W lipcu 2010 roku, Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała dostęp do wody pitnej za jedno z podstawowych praw człowieka. Dzięki wytężonej pracy wielu biednych państw, spragnieni bogacze odważyli się jedynie wstrzymać od głosu. Były to między innymi: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Australia, Izrael, Szwecja, Holandia, Dania i Japonia. Oprócz nich, w tym haniebnym gronie znalazło się kilka posłusznych im państw, w tym też niestety Polska.

Podobnie jednak jak rezolucje w sprawie Palestyny, również uznanie prawa wszystkich ludzi do wody pitnej pozostało przez wszystkich zignorowane. Nie zmniejszyło to skali ogromnego rabunku dokonywanego od lat przez wielkie koncerny i bogate państwa.

Koncerny spod znaków Nes*e czy Co*a Co*i, płacą władzom rozmaitych państw i samorządów w krajach takich jak Meksyk żałośnie niskie sumy pieniędzy (zazwyczaj około kilkudziesięciu tysięcy dolarów rocznie), za możliwość wypompowania ogromnych źródeł wody pitnej. Wody, której brak ludziom zamieszkującym te żyzne tereny, przemieniane powoli w pustynie. Wody, którą się butelkuje i sprzedaje drożej, niż rozmaite kolorowe napoje. Biedne matki są zmuszone poić Czarnym Napojem swoje jednoroczne dzieci. Gdy z kranów nie leci woda, nie mogą nawet utrzymywać higieny. Wszystko po to, by zachłanni i bezduszni konsumenci Zachodniego Raju mieli dalej możliwość spożywania trucizn i ładnie opakowanych toksyn, reklamowanych jako produkt zbliżający rodzinę w Święta.

Woda, która winna trafiać do domów i poić ludzi, wykorzystywana jest rabunkowo w przemyśle, jak i w przemysłowym rolnictwie. Właściwie to jedno i to samo, gdyż zwierzęta tuczone paszami Genetycznie Modyfikowanych Odpadów, antybiotykami i innymi świństwami, stają się same produktem przemysłowym. Tani kurczak nie różni się niczym od dmuchanej pianki w materacu, ani od innego plastikowego kiczu, tak chętnie kupowanego za pożyczane w bankach pieniądze przez społeczeństwa zombie.

Szczelinowanie hydrauliczne (fracking) pochłania ogromne ilości słodkiej wody, a także zanieczyszcza wody gruntowe. Nie mniej, polscy pat-idioci są na tyle łasi judaszowych srebrników, iż dostawali orgazmów na samą myśl o oddaniu Amerykanom wszystkich złóż gazu łupkowego w Polsce.

Ogromne ilości słodkiej wody wykorzystywane są przez wielkie fermy zwierzęce, by konsument mógł delektować się smakiem antybiotycznej wołowiny, pestycydowego kurczaka i genetycznie modyfikowanego prosiaka.

Swoje do tej układanki dokładają też tzw. ,,rolnicy”, nie widzący problemu w sprzedaży 90% ziemi ornej danego kraju w brudne łapy koncernu znanego z tego, iż procesami o naruszanie patentów niszczy wszystkich pozostałych konkurentów. Oczywiście w słusznym celu zaprowadzenia na miejscach ich dawnych pól jakichś pokracznych monokultur swoich bajecznych wynalazków, które przecież są tak pyszne, iż nam wszystkim po brodzie ślinka cieknie na samą myśl o tej modyfikowanej soi, rafinowanym cukrze albo miodzie czy rzepaku z roundupem.

