W listopadzie 2014 i w marcu 2015 roku, napisałem trzy artykuły traktujące głównie o różnicach pomiędzy systemem republikańskim i demokratycznym, a także krytyczne wobec tzw. ,,demokracji liberalnej”. Nie istniała ona w mej ocenie nigdy i nigdzie; chyba, że jako mrzonka i teoria, która ma się nijak do praktyki. Jest jednak uważana przez wielu za największe dobrodziejstwo współczesności, choć niewiele osób potrafi wytłumaczyć czym ona tak właściwie jest! Może właśnie z tego względu jest najchętniej używanym sformułowaniem przez rozmaitej maści polityków i osób do bycia politykami aspirujących. Wszakże nie sposób mi sobie wyobrazić ust innych niż usta polityka, z których mogłoby wylewać się równie wiele pięknych kłamstw, fałszywych teorii i czczych obietnic.

 

Pod tym względem politycy biją na głowę nawet tzw. ,,couchów”, czyli w głównej mierze aktorów i zawodowych oszustów, którzy po wielu wiekach krycia się w najciemniejszych dziurach i piwnicach, w końcu zalegalizowali swoją działalność i czerpią ogromne zyski z powtarzania zwyczajnych banałów, a także z udawania kogoś, kim wcale nie są.

 

Co zatem zmusiło mnie do podjęcia tego tematu po raz czwarty? Tydzień temu w lokalnej gazecie przeczytałem list skierowany do jednego polityka przez stowarzyszenie grafficiarzy. Warto zatem czytelnikom wiedzieć, iż liczba graffiti drastycznie wzrosła w Sztokholmie przez ostatnie kilka lat. Ilość zgłoszeń zwiększyła się w niektórych miejscach nawet o 1000%. Niestety, władze tego liberalnego kraju nie potrafią walczyć z żadnego rodzaju przestępstwami ani wandalizmem, zatem oddały pole i napomknęły, iż graffiti jest sztuką, a sztuka jako taka nie może być dyskryminowana.

 

Do oceny problemu przystąpili zatem mieszkańcy dzielnic najbardziej dotkniętych problemem i lokalni politycy. Jeden z nich pozwolił sobie właśnie na krytykę bazgrołów, które można podziwiać już na każdej skale w mieście. Skierowano zatem do niego list, a w nim zawarto zaproszenie na wykład o graffiti, jego roli w sztuce i o… demokracji.

 

Tym jest właśnie demokracja. Nie jest to żaden polityczny system, a słowo bez jakiegokolwiek głębszego znaczenia, powtarzane przez wszystkich przy byle jakiej okazji. Zamalowywane graffiti ze ścian prywatnych posiadłości, to zamach na sztukę i prawa człowieka, a zatem też zamach na demokrację. Jeżdżenie samochodem innym niż elektryczny i tym samym szkodzenie alergikom wyziewami z rur, również jest w ocenie tutejszych antydemokratyczne, bo narusza prawa jednostki. Jak najbardziej demokratyczne jest za to skazanie za gwałt Szweda np. na pięć lat więzienia i skazanie na dwa lata więzienia imigranta z Somalii za gwałt zbiorowy.

 

W tej samej gazecie przeczytałem, iż osoby skazane za udział w napadzie z bronią w ręce, za handel narkotykami i działalność w przestępczości zorganizowanej, dostały po półtora roku kary pozbawienia wolności. Jakakolwiek inna kara byłaby zapewne niezbyt demokratyczna.

