Dziś wyjątkowy artykuł, bo i bardzo osobisty.

Nie wiem kiedy zaczęła się moja przygoda z polityką. Pamiętam, że już jako 12-latek siedziałem przed telewizorem chętnie słuchając wieczornych wiadomości. Często czytałem w Internecie o najnowszych wydarzeniach z kraju i ze świata.

W 2007 roku przeprowadziłem się do Szwecji. Kraju, który jawił mi się wtedy jako socjaldemokratyczna utopia. Znałem go wcześniej jedynie z opowieści rodziców i nie potrafiłem pojąć, że portfel zostawiony na stoliku w restauracji nie zostaje przez nikogo ukradziony, a czeka na powrót właściciela z toalety. Poza tym jakże to tak: nie zamykać na klucz drzwi od domu? Nikt się nie włamie?

Cóż, tak może było w latach 70-tych i nieco później. Ja resztki tej Szwecji oglądałem jeszcze przez parę kolejnych lat, a potem wszystko się drastycznie zmieniło.

Nim jednak do tego doszło, zacząłem faktycznie w tę utopię wierzyć. Nie zaczytywałem się w Marksie i Leninie, lecz socjaldemokracja wydawała się być ustrojem idealnym. Już wtedy chętnie brałem udział w internetowych dyskusjach na temat polityki i nie minął może rok, a przyszło otrzeźwienie.

Wystarczyło tylko natknąć się na odpowiedniego dyskutanta. Takiego, który znał Szwecję od podszewki. Który potrafił wytknąć każdy błąd systemu i otworzył mi oczy na rzeczy o których nie wiedziałem, np. o eugenicznej polityce, jaką prowadziła szwedzka socjaldemokracja przeciwko Lapończykom.

W pył rozbił wszystkie moje argumenty, które już wtedy zaczęły mi się jawić jako dziecinne i naiwne. Dziwne, że zdawało się w nie wierzyć aż tylu dorosłych…

Postanowiłem, że nie dam się więcej nabrać na pięknie brzmiące hasła i zacząłem dogłębnie analizować każdą istotną kwestię. Kopałem i ryłem, odkrywając przy tym kompletnie niewiarygodne rzeczy. Zadawałem niewygodne pytania, krytykowałem odpowiedzi i poddawałem w wątpliwość wszelkie źródła. Odkrywałem nie tylko drugie, ale także trzecie i czwarte dno.

Mniej więcej w wieku 14 lat trafiłem na polskich liberałów. Nie było to środowisko, które by mi całkiem odpowiadało, lecz wierzyłem w jego uczciwość i podzielałem poglądy liberałów na temat nadmiernej biurokracji i wysokich podatków.

Choć angażowałem się w działalność liberalną przez dłuższy okres czasu, to nigdy tak naprawdę liberałem nie byłem. Przeciwnie! Większość czasu upłynęło mi na przekonywaniu kolegów, że np. postulat prywatyzacji szkolnictwa i służby zdrowia jest po prostu szkodliwy. Z wiadomym skutkiem.

Był to też czas, gdy mogłem się uodpornić na wszelkie epitety. Zaczęło się od ,,socjalisty” (bardzo krzywdzące dla tych ludzi), ,,etatysty”, ,,komunisty” itp. Po paru latach miało się przerodzić w kompletnie idiotyczne zarzuty ,,rasizmu” albo ,,ksenofobii’. Jak bardzo idiotyczne, o tym napiszę dalej.

Inne oszczerstwa jakie wtedy padły, brzmiały mniej więcej tak: ,,młoda osoba nie może tak pisać, ktoś się podszywa pod nastolatka”, ,,to pewnie jakiś nawrócony stary UB-ek, za dużo wie”, ,,ktoś musi go opłacać, zapewne WSI lub KGB” albo z innej beczki: ,,tak piszą agenci CIA i Mossadu”. Czytałem, że jestem Niemcem, Rosjaninem, Litwinem, Żydem, Chińczykiem (sic!) i że płacą mi arabscy szejkowie. Nie mam nawet samochodu, więc widać dla wszystkich pracowałem za darmo. Dziwne, bo akurat wszyscy wymienieni mają pieniądze.

Miałem wtedy wyrobione własne poglądy na prawie każdy temat, jednakowoż zajęło mi nieco czasu zrozumienie, że z tym środowiskiem nie jest mi wcale po drodze. Z jakim zatem mogłoby być? Nie miałem pojęcia. Zostałem zatem wolnym strzelcem.

Mniej więcej wtedy założyłem swój własny blog i opublikowałem pierwsze artykuły. Z dzisiejszej perspektywy widzę je jako wyjątkowo kiepskie, ale szczyciłem się tym, że choćby moje poglądy nie były idealne, to są one chociaż moje własne. Nie mediów, nie rodziców, nie nauczycieli i w żadnym wypadku nie żadnych ,,autorytetów”.

Nowy Ekran był wtedy kompletnie nieznaną mi platformą blogerską, na którą trafiłem stosunkowo prędko. W porównaniu do znawców w każdym temacie, nie interesowałem się właścicielami tej witryny, a przyciągnął mnie na nią fakt, że mogłem pisać co chciałem i nikt mnie nie cenzurował; a tak robił wcześniej Onet.