Ci sami pat-idioci spod rozmaitych szyldów partyjnych ciskali także gromami w Słowację, która jest jednym z niewielu krajów, gdzie od niedawna traktuje się na poważnie dbanie o zasoby i czystość wód. Ciskali gromy oczywiście z tego powodu, iż Słowacy zablokowali jedną ,,inwestycję” na terenie Polski. Jak wszakże wiadomo, dla tych skończonych imbecyli inwestycja zagranicznego biznesmena w Polsce, to co najmniej to samo, co wizyta księcia Arabii Saudyjskiej w jakiejś zapyziałej wiosce na środku pustyni. Ci sami pat-idioci sprzedali wiele wodociągów spółkom z Izraela (bardzo chciwym na H2O na Bliskim Wschodzie), bo przecież jak powie każdy profesor ekonomii w tym kraju: ,,wodociągi zarządzane przez samorządy są nieefektywne, stare i nie ma pieniędzy na ich remonty oraz modernizację, więc jedynym rozwiązaniem jest partnerstwo publiczno-prywatne”. Przez partnerstwo to rozumie się sprzedaż wodociągów chciwym oligarchom i ludziom z wyraźnymi powiązaniami w służbach specjalnych innego kraju. Dobrze, że nie w mafii – ona wszakże woli zakładać firmy ochroniarskie.

Już w Polsce jest wiele gmin (głównie na Mazowszu), gdzie z powodu nadmiernej ilości produkcji przemysłowego ,,mięsa”, stężenie toksyn w powietrzu trzyma ludzi w ich domach i każe im latem zamykać okna. Mamy też w naszym kraju firmy gotowe wwiercić się na każdą głębokość, by pozyskać wartościowy gaz i zapłacić za niego tubylcom paciorkami albo tańszymi kotletami o mówiącej wiele nazwie ,,MacPodeszwa”. Jest w naszym kraju wielu rolników, nieświadomie zabijających pszczoły i trujących ludzi świństwami takimi jak roundup. Chłodnice niemieckiego (bo przecież nie polskiego) przemysłu potrzebują wody, nie mniej zresztą jak wielkie koncerny żywnościowe, prywatyzujące źródła i butelkujące oraz sprzedające coś, co nie powinno być przywilejem, a prawem nas wszystkich.

Jak to dobrze, że pat-idioci wybrali rząd, który nie pozwoli na trucie ziemi, wód i ludzi w tym kraju. A przynajmniej tak mówi, bo mówienie nic nie kosztuje. Woda już tak.

 

Robert Grünholz

 

http://www.woda.edu.pl/artykuly/prywatyzacja_wody/

http://www.prisonplanet.pl/ekonomia/prywatyzacja_wody_nestl,p778911042

http://davidicke.pl/forum/prywatyzacja-wody-t9704.html

http://refreshingnews99.blogspot.se/2015/04/nestles-california-water-permit-expired.html

http://wolnemedia.net/prywatyzacja-wody-a-nestle/

http://investmentwatchblog.com/alert-world-bank-wants-to-privatize-earths-drinking-water/

Reklamy

27 myśli na temat “Pić, pić mi się chce!

  1. To wszystko bardzo sluszne ale ci sami, ktorzy zatruwaja srodowisko przemyslowa produkcja zywnosci czy paliw musza tez na ogol zyc w tym srodowisku i cierpiec skutki jego dewastacji. Nie robiliby tez tego dla zysku gdyby nie bylo popytu na zywnosc czy paliwa. Jedynym sposobem na ograniczenie tej dzialanosci jest zmniejszenie liczyby ludnosci do poziomu, ktory moze byc utrzymywany bez przemyslowych metod generacji podstawowych swiadczen. Ziemie jest juz obecnie przeludniona ponad 2.8 raza i konieczna jest energiczna akcja w kierunku zmniejszenia jej ludzkiego obciazenia.

    1. To co proponujesz? Odstrzał połowy ludzkości czy przymusową sterylizację? O obowiązkowej aborcji już nie wspomnę. Ręce opadają.