 

Na tym kończę jednak ironię, która jest jedyną rzeczą pozwalającą zachować zdrowie psychiczne w kraju dotkniętym wirusem tzw. politycznej poprawności (albo, jak ja wolę to nazywać: faszyzmem poprawności). Zapomnijmy na chwilę o członkach systemowych młodzieżówek, którzy nie mogą przepuścić okazji, by nie wspomnieć o demokracji co najmniej pięciokrotnie w trwającej góra minutę wypowiedzi. Zapomnijmy na chwilę o demokracji, którą szasta się na prawo i lewo, by chronić prawa bandziorów i wandali, pod płaszczykiem której zrzuca się bomby i która stała się też najlepszym murem systemu oligarchicznej finansjery i wielkich korporacji. Przyjrzyjmy się jej (mam nadzieję, że po raz ostatni) w ten sposób, by zrozumieć czym tak właściwie demokracja być powinna i porównajmy teorię ze znaną nam wszystkim dobrze praktyką.

 

By nie szukać daleko, zaglądamy zatem do Cioci Wikipedii, która, jak wiadomo wszystkim antysystemowcom, jest bastionem faszystów politycznej poprawności i klakierów spod demokratycznych szyldów partyjnych. Nigdzie indziej nie przeczytamy zatem bardziej obiektywnego artykułu na temat Najlepszego-Systemu-Na-Świecie.

 

Demokracja, jak mówi nam Ciocia, wedle współczesnych kryteriów opiera się na:

 

  1. dostępności sfery polityki dla wszystkich bez ograniczeń ze względów klasowych, rasowych, majątkowych, religijnych;
  2. możności wybierania kandydatów na stanowiska publiczne i swobodzie dostępu do tych stanowisk, czy jakichkolwiek innych (poza wyrokiem sądowym pozbawiającym praw publicznych);
  3. suwerenności narodu (ludu) oznaczającej, że władza zwierzchnia, niezbywalna i niepodzielna, należy do zbiorowości społecznej żyjącej w granicach państwa;
  4. zasadzie reprezentacji – utożsamionej z delegowaniem uprawnień władczych na przedstawicieli obieralnych przez naród w wyborach powszechnych i działających pod jego kontrolą;
  5. uznaniu wyborów za główne źródło prawomocności władzy i konieczności cyklicznego potwierdzania legitymacji władzy w wyborach powszechnych;
  6. możności zrzeszania się w partie polityczne i wyboru między alternatywnymi ofertami piastunów władzy państwowej;
  7. odpowiedzialności rządzących przed rządzonymi – tworzeniu wyspecjalizowanych instytucji kontroli władzy mających w założeniu zapobiegać jej nadużyciom;
  8. podziale władz – wyrażającym ideę ograniczania rządu poprzez wzajemne kontrolowanie się ośrodków władzy oraz przez działalność zorganizowanej opozycji politycznej;
  9. wolności przekonań i wypowiedzi;
  10. instytucjonalnej ochronie praw obywatelskich – wyrażającej się w stwarzaniu formalnych zabezpieczeń obywateli przed nadmierną i nieuzasadnioną ingerencją władzy w ich sprawy.

Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja

 

Tyle zatem teorii. A jak wygląda praktyka?

 