Pamiętam, że największe cięgi zebrałem wtedy za niepochlebny artykuł o Józefie Piłsudskim. Liczyłem oczywiście na to, że mądrzejsze ode mnie osoby obalą część skopiowanych przeze mnie argumentów, a także, że inni potwierdzą część podanych tam informacji. Szukałem prawdy na temat Marszałka i jego życia. Niestety, choć starałem się dyskutantów nieco sprowokować do podawania JAKICHKOLWIEK argumentów za lub przeciw Piłsudskiemu, czytałem jedynie inwektywy pod swym adresem, a czasem głosy poparcia dla ,,świetnego artykułu”, który przecież nie był mój, ani nie przedstawiał wtedy moich poglądów. Do dziś krąży gdzieś w sieci podpisany moim nazwiskiem, choć nigdy nie podawałem się za jego autora i umieściłem w oryginalnym tekście źródło.

Przyznaję, że była to też prowokacja. Artykuł oceniał Marszałka bardzo negatywnie i podawał na jego temat wiele niesprawdzonych informacji. Jakże łatwym byłoby je na oczach paru tysięcy osób obalić i dotrzeć do prawdy na temat Józefa Piłsudskiego, lecz doświadczeni blogerzy, publicyści czy nawet dziennikarze wybrali miast tego epitety. Wielka szkoda.

Nie raz już wtedy czytałem artykuły, które były rzekomo mojego autorstwa, a były jedynie przeze mnie skopiowane i udostępnione. Czasami nigdy wcześniej ich nawet nie widziałem. Co mógł robić jednak szkolny uczeń z tym fantem? Podać kogoś do sądu? Dobre sobie!

Z oszczerstwami też nic nie robiłem. Zarzuty o bycie ,,neomoczarowcem” i ,,starym PZPR-owcem” były równie śmieszne, co ich autorzy. Co istotne – często nie ukrywający się nawet z faktem, że płacą im znane niemieckie media! Dziwnie jest 17-latkowi czytać o tym, że jest agentem, bo ma czelność pytać o ciemne karty historii, gdy jednocześnie wie, że piszą to osoby otwarcie pracujące dla zagranicznych korporacji medialnych. Ta hipokryzja budziła me obrzydzenie, podobnie jak rynsztokowy poziom ,,dyskusji”.

W wyniku rozpadu Nowego Ekranu, próbowałem chwilę swych sił na Neon24, po czym przeniosłem się na tę witrynę – na WordPress. Która, jak do tej pory, nie próbuje mnie cenzurować i wątpię, by miało się to w najbliższej przyszłości zdarzyć.

Na jakiś czas zbłądziłem w środowisko polskich narodowców. Byli to patrioci nie przejmujący się jakimiś wydumanymi zarzutami, marginalizowani przez media, mówiący o faktycznych interesach i potrzebach Polski oraz Polaków.

Szybko okazało się, że większość organizacji narodowych po prostu sobie nie radzi. Nepotyzm był tam na porządku dziennym, w większych organizacjach na każdym kroku spotykało się karierowiczów i piątą kolumnę, a wiele osób okazywało się być zdesperowani facetami po 30-stce, którzy chcieli wyładowywać swoje frustracje z pomocą agresji i rynsztokowego języka.

Wyobrażałem ich sobie jak przedwojennych konserwatystów, tymczasem zawiodłem się na większości z nich. Dobre i tyle, że nie na wszystkich. Wśród całej masy agresywnych pseudo-kibiców, oszołomów, radykałów, neopogan i ludzi z dziwnymi powiązaniami zagranicznymi, odnalazłem też kilku uczciwych, kulturalnych i szczerych ludzi, podobnie jak i ja błądzących na manowcach polityki w poszukiwaniu własnego miejsca.

Doszły do tego ogromne nastroje ateistyczno-neopogańskie, nieprzemyślana retoryka, agresja wobec innych ludzi, a także patrzenie na obecną geopolitykę przez pryzmat XIX i XX wieku. Dla mnie nie miało to nic wspólnego z realizmem, lecz prędzej z romantyzmem. Szczególnie wyraźne było to machanie pałkami, które zastąpiły szabelki.

Skończyła się zatem i tamta przygoda. Jak wszystkie, również ona nauczyła mnie wielu rzeczy na temat kolejnej ideologii i wyznających ją ludzi.

Czy mam nadal takie same poglądy jak pięć czy siedem lat temu? Nie. Są podobne, ale w żadnym wypadku nie są one identyczne. Pewnym fundamentom pozostawałem jednak wierny, niezależnie od tego gdzie w tym czasie krążyłem.

Jestem Polakiem i mam obowiązki polskie – to słowa jednego z twórców polskiej niepodległości, które po dziś dzień pozostają aktualne i pod którymi mogę się podpisać, choć nie potrafię żadnej postaci historycznej ocenić jednoznacznie dobrze bądź źle.

Czemuż innemu niż Polsce miałbym być wierny, skoro urodziłem się w Polsce, moi rodzice to Polacy, moi dziadkowie byli Polakami, także moi pradziadkowie, a jedyne niemieckie korzenie odnajduję gdzieś wiele pokoleń wstecz i nijak się z nimi nie identyfikuję? Miałem być wierny 5% swojej krwi, o której i tak na co dzień w ogóle nie pamiętam?

Może powinienem? Bzdura. Tym bardziej, że język niemiecki próbowano mi wbijać do głowy w trzech szkołach, a po paru latach znałem z niego jedynie dziesięć słów. Zresztą co to niby za korzenie? Niczym kropla octu w jeziorze pełnym samej wody.