      1. Wojny totalne byly naturalna metoda regulacji wielkosci populacji. Byc moze bedzie trzeba przywrocic ta metode gdyz przeludnienie „biednego Poludnia” jest glowna przyczyna masowej emigracji na Polnoc. Pzrymusowa aborcja i selekcja obywateli pod wzgledem jakosci ich genotypow jest takze racjonalnym rozwiazania – ale zapewne trudnym do realizacji w spoleczestwach nie-autorytarnych. Natomiast nie widze u Grunholca nawet sladu zrozumienia prostego faktu, ze to popyt determinuje masowa produkcje zywnosci i towarow powszechnego uzytku i ten wlasnie popyt na pewne towary daje zatrudnienie pracownikom najemnym. To zas wymaga aby te towary mialy skonczona zywotnosc pracy. Gdyby byly ultra-trwale to rynek by sie nasycil i mielibysmy kryzysy nadprodukcji. Warto sie uczyc ekonomii politycznej. Powodzenia!

      2. @Bobola,

        Mogę ci tylko pogratulować poglądów będących mieszanką wykwitów umysłowych takich tęgich myślicieli jak Mao, Pol Pot i Adolf Hitler. Poglądów niegodnych istoty ludzkiej, ale godnych psychopatycznego ludobójcy . Oni mówili niemal dokładnie to samo co i ty. A co do ekonomii politycznej, to poczytaj sobie co to jest dystrybucjonizm i korporacjonizm, bo jasno widać, że nie masz w tym zakresie żadnej wiedzy. One właśnie oferują rozwiązanie problemu „kryzysu nadprodukcji”. Zresztą w czasach kiedy produkowano trwałe urządzenia firmy je produkujące jakoś nie bankrutowały, a wręcz przeciwnie – rozwijały się i budowały swoje marki. Tyle, że wtedy istniało wiele mniejszych firm działających na rynkach lokalnych, a nie globalnych. Obecnie się to zmieniło i rynek się zglobalizował eliminując mniejszych i faworyzując gigantów. Wybitni ekonomiści jasno oceniają obecną sytuację rynków produkcyjnych jako wręcz patologiczną sugerując krok w tył.

      3. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ja nie przyjmuję do wiadomości, iż współczesna gospodarka zachodnia jest jedynym modelem, który może działać. A to na tym modelu opierają się wszystkie teorie ekonomiczne i można rozbić je o kant stołu, jeśli np. nie ma rynków finansowych, gdy istnieje bankowość islamska albo gdy zaprowadza się coś na kształt dystrybucjonizmu. Teorie te są uniwersalne tylko i wyłącznie wtedy, jeśli przyjąć najpierw pewne rzeczy za fakt.

        To ciekawe jak sobie ludzie radzili np. w średniowieczu. Był rynek, była produkcja, było rolnictwo, były cechy, a nie było jednak giełdy, oligarchów trzymających większość światowych zasobów i lichwiarstwa pożyczającego na taką skalę wirtualny pieniądz ludziom i krajom.

        Podaję to oczywiście tylko jako przykład, bo jakoś nie widzi mi się większość tych współczesnych teorii ekonomicznych w tamtym okresie czasu. Skąd zatem założenie, że będą adekwatne do gospodarek XXIII-wieku? Kto wie, czy do tego czasu nie wejdziemy na nowy model?

        Sama produkcja NORMALNEJ żywności tzn. produkcji żywności NIETOKSYCZNEJ może dać zatrudnienie tym, którzy utracą pracę w przemyśle. Utracą go zresztą nie w Polsce, więc to też niezbyt nasz problem. I wszyscy na tym lepiej wyjdą – oni sami, inni obywatele, państwa, a w końcu cała planeta.

        Wolę być człowiekiem z własnym domem i własną ziemią, żyjącym z pracy własnych rąk, niż niewolnikiem harującym w fabryce oligarchy, mieszkającym w kawalerce wziętej na kredyt u lichwiarza, kupującym plastikowy szajs i cieszącym się z tego, że przynajmniej przetrwały rynki finansowe, oszuści, złodzieje i spekulanci. Mam gdzieś taką ,,gospodarkę”. Podobnie jak ma ją gdzieś większość ludzi.