  1. Dostępność sfery polityki jest ograniczona ze względu na zasobność portfela. Szanse na zwycięstwo mają najbardziej rozpoznawalni kandydaci, których stać na ulotki, billboardy, spoty reklamowe, a zatem których albo hojnie finansuje partia, albo rozmaitej maści lobbyści i sponsorzy. Rzadko który ,,demokratyczny” kraj ma tradycję, w ramach której to wyborcy wspierają finansowo swojego kandydata. Polska takiej tradycji z całą pewnością nie posiada. Co więcej, zdecydowanie największe szanse na zwycięstwo mają ci kandydaci, których najczęściej pokazuje się w mediach. Media natomiast, jak wiadomo, są prywatne i są tym samym własnością osób, w których interesie jest faworyzowanie jednych kosztem drugich. W Polsce media te są w dodatku zagraniczne i ich interesy nie są zbieżne z faktycznymi interesami Polski i Polaków.
  2. Swobodę dostępu do stanowisk publicznych utrudnia ogromny nepotyzm, kumoterstwo i klientelizm. Tego faktu (podobnie jak i wszechobecnej korupcji), nie jest nawet w stanie ukryć Najwyższa Izba Kontroli. A niestety, im większy panuje u nas nepotyzm i korupcja, tym mniej mamy demokracji na metr kwadratowy.
  3. Konstytucja ekipy LSD gwarantuje niepodważalne prawo do decydowania o polskiej polityce monetarnej tworowi, który jest całkowicie niezależny od innych instytucji państwowych, jak i osób wybranych na najważniejsze stanowiska w państwie. Co więcej, członkostwo w rozmaitych organizacjach międzynarodowych oddaje znaczną część władzy w ręce skrajnie nie-demokratycznych tworów. Do tego grona zalicza się także Unia Berlińska, ponieważ to nie ogół obywateli państw członkowskich decyduje o składzie najważniejszych instytucji, istniejących w ramach tejże organizacji.
  4. Przedstawiciele nie pozostają pod kontrolą swoich wyborców. Obywatele nie posiadają żadnej realnej możliwości obserwowania pracy swoich przedstawicieli, a tym bardziej oceniana efektów ich działań. Jedynym momentem, w którym tzw. lud, może wyrazić swoją opinię o danym kandydacie, są kolejne wybory. Politycy chronieni immunitetami są bezkarni, a przez ostatnie ćwierć wieku ani jedna osoba publiczna w Polsce nie została skazana przed niezależny sąd za działania nieleżące w interesie Polski i Polaków. Nie doszło do tego, mimo ujawnienia kilkudziesięciu afer – w tym też i takich, gdy dochodziło do defraudacji miliardów złotych, a także prób obalenia porządku prawnego państwa.
  5. Wybory nie są głównym źródłem prawomocności władzy, a jedynym jej źródłem. Postawę władzy najlepiej udowadnia ignorowania wyników referendów, a także zamrażanie i odrzucanie petycji oraz projektów obywatelskich ustaw, podpisywanych przez setki tysięcy, a niejednokrotnie także przez miliony wyborców.
  6. Wiele poza-systemowych partii toczy wieloletnie boje sądowe o samą możliwość rejestracji działalności.
  7. Odpowiedzialności rządzących przed rządzonymi po prostu nie ma. Nie ma jej, gdy dochodzi do kradzieży pieniędzy z FOZZ i z OFE. Nie ma jej, gdy urzędnik płaci dwadzieścia tysięcy złotych z pieniędzy podatników, za przykręcenie czterech śrubek na ścianie warszawskiego garażu. Nie ma jej, gdy dochodzi do ogromnych opóźnień, kradzieży materiałów i gdy końcowy efekt inwestycji odbiega w znacznej mierze od tego, za co państwo płaci pięć razy więcej niż powinno. Sędzia, który potrąci osobę pieszą na pasach, prowadząc w dodatku samochód w stanie nietrzeźwości, pozostaje na swoim