom dzieję się krzywda (traf chciał, że w większości przypadków dzieciom niemieckich turystów). Miłym akcentem byłoby, gdyby było tam jak najwięcej rodzin urzędniczych, a może nawet polityków niższego szczebla(w końcu to bardziej ich dotyczy, jak przeciętnej niemieckiej rodziny, nic nie mającej wspólnego, z tą germanizacją). Dzieci są pod opieką organizacji,do czasu rozprawy /wolno toczy się bieg postępowania/, na krzyk obcych mediów i polityków-nasi odpowiadają „my nic nie możemy zrobić, takie są procedury, poczekamy na rozstrzygnięcie sądowe” /:-)/. A za kulisami prosta rozmowa: tu jest lista polskich dzieci, które mają wrócić do swoich rodzin, i żadnych takich numerów więcej z Polakami. Macie info o znęcaniu lub molestowaniu w polskiej rodzinie-dajecie nam znać. Ktoś od nas sprawdzi ile w tym prawdy, i jeśli tak jest to czy zajmiemy sie tym my, czy pozwolimy wam. Koniec i kropka. Nikt nam nie może nic zarzucić/niemoralności/, bo używamy metod tych samych co nasi przeciwnicy, a świadomość o co walczymy, tylko podnosi ducha po naszej stronie. Ale na to trzeba mieć jaja i być politykiem-urzednikiem polskim, a nie polskojęzycznym… pozdrawiam

    1. Mnie zadowoliło by w pełni to, gdyby Polska potajemnie pomagała Rodakom porywać ich dzieci z Niemiec, urządzać im na nowo życie w Polsce i gdyby oferowała azyl dla Niemców, bo to ogromna szansa na ich asymilację w naszym państwie. Tylko tyle.

      Wystarczyłby specjalny fundusz na rzecz pomocy Polakom za granicą. Na detektywa, który wytropi porwane dzieci, na odbicie Polaka porwanego przez piratów i w tym podobnych sytuacjach. Polska powinna chronić każdego obywatela i jego praw, bez względu na jego miejsce zamieszkania.

      Ale, no właśnie… To powinna robić suwerenna Polska. Mamy taką? Minister Sienkiewicz powiedział ,,Państwo polskie istnieje jedynie teoretycznie”. Skoro mówi to osoba tak dobrze w rzeczywistości obeznana, to ja się z ministrem zgadzam.

      Możliwość opisana powyżej to w ogóle wierzchołek góry lodowej, jaką jest wzajemność w relacjach polsko-niemieckich.