Powinienem być zatem wierny Szwecji? Nie widzę powodu dla którego miałbym to robić. Dano mi tu edukację, ale czy za darmo? Moi rodzice płacili podatki, nie byli nigdy darmozjadami. Zresztą, ciężko wśród Polaków na imigracji szukać darmozjadów. Nam nie przysługuje taka pomoc socjalna jak innym. Swoją drogą to czystej wody rasizm, by uzależnić pomoc socjalną od czyjegoś pochodzenia, religii lub koloru skóry. Rasistowska Europa – jak to dziwnie brzmi z ust białego człowieka!

Może zatem powinienem być wierny jakimś międzynarodowym instytucjom, które są mi kompletnie obce i tak zniszczyły Polskę, że miliony moich Rodaków opuściły Ojczyznę? Nie, to akurat sobie zapamiętam, ale podziękuję im za to w inny sposób niźli wiernością. Odwrotnie do większości.

Uważam zatem, że Polska jest moim ojczystym krajem i moim zadaniem jest sprawienie, by była jak najbardziej samodzielna, niezależna i silna. Wszystko inne w obliczu jej interesu schodzi na dalszy plan. Narody istnieją, granice istnieją, różnice kulturowe i mentalne także istnieją. Nie czuję się Europejczykiem, bo nie ma czegoś takiego jak jedna Europa (poza pojęciem geograficznym) i nie ma też żadnych ,,wartości europejskich”.

Podam może dowód na to stwierdzenie: Polska jest krytykowana przez Komisję Europejską za aferę z Trybunałem Konstytucyjnym i łamie tym ,,wartości europejskie”, gdy tymczasem do członkostwa w Unii Berlińskiej szykuje się Turcja, rządzona de facto przez dyktatora Erdogana, gdzie przeciwko cywilom wysyła się czołgi, a uczciwi dziennikarze spędzają resztę swych dni patrząc na świat zza krat. Nie ma tam realnej opozycji, a ludzie są dyskryminowani ze względu na fakt, iż są Ormianami bądź Kurdami. Komisja Europejska nie dopatrzyła się tam jednak żadnych uchybień wobec swoich załganych ,,wartości”.

Jestem Polakiem i koniec w tym temacie, a zakompleksieni ,,Europejczycy” wstydzący się swojej Ojczyzny, mogą z niej w każdej chwili wyjechać i nigdy do niej nie wracać. Krzyż na drogę.

Skoro jestem Polakiem i pragnę dbać o interesy Polski, to muszę pierwej zrozumieć na czym te interesy polegają. Zrozumiałem to, ponieważ nigdy nie wierzyłem zakłamanym mediom, ich ,,autorytetom”, politykom, ani szkolnemu nauczaniu. W zamian za co zostałem zmarginalizowany i zmuszony stanąć po tej ,,radykalnej” stronie barykady

Uważam, że w interesie Polski jest dogadywanie się z prawie każdym krajem. Prawie każdym, bo nie widzę wiele możliwości na dogadanie się z krajami sponsorującymi międzynarodowy terroryzm albo grożącymi Europie, że jeśli ich państwo upadnie, to po nas zostanie jedynie nuklearna pustynia.

W bardzo modnej teraz kwestii Rosji sądzę, że jakiekolwiek tarcia na linii Warszawa-Moskwa ZAWSZE służą trzeciemu graczu – Berlinowi. Ten gracz tylko czeka, aż polsko-rosyjskie stosunki się pogorszą, by wejść na nasze miejsce, przejąć nasze interesy i dogadać się z Rosjanami ponad naszą głową. Ułatwianie mu tego przez ,,elyty” rządzące, winno uważać się za zdradę.

W związku z tym zatem, że nie jestem chorym z nienawiści rusofobem, ani rusofilem bredzącym o Rosji potężniejszej gospodarczo niż Chiny, Indie, USA i cała Unia Berlińska razem wzięte, jestem przez jednych uważany za ,,kacapa”, a przez drugich za ,,parcha”. Cóż, jedne oszołomy są wszakże warte drugich, a ich opinie spływają po mnie niczym woda po kaczce.

Uważam, że wszystkie ideologie mniej lub bardziej szkodzą interesom państwa. Rola rządzących polega na tym, by dostosowywać środki do zmiennych okoliczności. Czasem trzeba coś znacjonalizować, a czasem sprywatyzować. Czasem należy podatki obniżyć, a czasem podwyższyć. Tym tropem idą kraje azjatyckie np. Korea Południowa i Singapur, czym mi jeno imponują.

Uważam zatem za szkodników wszystkich tych zapatrzonych w swoje ideologie socjalistów, liberałów, komunistów, kapitalistów i im podobnych, trzymających swoje ,,Podręczniki początkujących”, powtarzających swe nudne argumenty i przekonywujących, że państwo w ogóle nie powinno istnieć albo że powinno się wtrącać we wszystko. Ponownie – jedni warci drugich. Niech zatem siedzą w swoim grajdole, gdyż ja się z nich wszystkich już jako nastolatek wypisałem.

Nie wierzę żadnym ideologiom, może poza całkiem sensownie wyglądającym dystrybucjonizmem, agraryzmem, spółdzielczością czy Kredytem Społecznym. Choć i te pomysły uważam jedynie za fundament, który należy zmieniać i dostosowywać, w miarę też jak zmieniają się okoliczności.

Twierdzę, że multi-kulturalizm jako taki nie musi stanowić problemu (bo co komu w Polsce przeszkadzają prawosławni, Ormianie, Tatarzy, Białorusini…), lecz jest nim faszystowska polityczna poprawność, dyskryminująca lub uprzywilejowująca jedne grupy ludzi kosztem drugich.