miejscu chroniony przez patologiczną ,,solidarność zawodową”. Budowa kolejnych pałaców przez skrajnie zadłużone instytucje, nie jest uważana za problem. Wielomilionowe premie i ,,szkolenia” na Florydzie kierownictwa spółek są codziennością; nawet jeśli są to spółki, do których dopłaca się po kilka miliardów. Urzędnik ochrony środowiska nie jest odpowiedzialny za tony śmieci składowane w lasach. Oczyszczalnia ścieków nie jest winna ich wylaniu do Wisły. Nikt nie jest winny wyrzucenia w błoto pieniędzy na korwety projektu 621, na zakup złomu z lat 80-tych reklamowanego jako ,,nowoczesny sprzęt”, ani za oddanie zagranicznym firmom informatycznym możliwości obsługiwania strony Kancelarii Premiera, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i Głównego Urzędu Statystycznego. Nie znaleziono winnych budowy lotniska w Radomiu, winnych malowania pasów na miejscach nieuczęszczanych przez pieszych, ani stawiania dwóch wykluczających się wzajemnie znaków drogowych. Nie wiem jak to działa w innych państwach, ale w Polsce polityk, urzędnik czy sędzia, nie są winni żadnego zaniedbania, nietrafionej inwestycji, marnotrawstwa, ani korupcji. Nie wiadomo zatem skąd się biorą te wszystkie absurdy.
  8. Najwyższa Izba Kontroli cały czas wydaje miażdżące raporty o braku skuteczności działania instytucji państwowych, które są przez wszystkich ignorowane. O tzw. niezależności sądów i prokuratury, można by napisać pracę doktorską.
  9. Wolność wypowiedzi jest szczególnie widoczna w krajach zainfekowanych przez faszystów politycznej poprawności. Objawia się ono np. zamykaniem w więzieniach i w zakładach psychiatrycznych osób, które mają czelność podważać pewne ,,prawdy” i ,,fundamenty”. Objawia się ona dyskryminowaniem ludzi w szkołach i w miejscach pracy – najczęściej ze względu na ich przekonania polityczne. Wolność wypowiedzi wygląda tak, że w obronie jej ,,poprawności” stoją państwowi urzędnicy, międzynarodowe trybunały i zamaskowane bojówki, upubliczniające w Internecie intymne dane osób, które nie podzielają ich skrajnie totalitarnych zapatrywań.
  10. Prawa obywatelskie, zarówno zresztą jak i prawa człowieka, są zaiste wielce chronione w systemie ,,demokracji liberalnej”. Nie dotyczą one jednak meksykańskiej biedoty, pozbawianej wody pitnej przez znane firmy przemysłu spożywczego. Nie dotyczą one tubylców z Sumatry i Borneo, których wygania się z lasów deszczowych, po czym wycina się je, by zasadzić trzcinę cukrową na produkcję ,,ekologicznych” biopaliw. Nikt nie upomina się o prawa Amerykanów, zastraszanych, torturowanych i zestrzeliwanych przez nadgorliwych policjantów. Nikt nie wspomina o prawach ludzi więzionych bez procesów, a niejednokrotnie także torturowanych w tajnych więzieniach np. w Guantanamo. Żadne prawa nie należały się Serbom mordowanym w Kosowie, ani irackim dzieciom, które dotkliwie odczuły sankcje i nie doczekały się upragnionych leków oraz sprzętu medycznego. Żadne prawa nie należą się większości populacji, bezkarnie infiltrowanej przez agencje wywiadowcze i wielkie korporacje. Odbiera się prawo do wody pitnej, prawo do wolności wypowiedzi, prawo do zrzeszania się, prawo do życia, prawo do opieki medycznej, jak i prawo do ochrony własnego życia i mienia – co też znamy w Polsce, gdyż sądy o wiele chętniej karzą tych, którzy sukcesywnie bronią się przed atakami bandytów, niż samych napastników, złodziei i gwałcicieli.