      Osobiście nie zagłosuję na żadnego polityka, który nie podniesie publicznie tego problemu i nie zagwarantuje jednej z tych opcji, która pozwoli chronić Polaków w Niemczech i w innych krajach.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Panie Robercie. Moje stanowisko, zakłada administracje państwową, która ma silne poparcie i zaufanie w społeczeństwie, oraz staje w szranki z RFN jak równy z równym. Przyznam jest to wyidealizowany obraz Polski, Polski do której, nawet kilkuletnie rządy normalnych polityków,nie miały by łatwo doprowadzić do możliwości siłowania się jak równy z równym. Pańska odpowiedź na mój post jest bardziej realistyczna w obecnej sytuacji. Zakłada pomoc Polakom, ale w nieco bardziej zaowalowanej formie, ukradkowe pomaganie, wykradanie, oraz oczywiście również podnoszenie sprawy na forum publicznym. Nasze dwa różne spojrzenia, sposoby na rozwiązanie tego problemu łączy jeden wspólny mianownik. Chcemy żeby w końcu rząd polski i administracja polska zaczęła robić to co jest jej podstawowym obowiązkiem i zadaniem: ma stać na straży prawa, chronić swych obywateli przed bezprawnym działaniem wobec nich, a jeśli takie nastąpi, złapać i ukarać sprawcę /mając na celu tak kwestię cierpienia za krzywde, zadośćuczynienia za szkodę, jak i przestrogę dla innych/. Polityka zagraniczna państwa to przede wszystkim realizacja tego celu na arenie miedzynarodowej. To fundament zdrowego systemu państwowego, gdzie służba państwowa służy obywatelowi, a reprezentant reprezentuje obywatela tylko tam, gdzie tej reprezentacji obywatel potrzebuje, a nie w jego imieniu decyduje, w jakim wieku jego dziecko powinno iść do szkoły i ile godzin powinien wyjeździć kursant aby móc zdawać na prawo jazdy.
        Staram się zawsze wyszukiwać rzeczy, poglądy które są wspólne z moimi rozmówcami, nauczony doświadczeniem naszej „prawej” strony internetu (i nie tylko). Zresztą mam na ten temat swoją prywatną teorię (może nieodkrywczą, ale nie słyszałem jeszcze niczego podobnego). Wydaje mi się że my po prostu nie tylko siłą naszych poglądów, mamy bardziej zaakcentowany indywidualizm w swoim charakterze, ale i droga formowania naszego ostatecznego poglądu jest samodzielna i „niepokorna”. Ta samodzielność, niepowtarzalność ukształtowanego poglądu, sprawia że tak ciężko jest nam coś w nim zmienić, gdyż uważamy go za pełny i logicznie skończony. Z drugiej, lewej strony, mamy z reguły ludzi, którzy często powtarzają jakieś poglądy, przyjmują pewne racje jako własne, nie starając się ich prześwietlić, przeanalizować, dostosować do modelu własnych wartości. Wręcz przeciwnie, często dopasowują własne, wrodzone lub nabyte, systemy wartości do poglądów, które głoszą. A ich poglądy to często kalka poglądów p popularnych (stadnych), bądź „popularnych” (kreowanych przez masmedia na dominujace). Lub też są to poglądy mądre (powtarzanie maksym mądrych, bez zrozumienia ich dogłębnego, tła w jakich zostały wypowiedziane, itd), albo powtarzanie „mądrości” (małpowanie po pseudointeligentnych łżeautorytetach postaw które są kreowane na „zachowania inteligenckie”). Stąd zapewne w głównej mierze bierze się ta jednomyślność i jednolitość lewej strony, oraz rozdrobnienie i różnorodność naszej prawej strony.
        Odbiegłem nieco od tematu, a wiec jeszcze raz, cieszę się że razem oczekujemy na rząd który zacznie interesować się sprawami Polski i Polaków, i o nie walczyć, a nie tym jaką ktoś ma o nas opinię i co o nas sobie myślą. Serdecznie pozdrawiam

      2. Szanowny Panie,

        Istotnie nasze stanowisko w tej kwestii jest niemalże identyczne, z tą różnicą, że zakłada odmienną formę działań w całkiem innej rzeczywistości politycznej. Tak więc Pańska propozycja odpowiadałaby mi w większym stopniu niźli moja własna, gdyby tylko sytuacja miała się tak, jak Pan ją opisał.

        Po paru latach w naszym środowisku postrzegam sprawy podobnie, choć sam nie sformułowałem tego nigdy tak dobrze jak Pan. Ogólnie rzecz biorąc, to ,,prawicowcy” zawsze byli znacznie większymi indywidualistami niż ,,lewicowcy” i stąd też tyle u nich problemów i sporów. Tej prawej części społeczeństwa wystarcza często fakt, że nie ma zgody w jakieś zupełnie pozbawionej znaczenia kwestii, by nie zagłosować na danego człowieka czy partię. Widzę to aż nazbyt dobrze w Internecie; kandydat może spełniać prawie każdy nasz warunek, ale to ,,prawie” decyduje o tym, czy zdoła zgromadzić wokół siebie dość ludzi. Lubią spierać się o szczegóły i tym samym pozostajemy środowiskiem słabym, pozbawionym jakiegokolwiek znaczenia, marginalnym po prostu.

        Teoretycznie sprawę da się rozwiązać, poprzez poproszenie wyborców o kompromis w kilku ważnych dla nich kwestiach. Tak, by środowisko skupiło się na postulatach, co do których większość jest zgodna. Ale są i inne rzeczy, których tak łatwo i szybko nie da się już zrobić.

        Mam ogromny żal, że przez cały okres istnienia III RP, nie zrobiono NIC, by odbudować polską elitę intelektualną i klasę średnią. Preferowano rzucanie petardami, głośne okrzyki i wyzwiska ponad edukowanie i wychowywanie młodego pokolenia Polaków.

        Może zatem byłoby lepiej dla ,,prawicowców”, gdyby nauczyć się czegoś od tej lewej strony politycznej?

        Pozdrawiam serdecznie

    2. @ Krasekblog
      Ma Pan rację. W walce z chamem uzbrojonym w kłonicę nie ma co sięgać po reguły pojedynkowe. Trzeba go unieszkodliwić tym , co się ma pod ręką, zastrzelenie jak najbardziej wchodzi w grę.
      Pozdrawiam.