Dlatego też sprzeciwiłem się przyjmowaniu przez Polskę tzw. ,,uchodźców”, którym należałaby się przywileje większe niż samym Polakom. Pomijając już fakt, że cała ta sprawa śmierdziała z daleka, bo wyglądała na coś z góry zaplanowanego, a za przyjmowaniem uchodźców optowały środowiska oraz ludzie, którzy znani są ze swej nieukrywanej nienawiści do kraju, który ich karmi i odziewa.

Oczywiście z tej racji zostałem nazwany ,,rasistą” i ,,ksenofobem”. Zabawne. Wychowałem się w kraju multikulturowym, do moich najbliższych przyjaciół należą między innymi Irakijczyk, Etiopczyk i Bengalczyk, religii w naszym małym gronie jest tyle ile w Syrii: prawosławie, chrześcijanizm i muzułmanim, a ,,rasistą” nazywają mnie zacofane i zakompleksione ,,młode, wykształcone”, które nigdy nie miały do czynienia z imigrantami, nigdy na oczy nie widzieli dzielnic Berlina, Sztokholmu, Paryża i Londynu, ale są przekonani, że jeśli tylko przyjmą uchodźców to w oczach Europy nasz kraj będzie mniejszym ciemnogrodem i oni zapunktują jako ,,nowocześni Europejczycy”.

Politycznie poprawnym mówię zatem: sami jesteście rasistami, w dodatku zakompleksionymi i o zapędach faszystowskich. Jeśli nie rozumiecie dlaczego wasza pogarda do wolności osobistej, równości wobec prawa i sprawiedliwości jest nazywana przeze mnie faszyzmem, patrzcie wyżej.

Poza tym ciężko jest mi myśleć o solidaryzowaniu się z krajami, które BEZPOŚREDNIO przyczyniły się do destabilizacji Bliskiego Wschodu i całej Afryki. Ciężko jest mi się solidaryzować z mordercami i bandytami, którzy zrzucali bomby ( i nadal to robią), uciskali biedniejsze kraje, a teraz dziwią się, że wśród uciekinierów znajdują się i tacy, którzy chętnie podłożą im bombę lub poderżną gardło.

Nam, Polakom, każe się zawsze solidaryzować, gdy inne kraje czegoś od nas oczekują. To nigdy nie działa w drugą stronę. Nie przypominam sobie np. żadnych aktów solidarności ze strony Wielkiej Brytanii po tym, jak polscy piloci uratowali ją przed Luftwaffe. Pamiętam za to ukradzione rezerwy złota i konieczność zapłaty za paliwo i amunicję zużytą w obronie ich wyspy.

Skoro już jesteśmy przy solidarności, to nie ma prawie nic tak szkodzącego naszemu państwu, jak źle pojmowana solidarność zawodowa. Objawia się ona tym, że przyzwoici lekarze stoją w obronie kompletnych konowałów, z kolei rozsądni nauczyciele chronią psychopatów znęcających się nad uczniami. Takiej solidarności mówię: NIE!

Jakich poglądów trzymam się jeszcze przez te wszystkie lata?

Chociażby tego, że Polska nie przetrwa dwudziestu lat, jeśli nie przeprowadzi w tym czasie paru znaczących reform: służby zdrowia, systemu emerytalnego, rynku pracy i innych. Co, rzecz jasna, kwalifikuje mnie jako ,,skrajnego”, bo nowoczesny Europejczyk nie dostrzega w Polsce żadnych problemów i nie widzi powodów do reform. On żyje na garnuszku państwa prowadząc kursy o gender, dostając dotacje za pseudo-sztukę lub uprawiając wolną miłość i będąc dzięki temu medialnym celebrytą.

To np. taki Tomasz Lis, który gardzi ,,polską hołotą”, a zapomina, że przez lata ta ,,hołota” płaciła abonament i podatki, by mógł prowadzić swój skrajnie nieobiektywny program telewizyjny i otrzymywać wiele tysięcy za każdy odcinek.

Takich zadowolonych z siebie, spasionym od wyrwanych siłą Polakom pieniędzy, jest w naszej Ojczyźnie o wiele więcej. Jakiś milion uprzywilejowanych, którzy nie muszą pracować ,,na zmywaku”. To od nich słyszy się najwięcej epitetów i to oni uchodzą za ,,elytę”, sztucznie nam przeszczepioną przez obu okupantów.

Trzymam się zatem twardo tych poglądów i robię swoje. Wy czytacie moje artykuły i dzięki temu wiecie chociaż, że są jeszcze młodzi Polacy nie dający wiary tej trwającej od ćwierćwiecza kampanii sukcesu. Bo był to wszakże sukces, ale nie dla paru milionów zmuszonych wyjechać za granicę, nie dla tych kolejnych milionów, które deklarują taką chęć i nie dla pozostałych żyjących w biedzie, pozbawionych emerytur, prawa do opieki zdrowotnej i godziwego standardu życia.

Przecież to miało wyglądać zupełnie inaczej… Więc co poszło nie tak? Wszystko co tylko mogło – pierwsze prawo Murphy’ego.