 

Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że demokracja liberalna zakłada tzw. równość wobec prawa. Dlatego też w większości krajów Europy Zachodniej, wysokość wyroku zależy bezpośrednio od koloru skóry napastnika, od jego pochodzenia i wyznawanej religii. Polak, który popełnia w Szwecji przestępstwo, trafia do więzienia. Uchodźca, który gwałci i morduje swoją opiekunkę, zostaje w ramach kary przeniesiony do innego ośrodka. To czy policja bądź prokuratura podejmie się danej sprawy, zależy od procentowej możliwości oskarżenia jej przez samego oskarżonego o ,,rasizm”. Równość wobec prawa dotyczy z całą pewnością dzieci osób biednych i dzieci polityków, które potrzebują pomocy medycznej. O równość wobec prawa starają się także rozmaite mniejszości; z tym, że nie domagają się one praw, a przywilejów, co zresztą wyklucza równość i sprawia, iż kolejne sformułowanie (zaraz po ,,demokracji”) staje się znów bezwartościowe.

 

Jako republikanin (w prawdziwym, a nie amerykańskim tego słowa znaczeniu), nie rwę włosów z głowy z tego powodu, iż ,,demokracja” nie działa. Czy też raczej z tego powodu, że nie działa, bo system nie życzy sobie tego, by działała. Już Arystoteles przedstawiał ją jako patologiczną formę rządów, szybko podlegającą procesowi degeneracji, w której część obywateli staje się tyranami dla pozostałych. Z tym, że wtedy przewidywano, iż w demokracji większość będzie dyskryminować mniejszość. Dziś działa to już na odwrót – uprzywilejowane mniejszości zachowują swe przywileje tylko dlatego, że utrzymują się z ciężkiej pracy większości. Nie jest to zatem żadna ,,demokracja”, a najzwyczajniejsza w świecie oligarchia. W Polsce jest to oligarchia miliona żyjącego na koszt pozostałych trzydziestu kilku milionów obywateli. Wspierana przez zagraniczne media, wielkie korporacje i banki. Te, jak zwykle pierwsze, do każdej nieetycznej działalności szkodzącej ogółowi społeczeństwa.

 

Robert Grünholz

 

Dla osób zainteresowanych poprzednimi artykułami o ,,demokracji”:

https://rgrunholz.wordpress.com/2014/11/24/polska-a-republika-i-panstwo-prawa/

https://rgrunholz.wordpress.com/2015/03/22/terror-demokracji-liberalnej/

https://rgrunholz.wordpress.com/2014/11/16/dyktat-marginesu-demokracji/

Advertisements

7 myśli na temat “O teorii demokracji

  1. Bardzo dobrze opisałeś (wypunktowałeś) te różnice pomiędzy oficjalną, fasadową wersją, a jej wersją roboczą, która nas niestety dotyczy na codzień. Warto pamiętać, że demokracja to system, który w obowiązkowej wersji jest automatycznie niesprawiedliwy-w grupie dobrowolnej, np. kółku łowieckim, można się zgadzać z wyborem większości lub je olać występując z grupy, która przestała być dla nas atrakcyjna. Państwo, jako instytucja monopolistyczna (wynikająca z monopolu prawa, na którego straży stoi), jest grupą obowiązkową. Jej idealny ustrój, w którym wypełniana jest powinność sprawiedliwości, to maksimum zdolności samodecydowania o sobie, przez każdego z obywateli, oraz obiektywne, niezależne od obywateli prawo, dotyczące obowiązkowo wszystkich, które jako podstawę przyjmuje dobro obywatela, ograniczone jedynie krzywdą innych obywateli. Próbę jego zmiany lub podważenia, można by porównać do referendum w sprawie grawitacji, lub głosowania nad tym, ile to 2+2…

    Pozwolę sobie, jako uzupełnienie, zacytować tu mój wpis o demokracji, który opisuje tą patologię od trochę innej strony. Pokazuje on jej praktyczne zastosowanie dla oligarchów, jak i przybliża nasze własne słabości, które stanowią jej napęd. Bez nas ten system upadnie, ale chcąc z nim walczyć, musimy przede wszystkim walczyć z tym co w nas, a nie zewnętrznymi oznakami państwowości…