      1. Szanowny panie Stary Niedźwiedziu. Uważam że w obronie własnej (bo tak to należy odbierać) mamy pełne prawo używać takich samych sposobów i narzędzi, jak agresor. A jeśli ten w jakikolwiek sposób zaprotestuje przeciwko temu, zwalnia nas to z jakichkolwiek hamulców i oporów moralnych. Oto nasz przeciwnik, uznał że broń, która stosował przeciwko nam, nie może być używana przeciwko niemu. A to logicznie oznacza, że ma nas za gorszych od siebie, lub siebie za lepszego od nas. To wyklucza jakiekolwiek partnerstwo w przyszłości, i zmusza nas do ostatecznego rozwiązania. Zauważmy, że to od reakcji przeciwnika zależą nasze ostateczne losy. Jeśli przyjmie naszą walkę ze spokojem (,bo sam by walczył w takiej sprawie), to po skutecznej obronie, jest możliwy konsensus, i trwanie w pewnych stosunkach, ze wzajemnym patrzeniem sobie na ręce. Bo wtedy można przyjąć, że traktuje nas jako partnera, sprawdzał na ile może sobie pozwolić, nie pozwoliliśmy, tak jak i on nie pozwoliłby nam. Pozdrawiam.

  3. Szanowny Robercie,

    Nie miałam ochoty oglądać tego dokumentu, wydał mi się zbyt dołujący. Na szczęście mogłam przeczytać o nim u Ciebie. Cóż, zwyrodnialstwo w świetle prawa, prawa wprowadzonego zapewne wbrew woli większości niemieckich obywateli. To tylko potwierdza moją hipotezę, iż żyjemy w krajach pseudodemokratycznych.

    1. Szanowna Kiro,

      Ależ oczywiście, że jest to kolejny dowód na jedynie pozorną demokrację ,,naszego” świata. Pisałem wielokrotnie o tym, że nawet jeśliby spojrzeć na encyklopedyczną stronę poświęconą demokracji, to takie kraje jak Polska czy Niemcy nie spełniają nawet połowy opisanych tam warunków.

      Nie ma odpowiedzialności rządzących przed obywatelami, nie ma dostępności stanowisk dla ludzi bez względu na koneksje czy posiadane fundusze, nie ma w znacznym stopniu możliwości kontrolowania władzy, ani tym bardziej jej odwoływania i karania za błędne decyzje, nie ma także suwerenności (utraconej na rzecz niewybieralnych instytucji międzynarodowych), podziału władzy, ni też poszanowania dla prawdziwych praw człowieka, co udowadniam w powyższym artykule.

      Mamy raczej taką dziwną mieszankę totalitaryzmu, systemu monopartyjnego (ze względu na mnogość partii realizujących te same zalecenia i programy), ochlokracji i oligarchii.

      Jaką głupotą jest zatem mówić dziś ,,precz z demokracją”, skoro my jako obywatele nie mamy w tej ,,demokracji” nic do powiedzenia? Przekonali się o tym także inni Europejczycy, gdy władze zignorowały wielokrotnie wyniki tamtejszych referendów.

      Pozdrawiam serdecznie

  4. Szwedzka wersja Jugendamtu to mój jedyny koszmar senny, przyznam Ci się
    Swego czasu bardzo dużo czytałam o tym, śledziłam stronę http://www.nkmr.org/en/ i historię odebranego rodzicom Domenica Johanssona (rodzice chrześcijanie, matka Hinduska, homeschooling i Gotlandia w tle… ponoć siedlisko wyjątkowo parszywych urzędników). Dzięki temu wiem, że nie wolno mi nigdy zadrzeć z żadną przedszkolanką czy nauczycielką, nawet choćbym miała 1000% racji
    Nie dyskutuję z nikim w przychodni przy rutynowych wizytach, odbębniam i spadam

    O ile wiem, tym, co różni szwedzkie SS (social services) od szwabskiej to inne podejście do germanizacji – tutaj innostrańcy mogą mówić do dzieci w swoich językach, a nawet powinni, dzieci mają wtedy w szkole naukę języka ojczystego

    Pozdrawiam!

    1. Wszystko co napisałaś w pełni się zgadza.

      Zaznaczę jednak, że jeśli tutejszy Hitlerjugend się uprze, to ciężko jest się od niego uwolnić. A pretekst zawsze się znajdzie: zły stan uzębienia dziecka, nadwaga, złe wyniki w nauce… Należy zatem chodzić regularnie do dentysty, nie przesadzać ze słodyczami, pilnować postępów w nauce i jak sama dobrze wiesz, pod żadnym pozorem nie zadzierać z urzędnikami w roli nauczycieli.