 

Robert Grünholz

Reklamy

18 myśli na temat “O mojej długiej wierności

  1. Czcigodny Robercie
    Rozumiem Twoje polityczne rozterki, bowiem i mnie nie za bardzo było po drodze z tym, co było dostępne na rynku politycznym tej, uczciwszy uszy, III RP.
    Ciągot lewicowych nie miałem nigdy, bowiem już jako dwunastolatek, czyli za „średniego Gomułki”, zrozumiałem że kapitalizm to wyzysk człowieka przez człowieka. Ale socjalizm to wyzysk człowieka przez półpiśmiennego chama.
    Gdy nastał ten wynik układu między Kiszczakiem a jego agenturą, miałem chwilę złudzeń po powołaniu rządu Jana Olszewskiego. Straciłem je podczas nocy upiorów 4 czerwca 1992. Tej bandy targowiczan i odrażającej, czerwonej z uciechy mordy TW Bolka, nigdy nie zapomnę.
    Tak jak i Ty, krótko wiązałem niewielkie nadzieje z Mikusiem, choć znając go z turniejów brydżowych, wiedziałem iż jest to narcystyczny bufon. Ale ten jego kretyński, bo kompletnie nieprzygotowany wniosek lustracyjny z 1992, tak jak i łajdackie wypowiedzi tuż przed niejednymi wyborami, gdy jego UPR „groziło” przekroczenie progu 5%, upewniło mnie, że jest to agent. Od 25 lat wzorowo realizujący zadanie „wytłumaczenia” wyborcom, że liberał to ekonomiczny debil, dodatkowo pozbawiony szczypty empatii. Bowiem tzw. „Program gospodarczy UPR”, rzekomo opracowany w nieistniejącym „Instytucie Socjo-Cybernetyki”, rozniósłby na kopach każdy absolwent dawniejszego liceum ekonomicznego.
    Kilka razy głosowałem na pobożnych socjalistów z PiS, ale wyłącznie na zasadzie prób włożenia kija w szprychy szajce kon-Donka. Do takich narodowców, jak Robert Winnicki czy Krzysztof Bosak mam dużo sympatii, ale zbytnich zdolności organizatorskich to środowisko nie ma. Jeśli nie pojmą, iż drugiej takiej szansy jak listy Kukiza prędko nie dostaną, nie będzie można traktować ich jako realnej siły.
    Pozostaje konserwatyzm. A że tak nieliczny, trzeba budować go od podstaw. Ale mądrze. Moim zdaniem, poza klasyczną prawicą, jest do zagospodarowania duży elektorat, złożony z rozsądnych niewierzących, odrzucających ze wstrętem pedalskie śluby i adopcje czy aborcję „na żądanie”, a do tego w stosunku do chrześcijaństwa neutralnych a nie agresywnych. Różni nawiedzeni idioci straszą ich BEZWZGLĘDNYM zakazem aborcji czy utrudnieniami w dostępie do antykoncepcji, tym samym wpychając w objęcia lewicy. A sądząc po moich znajomych, tacy ludzie mogą stanowić z 10 do 12 % elektoratu. Więc jest o kogo walczyć. A w konserwatywnej wizji organizacji państwa, przy całym należnym chrześcijaństwu szacunkowi (zwłaszcza teraz!), ci ludzie nie mogą się czuć obywatelami drugiej kategorii. Bo twierdzenie że katolicy stanowią aż 95% ogółu Polaków uważam za nieudolną propagandę sukcesu.
    Więc propagujmy thatcheryzm, czyli ideologię która miała co zaoferować przysłowiowemu Brownowi, więc po odpowiedniej „adaptacji do warunków lokalnych”, jak to nazywają budowlańcy, może trafić i do Kowalskiego. I jak doskonale wiesz, zarówno w gospodarce jak i w polityce zagranicznej żadnego zamykania się w zaściankach. Dobre jest to, co w danej chwili jest zgodne z polską racją stanu. Zwłaszcza że na całym globusie nie znajdziesz bardziej parszywego miejsca, niż to między Niemcami i Rosją.
    Nikt tego za nas nie zrobi.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Tak na dobrą sprawę to nigdy nie mogłem powiedzieć, iż jestem ,,socjalistą”, ,,liberałem”, ani nic podobnego. Nie tylko dlatego, że każde z tych środowisk czymś mnie do siebie zrażało, ale nie lubiłem nigdy żadnych etykietek i szufladkowania.

      Polityk jest od tego, by realizować swoje przedwyborcze obietnice. Jeśli tego nie robi, to w normalnym państwie należałoby go zaskarżyć o zdobycie władzy za pomocą kłamstwa i uniemożliwić mu jakiekolwiek pełnienie funkcji publicznych w przyszłości.

      Jest to prosta recepta, której się przez cały ten czas trzymam. Ponieważ pozwoliłaby ona mieć wyborcom faktyczny wpływ na władzę, a politycy o wiele bardziej uważaliby na słowa.

      Tym samym pomogłoby to wykluczyć zgraję oszustów, daleko idących populistów i naiwniaków. Np. ,,Partia Razem” z jej postulatem 75% podatku od dochodów dla najbogatszych. Czy nie interesuje ich fakt, że ktoś już tego parę razy próbował i efekt był zawsze daleki od oczekiwanego?

      Istni geniusze. Zupełnie tak jak JKM operujący paroma argumentami i proponujący nie tyle proste, co wręcz prostackie rozwiązania.

      Jedni wierzą w Rothbarda, inni w Marksa… dla mnie jest to wszystko jedno i to samo. Naprawdę, nie widzę różnicy między jednym koniem z klapkami na oczach, a drugim. Poza tym, że idą w różnych kierunkach.

      Do narodowców mam spory dystans z paru powodów:

      Przez 25 lat nie zrobili nic, by odbudowywać naszą klasę średnią i wyższą.