    ” WSZYSCY JESTEśMY OFIARAMI

    Odłóżmy na chwilę masonów, iluminatów, USRAEL, i znane nam rody. Jest na tą chwilę nieistotne kto fizycznie za tym stoi-zobaczmy ten świat, jaki jest i jaki nam się wmawia, że jest.
    System który nazywamy demokracją, nie jest systemem władzy, jak się go czasem mylnie określa, ale to podstawowa część iluzji, która nie tylko przykrywa prawdziwe mechanizmy władzy, ale i stanowi o jego sile.
    Wmówiono nam, że demokracja to wolność, gdy tymczasem jest to nasze prawdziwe zniewolenie. Wydaje nam się że (współ)decydujemy, w rzeczywistości nie mamy nic do powiedzenia, to bezosobowa Większość podejmuje decyzje (o ile nie zmanipulowano wyników).
    Jak w przykładzie referendum, daliśmy się ponieść iluzji decydowania o tym, w jakim wieku ja, Kowalski, Malinowski ma przechodzić na emeryture, i w jakim wieku nasze dzieci mają iść do szkoły. Niezależnie od naszych preferencji, czy nie lepiej by było, by każdy z nas podjął stosowną decyzję, i poniósł jej konsekwencje???
    W imię iluzji władzy nad kimś innym, pozwalamy na odebranie nam WŁADZY REALNEJ nad swoim życiem i możliwością swobodnego kreowania go.
    To nie koniec, demokracja powoduje nasze niepotrzebne napięcia i podziały, bo jedni chcą wcześniej brać mniejszą emeryturę, inni chcą dłużej pracować, by mieć ją większą, i zamiast solidarnie żądać prawa do samostanowienia, toczą ze sobą niepotrzebne boje.
    Takich spraw jest wiele, i prowadzą one do wygodnego dla rządzących podziału, a właściwie wielu podziałów, tak że czując przynależność do jakiejś grupy w jednej sprawie, w wielu innych się różnimy. System ulg i przywilejów, oraz opłat i podatków to także sposób na dzielenie społaczeństwa, i często wbrew logice i sprawiedliwości, ci co mają ulgi, walczą o ich utrzymanie, ci co płacą podatki, walczą o to, by podatkami objąć wszystkich.
    Zamiast widzieć w państwie sprawcę tych wszystkich nierówności, widzimy w nim opiekuna i obrońcę-ma nas bronić przed innymi…ludźmi. a tych innych przed nami, I kółko się zamyka. Tak oto ludzie gnębieni przez system zniewolenia, w tym systemie upatrują swojego obrońcy i dają mu podstawy istnienia.
    System wyborów co cztery lata pozwala nie tyle na wymianę ekip zagospodarowujących elektorat, czyli mówiących to co ludzie chcą usłyszeć, i rozwiązujących wymyślone na poczekaniu problemy, ale dających nadzieję. Ta nadzieja na zmianę pacyfikuje nastroje buntownicze,co rusz okłamujemy się że następnym razem nie damy się oszukać, i po raz kolejny wpadamy w tą samą pułapkę.
    Kolejny jej mocny atut, to sprytne, chociaż całkowicie nieuzasadnione przeniesienie odpowiedzialności z tych co rządzą, na ofiary ich rządów, czyli nas obywateli. Często spotykamy się z oskarżaniem sympatyków jakiejś partii o czyny polityków, oskarżenia kierujemy wobec tych co na nich głosowali, lub tych którzy nie głosowali.
    „To wasza wina” te słowa kierujemy do ludzi którzy przestali wierzyć lub wierzą w coś innego, nasze wiary są subiektywne i wzajemnie sprzeczne nie dlatego że tak musi być, ale dlatego że wierzymy w fałszywe postulaty, odrzucając prawdę. A prawda mówi, że w 99% możemy o czymś zadecydować sami, ponosząc konsekwencje swoich decyzji, a nie UZURPUJąC sobie prawa do decydowania o czyimś życiu.
    Władza boi się świadomych obywateli, dlatego program ogłupiania mas i zajmowania ich wymyślonymi problemami, oraz piętrzenie przed nimi trudności w życiu codziennym, tak by nie mieli chwili na zastanowienie się, to być albo nie być okupantów.