      Pocieszające jest to, że trwa to tylko do 16 roku życia. Tutejsze gymnasium to już zupełnie inny świat niż grund- najpierw o dzieci dbają zbyt bardzo, a później nie dbają o nie wcale i nic ich nie obchodzi.

      Ach, jeszcze jedno – nie wolno pozwalać na wagary. Jeszcze urzędnik ,,pomyśli”, że dziecko mieszka samo i postanowi złożyć wizytę, a wtedy na jednej się nie skończy.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. świetnie podsumowanie: „najpierw dbają za bardzo, a potem wcale”
        słyszałam, że młodocianym nie daje się ŻADNYCH kar za przestępstwa, co degeneruje ich w postępie geometrychnym, a jak stuknie 18 lat (czy 16 właśnie?) to kara jak dla recydywisty, żadnych ulg
        oczywiście na szwedzką miarę, ale jednak… spada się z wysokiego konia

        z tymi zębami to mam potężny stres
        moje dzieci jedzą słodycze „po polsku” a nie „po szwedzku”, czyli kiedy my jemy
        a my jemy częściej niż w soboty
        tylko jeden raz w życiu kazałam dziecku kłamać – wtedy właśnie gdy mieliśmy wizytę kontrolną i miał 4 ubytki
        z powodu strachu przed SS właśnie
        przepisujemy sięteraz do dentysty w naszej dzielnicy, tu więcej emigrantów więc może „ujdziemy w tłoku” 😉

        pozdrawiam!

      2. Zgadza się, wcześniej nie czekają ich żadne kary. Swego czasu miałem problem z jedną osobą i byłem załamany, gdy dowiedziałem się, że nie ma tutaj poprawczaków, ani jakichkolwiek kar dla młodocianych przestępców. Dlatego też nie zostanie ukarany 14-letni gwałciciel i morderca, a ojciec ofiary, który użył wobec niego ,,rasistowskich sformuowań”.

        Najlepiej jest chodzić na kontrole co pół roku i zapisywać się właśnie w dzielnicach imigrantów. Dobrze też jest chodzić do dentystów przyjmujących w swoich prywatnych gabinetach. Sam nie jadam słodczycy tylko w soboty i niechby ktoś próbował mi zwrócić na to kiedyś uwagę 🙂

        Pozdrawiam

      3. właśnie dzisiaj zostałam wezwana do dentysty z synem
        siedziałam jak na szpilkach, dopóki pani nie potwierdziła, że nie ma nowych ubytków
        ufff
        ale za chwilę nastąpiło przesłuchanie – jak często myje zęby („rano i wieczorem”), czy sam („czasem sam”), oj, to niedobrze, ze sam, trzeba mu pomagać („no toż pomagam, ale czasem jestem zajęta”), ale naprawdę trzeba pomagac, inaczej będą dziury i trzeba będzie rwać („zrozumiałam”)
        kolejne pytanie – kiedy je słodycze („czasem je”), ale jak często („w rózne dni, jak akurat coś jest, to je”), nie powinien częściej niż w soboty!!! inaczej będą dziury i trzeba będzie rwać („zrozumiałam” coraz bledsza powtarzam)
        no i wreszcie – a co pije?? („wode, mleko, soki…”), soki?? jak często? („nie wiem, jak kupimy i chce, to pije”), nie może za często, bo będą dziury i trzeba będzie rwać…
        Na to ostatnie miałam ochote odpowiedziec, czy ma mnie za debila, a w ogóle co sobie myśli, skoro idę na kontrolę i NIE MA ubytków, to chyba znaczy, że dość dobrze dbałam od ostatniej wizyty, no i wreszcie, jak będzie ubytek, to ona ma go naprawić a nie rwać

        pohamowałam sie i tylko powiedziałam dobitnie ZROZUMIAŁAM i wyszłam bez słowa

        zmienamy przychodnię, podniesli mi ciśnienie…

      4. O tak, ta chorobliwa spowiedź u dentysty… 🙂 Szczególnie jak zadają podchwytliwe pytania np. ,,a czy po płukaniu zębów płynem, wypluwasz wszystko?” ja: ,,yy, tak”, na co ona ”źle, część płynu powinieneś zostawić”. Nosz…

        Nie da się też przez to nauczyć dziecka uczciwości. To jak za komuny lub za okupacji – ono po prostu musi wiedzieć kiedy ma mówić prawdę, a kiedy ma kłamać.