      Zauważ proszę, że przedwojenni narodowcy w Polsce byli często elitą: inżynierowie, wynalazcy, artyści, działacze niepodległościowi, wojskowi… Prezentowali NAJWYŻSZY poziom kultury i intelektu. Gdyby pojawili się dziś w telewizji bądź na mównicy sejmowej, roznieśliby w pył całe towarzystwo. Podobnie zresztą jak większość działaczy ludowych i patriotów z innych środowisk. Wyobrażasz sobie w dzisiejszym Sejmie kogoś takiego jak Eugeniusz Kwiatkowski? Henryka Sienkiewicza?

      Mogłoby się zatem wydawać, że skoro w interesie Narodu jest odbudowa elit i skoro byłoby na rękę narodowcom te elity posiadać, to ktoś się za to weźmie w końcu na poważnie.

      Tymczasem w środowiskach narodowych nadal utrzymuje się stosunkowo niski poziom. Rozumiem, że do patriotyzmu zachęcić można nawet osoby wyciągnięte z kompletnego marginesu społeczeństwa, lecz czy nie należałoby wskazywać im odpowiedni kierunek rozwoju?

      Nikt z dnia na dzień nie stworzy elity, to jasne. Tutaj potrzeba pracy od podstaw. Znacznej ilości narodowców brakuje do tego jednak jakichkolwiek aspiracji! Piszę z doświadczenia, że wielu (oczywiście nie wszyscy z nich) to właśnie podchodzący pod 30-stkę faceci bez dobrego wykształcenia, pracy czy rodziny, którzy chodzą na różne demonstracje, by odreagowywać swoje frustracje okrzykami takimi jak ,,Precz z komuną” albo ,,Won islamiści”.

      Wystarczy poczytać co piszą w Internecie: ich komentarze pełne są jadu, nienawiści i rynsztokowego języka, a kierują ten język nawet w stronę swoich własnych kolegów, którzy mają czelność się z nimi w jakiejś kwestii nie zgadzać.

      Gdzie tu ta kultura i intelekt? Opierają się głównie na pustych sloganach i hasłach, a choć non stop powołują się na Dmowskiego, Piłsudskiego i innych, to nigdy nawet nie czytali żadnej z ich książek. Albo czytali i nic z nich nie zrozumieli, bo nijak inaczej wyjaśnić panujące tam nastroje.

      Rozumiesz z pewnością, że mnie (jako konserwatyście) bardzo takie zachowania się nie podobają. Tedy też nie dziwię się tak znacznej ilości społeczeństwa, która kojarzy jedynie, że nacjonalizm = faszyzm.

      Może zostawmy chamstwo i prymitywizm naszym kolegom od grzybków i wolnej miłości? Wróćmy do poziomu, który prezentowaliśmy przez tyle wieków. Nie staczajmy się na samo dno.

      Dałbym sobie uciąć rękę, że wszyscy z nich mogliby dostać nawet 15% głosów, gdyby tylko hamowali nieco język, powstrzymali się od pewnych skrajnie radykalnych postaw i zaczęliby zachowywać się bardziej jak na polityków przystało.

      Bo co powie przeciętny Kowalski, gdy usłyszy na ulicy głośny okrzyk: ,,Precz z NATO!”? Popuka się jeno po głowie, a na widok glanów i miny typowego bojownika, skręci natychmiast w inną uliczkę.

      Dalej chodzi już o szczegóły np. o zbytnie przywiązywanie się do kwestii historycznych, a mniejsza troska o przyszłość. Na samym strachu i bogoojczyźnianej retoryce mało kogo można przyciągnąć. Potrzeba też nieco konkretów i to tych pozytywnych.

      Można było już wiele lat temu napisać książkę, która zawierałaby konkretne dane na temat rozmaitych reform i ich skutków w wielu krajach świata. Np. porównywałaby systemy emerytalne, a także podawałaby przykłady na to, że często obniżanie podatków wiąże się z większymi przychodami budżetu. Taki podręcznik przydałby się wszystkim agitatorom… i nie tylko im zresztą. Mieli 25 lat i nadal tego nie zrobili. A wiem, że im to proponowano.

      Dodam jeszcze kiepską organizację demonstracji i marszów, złe zabezpieczenia organizacji, tworzone na jedno kopyto struktury bez wyraźnej strategii rozwoju, brak dalekosiężnych planów propagandowych i niechęć do tworzenia alternatywnych platform medialnych.

      Teraz jednak o ateistach:

      Mam ich wielu wśród znajomych i dlatego mogli się też przekonać, że ktoś wyznający konserwatywne wartości nie jest zaściankowcem bredzącym o zakazie antykoncepcji.

      Niestety, oszołomy pokroju Jurka czy Terlikowskiego robią nieźle swoją krecią robotę i każdą swoją wypowiedzią ośmieszają całe nasze środowisko.

      Z drugiej strony, znam też paru takich dla których organizacja polityczna musi odwoływać się w każdej wypowiedzi do religii, kościoła i Boga, gdyż w innym razie kategoryzują ją jako ,,masońską”, ,,iluminacką” i nie napiszę już tu jaką jeszcze.

      Tymczasem ja uważam, że dobra organizacja w naszych warunkach to ogólnonarodowy ruch społeczny, przez 95% czasu zajmujący się kwestiami gospodarczymi, promujący konkretne rozwiązania i reformy, a nie wdający się w jakieś idiotyczne przepychanki o in vitro ze zgrają pseudo-autorytetów.

      W takim ruchu może być katolik, protestant czy ateista, o ile tylko nie robi z Kościoła ,,chłopca do bicia” i nie wprowadza zamieszania poprzez poruszanie pewnych tematów obyczajowych. Widzę zresztą, iż sam dobrze rozumiesz czym się to kończy: z jednych robi się ,,katolski ciemnogród”, a drudzy tym chętniej bunkrują się w swoich ateo-talibańskich twierdzach.