    W przeciweństwie do ZOMO, jest to pałowanie i trzymanie w posłuszeństwie poddanych, robione nie tylko w białych rękawiczkach, ale i w samoorganizujących się grupach, gdzie każde wychylenie się, jest przez współtowarzyszy niedoli błyskawicznie sekowane-czy to nam czasem czegoś nie przypomina???
    I tak tkwiąc w tym systemie, w którym oczywiście „niezależne” sądy i media istnieją tylko teoretycznie, pasując do legendy Najlepszego Ustroju Pod Słońcem, a naukowcy piszą to, na co jest zamówienie, dowolnie interpretując zjawiska i fakty historyczne, dochodzimy do sedna sprawy, będącego jednocześnie końcem naszej historii.
    Front tej wojny, ostatniej potyczki człowieka rozumnego z głupotą i lenistwem mentalnym, przebiega przez środek każdego z nas, bo to każdy z nas jest tu ofiarą, ale i katem. To nie jest wybór pomiędzy jedną z tych opcji, ale świadoma rezygnacja z bycia katem…
    To w nas tkwi klucz do funkcjonowania tego systemu, oraz jego zagłady. To my napędzamy ten system swoimi niskimi pobudkami, powielamy kłamstwa, traktujemy drugiego człowieka jak wroga. Powtarzamy bezmyślnie slogany, udajemy że mamy jakieś poglądy, wybierając jeden z palety dla nas przygotowanych, i nawet do końca nie rozumiemy, do czego on nas prowadzi.
    Niech nie będzie dla nikogo tajemnicą, że ten stan mas społecznych miał doprowadzić do przejęcia przez jedną grupę władzy nad światem, i cel ten jest niemal osiągnięty. Ostatnim akordem będzie pozbycie się nadmiaru obciążających system ludzi, i zmiana go na bardziej wydajny, czyli perspektywistyczny w sensie rozwoju ludzkości.
    Na Ziemi może mieszkać i 60 miliardów ludzi, ale 6 miliardów ludzi, patrzących tylko na siebie, wierzących w każdą bzdurę i kombinujących jak drugiemu wsadzić kij w szprychy, to o 6 miliardów za dużo.

    I nikt po nas płakać nie będzie, tak jak nikt nie chce spełniać swoich obietnic wyborczych, jesteśmy dla nich tłem, niczym więcej…
    Jeśli chcemy by traktowano nas jak ludzi, zacznijmy w końcu nimi być”

  2. Moje trzy grosze, bo nie zrozumiałem co „ciocia” miała na myśli.
    Demokracja to ustrój w którym przekupstwem i szantażem polityków można zniewolić miliony.
    Demokracja to ustój w którym hasła poprawności politycznej są na mordach polityków a pod stołem wędrują koperty
    Demokracja to ustrój który poprzedza dyktaturę
    Demokracja to ustrój o którego walka kosztowała życie milionów
    Ustrój to system żerowania elit na utrzymujących ich podatnikach!
    W odróżnieniu od republiki demokracja to ustrój parlamentarny (elity się umawiają na..) w którym prawa są wywodzone nie z niezmiennych zasad cywilizacji której ustrój dotyczy ale z zasady TKM. Według starożytnych chcących wiedzieć dokąd zmierzają, w cyklu degenerowania i odnawiania elit demokracja następowała po republice i poprzedzała dyktaturę. Obecnie terminy nic nie znaczą. Ludzie wykształceni używają tych terminów w sposób który ma okreslać ich stosunek emocjonalny do kogoś lub czegoś. Tak jak monarchia opierała się na wierze, że władza jest od Boga tak demokracja opiera się na wierze że pospólstwo ma jakieś wpływy na władzę przez wybory. Z wiarą trudno polemizować. A tak z przekory, w odniesieniu do wolności słowa, totalitaryzmu; jaki ustój oprócz demokracji mozna publicznie propagować nie narażając sie na sankcje prawne lub wyzwiska „ciemnogród, oszołom..”? 🙂

  3. Najkrócej ujął to w chwili szczerości (dziwnej w przypadku niemieckiego polityka) premier Bawarii Horst Seehofer z CSU. Powiedział:
    W demokracji ci którzy rządzą, nie są wybierani. A ci wybierani niewiele mają do gadania.
    Chyba mu tego plus jego opinii o ciapatym tsunami nie wybaczyli bo obecnie jest intensywnie niszczony.
    Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s