    2. Trochę już tutaj pisaliśmy na temat przeludnienia.

      Temat ten pojawiał się już w XIX wieku, choć na nieco mniejszą skalę niż dzisiaj. Tak na dobrą sprawę, to podjął go dopiero Klub Rzymski, czyli grupa obrzydliwych bogaczy, o bardzo śmierdzących powiązaniach i o jeszcze gorszym stosunku do ogółu ludzi, którzy zawsze w oczach tychże ,,elit” byli bydłem. Bydłem, które można prowokować do wojen, a na których oni zarabiali. Bydłem, którym można do woli manipulować, przeprowadzać na nim eksperymenty i tworzyć z niego konsumpcjonistyczne masy, kupujące ich plastikowe badziewie oraz toksyczną ,,żywność”.

      Dokonali oni wyliczeń, które mają się nijak do rzeczywistości. Chociażby dlatego, że tempo wzrostu produkcji żywności jest o wiele szybsze od wzrostu populacji. Chociażby dlatego, że zasoby nie kończą się nam tak szybko i odnajdujemy dla nich produkty zastępcze. Chociażby dlatego, że już teraz można by śmiało wyżywić wszystkich ludzi na świecie (przy diecie o której mogliby marzyć nasi przodkowie), gdyby nie marnotrawstwo tejże żywności, którego na ogromną skalę dokonuje ,,zachodnia cywilizacja” i jak zwykle wiodąca we wszystkim prym Ameryka.

      O przeludnieniu najgłośniej krzyczą obrzydliwe kanalie pokroju Rockefellerów, Gatesa i im podobnych oligarchów, zgarniających pod siebie wszystkie światowe zasoby i pieniądze, a potem udających, iż pochylają się nad losem biednych dzieci w Afryce. Krzyczą o przeludnieniu, gdy trzeba tam wysłać szczepionki albo zaprowadzić gdzieś system kontroli urodzin. Oczywiście, im nikt nigdy nie zabroni płodzenia dzieci – obowiązkowa aborcja bądź sterylizacja dotknie jedynie biedaków. Tych samych, którzy żywią się korą z drzew, bo ich kraje bankrutują przez branie pożyczek od tychże właśnie spasionych hipokrytów.

      O przeludnieniu krzyczą organizacje (hłe hłe) ,,ekologiczne” jak WWF, tak zawsze hojnie finansowane przez rozmaitych Sorosów, Gatesów i brytyjskich lordów. Finansowane przez ludzi, którzy w młodzieńczym wieku fotografowali się na tle zabitych tygrysów, a teraz chciwie chowających swoje miliardy i wyciągających od poczciwych ludzi po ileśtam złotych miesięcznie, by te tygrysy ratować. Organizacje ,,ekologiczne”, które wystawiają zielone certyfikaty firmom, wycinającym lasy deszczowe na Sumatrze i Borneo. Oczywiście w dobrej wierze – wszakże Zachód potrzebuje swoich ,,ekologicznych” biopaliw. Co tam las deszczowy, rośliny, zwierzęta i ludzie. Ci ostatni są i tak na szarym końcu listy zmartwień tych ,,obrońców planety”.

      Dlatego gdy tylko mam okazję, powtarzam: jestem za ochroną środowiska, a nie za ekologią.