      Pytanie: kto to może zrobić?

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Pani Moniko, już dwa lata temu na tym blogu pisałem o konieczności wyboru odpowiednich osób do władzy w samorządach.

        Ponad to pisałem o konieczności zrzeszania się, a także tworzenia organizacji takich jak np. Towarzystwa Zieleni Miejskiej. Tak, by polski patriota kojarzył się wyborcom z osobą dbającą o zrównoważony rozwój miasta, o zagospodarowanie przestrzenne, o ochronę środowiska, o infrastrukturę, a nie tylko by był kojarzony z osobą posługującą się swoją bogoojczyźnianą martyrologią i organizacją kolejnych demonstracji oraz marszów.

        Bo czemu miałoby to służyć? Na samych negatywach, na stęknięciach i narzekaniach jeszcze nikt wyborów nie wygrał. Tymczasem wystarczy poczytać gazety z alternatywnego obiegu, by przekonać się, że brak tam jakichkolwiek pozytywów.

        Nie ma tam wywiadów z osobami, którym udała się walka z systemem. Nie ma tam porad prawnych dla przedsiębiorców i pracowników. Nie ma tam kruczków prawnych. Nie ma tam konkretnego programu dla Polski XXI wieku. Jest za to cała masa narzekania, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Daleko na tym nie zajdą.

        Pytanie więc: kiedy zrozumieją, że robią wszystko nie tak jak trzeba?

  2. Dawno tutaj nie zaglądałem.
    Pamiętam, jak mi Pan opowiadał o swoich korzeniach, gdy pytałem o Pana nazwisko niepolsko brzmiące.
    Niemcy przez wiele wieków, praktycznie od Wieków Średnich aż do tzw. „zjednoczenia” Bismarcka były podzielone na kilkaset państewek i wolnych miast. Pozostałościami po tym do dzisiaj są chociażby odmienne dialekty języka niemieckiego, które wcześniej były zupełnie innymi językami. Bywało, że te niemieckie państewka walczyły między sobą, np. w słynnej wojnie trzydziestoletniej. Głośno swego czasu było o dążeniach niepodległościowych Bawarii, którzy nie cierpią centralizacji berlińskiej. Najbogatszy rejon Niemiec, który nie może się rozwinąć, bo wszystkie pieniądze płyną do stolicy. Z wszystkich państw niemieckich właśnie chyba Bawaria byłaby nam najbliższa ze względu na to, że po rewolucji protestanckiej pozostała katolicka i znajduje się po wschodniej stronie RFN, a z tego, co mi wiadomo, to wschodnie ziemie obecnej Germanii są zamieszkiwane przez Słowian niemieckojęzycznych.
    Zatem jeśli by to Pana interesowało, to może warto by pogrzebać w swojej genealogii i dowiedzieć się, czy Pana praprapraprapradziadowie byli Bawarczykami czy Badeńczykami czy Wirtemberczykami, itd., bo całościowo „zjednoczone” Niemcy, to, jak już wspomniałem, sztuczny twór polakożerczego Żelaznego Kanclerza. To samo tyczy się „zjednoczenia” Italii pod dyktando masona Garibaldiego. Tam również są dążenia niepodległoścowe, mianowicie Wenecji, która przez wiele wieków była wspaniałą, bogatą republiką, a obecnie jest miastem zapadającym się w ruinę przez centralę z Rzymu.

    Pozdrawiam!

    1. Faktycznie długo tutaj Pana nie było, więc witam z powrotem na swojej witrynie.

      Największe problemy przysparza pisownia nazwiska: Grunholz, Grünholz, Grunholtz, Gruneholtz itp. Zapewne w wieku XVII i XVIII osób noszących te nazwiska było znacznie więcej niż dzisiaj i nie wszyscy musieli być ze sobą spokrewnieni.

      Tym bardziej dotrzeć do tego dzisiaj wydaje się być prawie nieprawdopodobnym.

      Co wiadomo na pewno: część osób noszących nazwisko Grunholtz i Grunholz przybyło do Trójmiasta z dzisiejszej Alzacji, Westfalii i Nadrenii.

      Niejaki August był właścicielem firmy przewozowej w Sopocie i członkiem rady miejskiej. Jego własnością były budynki, które dziś znajdują się na ul. Bohaterów Monte Cassino, na tym terenie znajduje się też dziś Sopocki Krzywy Domek.

      Nie wiem nawet jakiego byli wyznania – pewne podejrzenia daje Ks. Józef Grünholz, który powołał do życia parafię w Sianowie i pełnił funkcję proboszcza w latach 1865-1897. Lata by się mniej więcej zgadzały…

      Pełna zgoda co do tego, że Niemcy jak i Włochy są sztucznymi tworami, a Bawaria w Niemczech, czy Wenecja we Włoszech, to tylko jedne z wielu przykładów na ciągle żywe nastroje separatystyczne.

      Zresztą, Włoch z północy i z południa jest jak Polak i Słowak – niby Słowianie, sąsiedzi, ale przecież nie jeden Naród.