        Polecam wyszukanie jakiegoś Polaka lub Polki przyjmującego prywatnie (najlepiej kogoś na emeryturze, który sobie dorabia w swoim gabinecie). Oni nie są już tacy ciekawscy.

        Pozdrawiam

    2. Im dłużej się nad tym zastanawiam tym bardziej widzę jaka to bezczelność
      Jak idę do fryzjera i mam rozdwojone końcówki to pani mi je ścina i nie robi mi przesłuchania z tego jak myję włosy, chyba że ZAPYTAM czym powinnam przy moich wlosach, wtedy zwykle chętnie udziela porad

      I dokładnie tak samo powinno być u dentysty
      jeśli zapytam o radę – ma mi jej udzielić
      jak nie zapytam – może co najwyżej powiedzieć co jest – według niej – ważne, ale i na to powinna uważać, bo skoro rodzic nie pyta to może nie potrzebuje… wciskanie się z radami to jak radzenie koleżance, któa przyszła na kawę jak ona ma ją sobie przyrządzać

      całe to przesłuchanie ustawia mnie zawsze w pozycji obronnej, ona zawsze zakłada, że MUSI mi coś doradzić

      a poza tym nie wiem jak się w Szwecji szuka dentysty :/ do tego zapisał nas mąż, bo sam jest zapisany od lat

      w ogóle samo to, ze wzywają dziecko na kontrolę jest dla mnie jakieś takie niekomfortowe – wolałabym, żeby inicjatywa kontroli wychodziła jednak ode mnie…
      w BVC można powiedzieć, że się nie ma ochoty przychodzić, to jest dobrowolne (wiem, bo na jakichś forach znalazłam), dentysta chyba też powinien…?

      pozdrawiam znad ciasteczka z kawką (poza sobotą!)

      1. Ta bezczelność i wtrącanie się są wszechobecne u nauczycieli i urzędników także. Socjalnych należy w ogóle unikać jak ognia, bo gdy się już przyczepią, to będą węszyć tak długo, jak coś znajdą albo sami sobie wymyślą.

        W tym wieku jest to ciężkie, bo dentysta jest naprawdę obowiązkowy i już podejrzanie patrzą, gdy chcemy go zmienić. Można co najwyżej wmówić jakiejś recepcjonistce, że bliżej będzie do innej klinki i wyszukać tam kogoś z polskim nazwiskiem.

        Oczywiście zęby trzeba szorować 5 minut (powiedzą, żeby ustawić sobie w tym czasie piosenkę), płukać płynem do ust, używać nici rano i wieczorem, nie pić herbaty, kawy (no, w tym wieku jeszcze nie pije), unikać słodyczy, napojów gazowanych… Jakby w wieku 15 lat miał przebarwienia, to nie daj Boże, pomyślą, że od papierosów. Lepiej wtedy od razu wybielić 🙂

        Pozdrawiam

  5. Witaj Robercie,

    Znalazłem bardzo ciekawy materiał na poruszony przez Ciebie temat. Wklejam w całości dla wygody czytelników, albowiem u samego źródła się potwierdziło wszystko to, o czym piszesz.

    „„Każdego dnia prześladowała mnie myśl, że krzywdzę polskie dzieci i rozbijam szczęśliwe rodziny. Wreszcie powiedziałem dość!” – tak pracę w niemieckim urzędzie do spraw dzieci i młodzieży wspomina Uwe Kirchoff. Jak dodaje, Jugendamt nie ma nic wspólnego z dobrem dzieci. To biznes.

    – Za jedno dziecko wychowywane w rodzinie zastępczej Jugendamt płaci 1000 euro, jeżeli jest niepełnosprawne, ta kwota może wzrosnąć do 25 tys. euro – mówi Uwe Kirchoff, który w Jugendamcie przepracował 12 lat. Mężczyzna zdecydował się powiedzieć prawdę o swojej pracy i krzywdzie jakiej doświadczają polskie dzieci. Jak twierdzi, przez lata prześladowała go myśl, że krzywdzi polskie dzieci i rozbija szczęśliwe rodziny.

    Kirchoff opowiedział historię pierwszego dziecka, które odebrał polskiej rodzinie. Był to 14-letni chłopiec, który ukradł batonik ze sklepu. Na tej podstawie uznano, że rodzice nie są go w stanie wychować. Dzieckiem zajął się Jugendamt. Jak wyjaśnił, urząd w dużej mierze opiera się na manipulacji, bo też o polskie dzieci zabiega wiele niemieckich rodzin zastępczych.