      Ekolog przymyka oko na wycinkę dżungli, bo pragnie biopaliw. Ekolog przymyka oko na GMO, roundup i inne toksyny zawarte w żywności, bo bardziej martwi go los ślimaków. Ekolog nie kupi auta na benzynę, tylko ,,auto elektryczne”, do którego produkcji zużyje się więcej metali ziem rzadkich i przy okazji czego wytworzy się więcej Co2, niż te benzynowe auto zdoła w ogóle z siebie wyrzucić. Ekolog jest tak zatroskany o los Puszczy Białowieskiej, że wygna z niej ludzi, którzy od setek lat dbali o nią, gdy nikt jeszcze o jego ekologii nie słyszał. Ekolog jest pewnie jednym z tych pseudo-wegetarian (w odróżnieniu od prawdziwych wegetarian, bo ich obrażać nie chcę), którzy z uśmiechem na ustach wciskają sobie do ust genetycznie modyfikowaną soję made by Monsanto. Ekologa martwi los pszczółek, ale i tak wpuści do kraju firmy, które zrzucą na nie z powietrza swoje toksyny.

      Dlatego ja dziękuję za taką ,,ekologię”. Powiązaną zawsze z faszystowską polityczną poprawnością, dyskryminacją większości obywateli, zamordyzmem i skrajnym libertynizmem np. gdy chodzi o narkotyki. Bo należy ludziom wyrwać z ust wstrętne mięso, ale niech sobie kupują amfetaminę na każdym rogu.

      Oczywiście, nie tyczy się to wszystkich ekologów. Większość to stosunkowo dobrzy, choć naiwni ludzie (głównie bogate dzieciaki), faktycznie przekonani o tym, że ratują planetę. Tymczasem szefostwo ich organizacji spotyka się w tajemnicy z gigantami przemysłu i gdy oni protestują przeciwko budowie jakiejś drogi, inna firma kilka kilometrów dalej wysypuje do lasów tony śmieci, wlewa do rzeki ścieki i wycina kolejne drzewa. Szkoda mi ich, naprawdę szkoda. Wierzących w te przeludnienie, walczących z Co2, a nie dostrzegających tego, jak ich poczciwy idol wypuszczający na rynek swoje komórki, tak bardzo zatroskany o Afrykę, przeludnienie i szczepienia, najzwyczajniej w świecie obchodzi ich od tyłu. Ze swoim niezmywalnym, wrednym i cynicznym uśmiechem na twarzy, który jest nieodłącznym elementem każdego na liście top najbogatszych.

      1. Szanowny Robercie, jako opiekun osoby małoletniej, którą należy zaszczepić kilka razy obowiązkowo, a kilkanaście dodatkowo jest zalecanych, ciekawa jestem, co myślisz o szczepionkach jako takich. Mój Lewicowy Znajomy ostro mnie sztorcuje, gdy napomykam mu o obawach drugiego opiekuna osoby małoletniej, związanych z potencjalnymi powikłaniami poszczepiennymi, i twierdzi, iż „wielkie koncerny farmaceutyczne” prędzej zarobiłyby na leczeniu chorób będących efektem braku szczepienia niż na samych szczepionkach, przeto powinnam porzucić teorie spiskowe i szczepić, szczepić i jeszcze raz – szczepić.

        Przeludnienie MOŻE stać się w przyszłości prawdziwym problemem, jednak obecnie nie wydaje mi się, by było nas za dużo. Z wielką chęcią jednak poczytałabym o NIEtotalitarnym modelu gospodarki, który zezwala na wolność producenta, lecz nie na wyzysk konsumenta czy diabelski zabór zasobów planety.

      2. Szanowna Kiro,

        Co do niektórych szczepionek, to nie mam jakichś wielkich zastrzeżeń. Efekty uboczne zawsze mogą wystąpić, ale ryzyko szczepienia i nie szczepienia, wychodzi czasem na korzyść szczepienia. Są też jednak szczepionki, które faktycznie bardziej mogą zaszkodzić niż pomóc. Ja bym Ci doradził poszukać fora tych -anty, bo oni wbrew pozorom są bardzo obiektywni i przyznają, że z niektórymi szczepieniami warto nie zwlekać. Dowiesz się, które są naprawdę niezbędne. Jeśli chodzi o pozostałe, to zasieją w Tobie wątpliwość i sama już zdecydujesz, czy ryzyko Ci odpowiada. Przy każdej szczepionce jest ono po prostu inne.