      Pozdrawiam serdecznie

  3. Witaj Robercie,

    Wybacz dłuższą absencję, ale od jakiegoś czasu doba jest dla mnie za krótka i z trudem starcza czasu aby zajrzeć na Antysocjal. Bardzo imponuje mi twoje poszukiwanie własnej drogi, albowiem dostrzegam w tym swoją własną ścieżkę poszukiwań. I tak w wyniku moich wyborów byłem już okrzyknięty ruskim agentem, kato – talibem, kruchtokołtunem, pisowskim fanatykiem, faszystą, peowskim agentem, szowinistą, rasistą, islamofobem, no i oczywiście antysemitą. Tak długo jak słyszę tego typu epitety wiem, że z moim samodzielnym myśleniem i wyciąganiem wniosków wszystko w najlepszym porządku. Czego i Tobie z całego serca życzę. Idź własną drogą, bo nie jest ona drogą pod prąd, ale raczej drogą zdrowego rozsądku i analitycznego myślenia, wbrew propagandowej kanonadzie wymierzonej w słabe umysły. – tym kursem Robercie!

    Pozdrawiam Cię serdecznie, TF.

    1. Witaj ponownie w moim skromnych progach 🙂

      Oczywiście rozumiem sytuację i wynikający z niej brak czasu.

      Podobnie jak i Ty słysząc pod swoim adresem rozmaite epitety utwierdzam się jeno w przekonaniu, że jestem cały czas na właściwym kursie i że moje poglądy są wynikiem moich osobistych doświadczeń i analiz, a nie powtarzaniem czyichś opinii, jak mogło to być wiele lat temu.

      Najbardziej rozśmieszył mnie jak do tej pory ,,etatysta”. Oczywiście, skierował to w mą stronę jakiś liberał i chyba zapomniał przy tym, że państwa o których cały czas wspomina (Singapur, Korea, Chiny) to właśnie państwa etatystyczne.

      Zdaje się, że jesteśmy rodzajem muru w który wystarczy co jakiś czas mocno uderzyć, by jego struktura stała się jeszcze silniejsza.

      Dziękuję za życzenia i radę – zastosuję się do niej w pełni!

      Pozdrawiam serdecznie

  4. Witaj, Robercie
    Bardzo ciekawa ta Twoja droga, powiem szczerze, że jednak dość wyjątkowa
    Nie znam innych dwunastolatków rozmyślających o polityce i zainteresowanych wiadomościami ze świata
    Ja w tym wieku grałam namiętnie w siatkówkę i kompletnie nie obchodziła mnie polityka (zamiłowanie do pieśni Kaczmarskiego czy Gintrowskiego nie liczy się)
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Witaj ponownie Olu,

      Muszę przyznać, że z perspektywy czasu i mnie to zaskakuje. Bo czemu akurat polityka i tematy jej pokrewne zainteresowały mnie w tamtym wieku? Nie mam pojęcia! Z początku była to fascynacja, a z czasem przerodziła się w obsesję. W wieku gimnazjalno-licealnym poświęcałem na to 90% swojego wolnego czasu.

      Jestem jednak zadowolony z efektu. Mogę się nadal mylić w pewnych kwestiach, mogę nadal pozwalać sobie na różne prowokacje i kontrowersyjne wypowiedzi, jednak obserwacja realiów polityki ukształtowała cały mój charakter, a nie chciałbym mieć żadnego innego.

      Nigdy nie chciałbym być lemingiem, łykającym bezmyślnie serwowaną mu propagandę i wierzącym w teorie oraz idee, które sama historia ocenia jako niewypały. Ani tym bardziej nie chciałbym uznawać takich osób jak Szechter za ,,autorytety”.

      Wolę już mierzyć się z tym, że wiedza o działaniach właścicieli tego świata nie niesie z sobą żadnego pocieszenia, a jeno smutek. Bo choć wszystko zmierza w złym kierunku, to gdzieś tli się jednak nadzieja, że może być lepiej. Nie będzie tak jednak samo z siebie – my musimy to zrobić.

      Więc… na co jeszcze czekamy? 🙂

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Może trzeba jakąś inną partię założyć w Szwecji??? przecież tu jest taki beton, że mucha nie siada

        Ale da się znaleźć w necie niezależnych komentatorów i takież opinie, jednak ludzie całkiem baranami nie są… tylko nie mają zbyt wielu politycznych opcji

      2. Problem z systemem politycznym w Szwecji polega na tym, że założono kilka partii posiadających identyczne poglądy w najważniejszych kwestiach, a media są pod zarządem rodziny Bonnierów i na reklamę nie może liczyć nikt będący poza układem.

        Hm… coś mi ten opis przypomina 🙂

        Mamy w Szwecji kilka niezależnych partii, ale Szwedzi nie chcą na nie głosować. Nawet jeśli zgadzają się z ich poglądami!

        Widzisz, w Polsce zawsze zgromadzisz grupę osób bojkotujących wybory: liberałów, nacjonalistów, socjalistów i im podobnych, którzy zgromadzą po parę procent głosów.

        W Szwecji liberałowie dostali… 200 głosów. Czy może 300? Na tyle może liczyć w tym kraju ktoś spoza układu.

        Nie wiem czy ten Naród cokolwiek zmieni. Są całkowicie wyprani z samodzielnego myślenia. Mam wrażenie, że przeniosłem się na Marsa, bo nie przypominają ludzi…

      3. Robert – odpowiedź jest w terminie BEZPIECZEŃSTWO
        za wszelką cenę
        głosowanie na „nowych” to ryzyko
        teraz trzeba mieć wszystko ubezpieczone i obniżać jakiekolwiek ryzyko do minimum – Szwedzi są w tym mistrzami świata
        za duży wybór czegokolwiek – większe ryzyko dokonania złego wyboru

        to tylko o to chodzi, nie żadne wyższe ideały „world peace” czy coś

        NB szykuje post na ten temat, trafiłam niedawno na doskonały artykuł (szwedzki!), który mnie zainspirował

        pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s