    Ponadto obcokrajowcy są łatwym celem, gdyż słabo orientują się w przepisach, nie znają języka i trudniej im znaleźć pomoc. Jak mówi Kirchoff, cała procedura zaczyna się od niezapowiedzianych kontroli w domach. – Wystarczy napisać w dokumentach, że dziecko jest w domu smutne. To może być podstawą do odebrania go rodzicom. A płacz? Błagania rodziców? Urzędnika ma to nie obchodzić – twierdzi Kirchoff.

    Jego zdaniem niemieckim urzędnikom przyświeca jasny cel. To możliwość zarobienia na dzieciach oraz ich germanizacji. Kirchoff nie radził sobie z wyrzutami sumienia i zaczął pomagać rodzinom w odzyskiwaniu dzieci. Jego zdaniem Jugendamt to „zakłamana instytucja”.”

    Źródło: fakt24.pl, wpolityce.pl

    Serdecznie pozdrawiam, TF.

    1. Bardzo Ci dziękuję za wrzucenie tutaj tego tekstu! Istotnie, potwierdza się wszystko, ale nie przeszkodzi to zapewne rozmaitym volksdeutschom w pisaniu, że Niemcy nie robią takich rzeczy, bo to praworządne i demokratyczne państwo europejskie. Tak czy inaczej, czytelnicy mają okazję się przekonać, iż proceder ten jest iście przestępczy.

      Napisałem w tej sprawie do posła Janusza Wojciechowskiego i liczę na to, że otrzymam odpowiedź.

      Pozdrawiam serdecznie

  6. Ludzie, przecież to już nie jest polityka, to jawna wojna. Jak nie weźmiemy się za robotę to zostaniemy niewolnikami. Politycy ani prezydenci nic nam nie pomogą. Trzeba zacząć oddolnie, czyli tworzyć bojówki, zbroić się, zbierać informacje i działać. A więc należy w każdym mieście, a nawet dzielnicy stworzyć bojówkę. Do tego potrzeba:
    1.Lidera, czyli kogoś, kto potrafi organizować i zarządzać i zebrać wokół siebie chętnych do działania.
    2.Wojskowego szkolenia, czyli wojskowego (może być emerytowany), który przeprowadzi szkolenie.
    3.Zorganizować miejsca, gdzie można będzie się ukrywać. Powinny być zaopatrzone w broń, wodę i prowiant na przynajmniej 3 tygodnie.
    4.Organizacja broni. Prawdopodobnie najłatwiej będzie ze źródeł nielegalnych. A takich jest wiele.
    5.Ważna jest też komunikacja pomiędzy poszczególnymi bojówkami. Do tego nie można używać telefonów ani internetu, a jeśli już to szyfrowany. Dlatego każda bojówka potrzebuje fachowca od komunikacji.

    1. Swego czasu narzekałem na to, że nasze środowiska nie potrafią nawet wystawić wspólnej listy wyborczej. Nie potrafią albo i nie chcą także zajmować się tworzeniem polskiej elity i klasy średniej. Czy zatem są zdolne do czegoś takiego, co wymaga ogromnej zdolności organizacji? Jak dotąd się nie popisali…

      Jedyne co przemawia za tym to fakt, że choć z organizacją jest teraz kiepsko, to jednak nastroje bojówkarskie są bardzo żywe. W każdym razie większość osób woli chodzić po ulicy, rzucać kostkami bruku i petardami, niż opracować jakąś strategię i działać wedle niej. Może zatem ktoś to podchwyci? Nie wiem. Nie widzę zbytnio tych liderów, a nie ma co iść na wojnę bez oficerów.

      Pozdrawiam

  7. Moja inicjatywa europejska w Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego mająca na celu zlikwidowanie post-hitlerowskiego Jugendamtu została storpedowana przez polskojęzycznych prowokatorów jak Wojciech P.i Beata P-M oraz francuskojęzyczny Olivier Karrer – oczywiście przy wsparciu polskojęzycznych posłów do PE. Przy współudziale Leny Kolarskiej-Bobińskiej uznano nawet zakazy języka polskiego Polakom w Niemczech za zgodne z prawem. Powstały dwa dokumenty robocze…
    https://pl.scribd.com/doc/199747214/Dokument-Roboczy-19-01-2009
    https://pl.scribd.com/doc/233171073/Dokument-Roboczy-25-06-2012

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s