        Wydaję mi się, że dystrybucjonizm to może być odpowiedź na Twoje pytanie. Szczególnie w tej współczesnej wersji, którą próbuje rozwijać parę osób (w tym też ja, tak nieskromnie pisząc).

        Jest to model oparty w głównej mierze na tworzeniu i wspieraniu małych firm, a także małych gospodarstw rolnych. Promuje tworzenie firm rodzinnych, na model np. włoskich, w których właściciel dba o to, by pieniądze firmy przeznaczano na jej rzeczywisty rozwój, a nie na samochody dla jego dzieci, na kosmetyczkę jego żony i nie na jego kawę w Starbucksie. On, jako właściciel, zarabia więcej, ale nie 23 razy więcej niż jego pracownik, ani nie 50 razy więcej i tu istnieją już pewne regulacje. Istnieją też ustawowe podwyżki i dobry Kodeks Pracy, chroniący pracowników przed mobbingiem czy przed niesprawiedliwymi płacami.

        Z drugiej strony, prawo nie jest skierowane przeciwko przedsiębiorcom, bo nie zmusza ich do płacenia ogromnych podatków, nie zmusza ich do obsługi ogromnej biurokracji, ani nie steruje nimi czy ich firmami np. decydując o tym, że w tym roku mogą wyprodukować tylko tyle X i tyle Y. Regulacjami jakościowymi zajmuje się UOKiK, który informuje konsumentów o danych produktach, a także zmusza producenta, by np. z tyłu opakowania napisał ,,zawiera GMO” albo ,,zawiera produkt pochodzenia zwierzęcego”. Co więcej, nie zezwala na obchodzenie prawa i kłamstwa dotyczące składu produktu, które obecnie są nagminne. Przy czym urząd kontroluje, urząd informuje, ewentualnie kara, ale nie narzuca zbyt wiele, nie wskazuje ciągle palcem i ostateczny wybór zostawia zazwyczaj konsumentowi. No, chyba, że na rynek wypuszcza się coś ewidentnie szkodliwego.

        Podobnie jest z rolnictwem – nikt nie dyskryminuje rolników posiadających ogromne połacie ziemi, ani produkujących daną rzecz, bo nie jest ona zbyt zdrowa. Państwo jedynie tworzy warunki, które umożliwiają tworzenie rodzinnych gospodarstw. Tak, by niewielka ilość ziemi wystarczała do życia. Bez kolczyków, regulacji, biurokracji, numerków i kontroli. Tak, by na rynku pojawiała się żywność bez GMO, pestycydów, toksyn, barwników, antybiotyków itp. Nie kijem, a marchewką – dzięki ulgom podatkowym, dzięki preferencyjnym dotacjom i dzięki tworzeniu czegoś przypominającego nasz przedwojenny model, gdy sami rolnicy tworzyli nasze przetwórstwo, banki dla rolników, własne kółka, skupy i spółdzielnie. Obecnie w wielu krajach ludzie tworzą znowu spółdzielnie, a i my mamy takie tradycje. Szkoda więc, że o tym nie pamiętamy. Jeśli jestem za kompletnym ZAKAZEM czegoś, to jest to GMO i niektóre produkty jak roundup. Są szkodliwe i nie ma co tu mówić o wolnym rynku i wolności wyboru, bo kwestia naruszania patentów czy wykupu ziemi przez jedną firmę jest zbyt istotna, by pozwalać tu działać jakiejś ręce Smitha czy innego Misesa.

        Znam np. taką małą grupkę, składającą się z dwóch par i paru przyjaciół, którzy kupili nieco ziemi na obrzeżach dużego miasta i założyli swoją ekologiczną fermę. Ktoś z nich raz w tygodniu jeździ na targ w mieście. Ludzie przyjeżdżają też, by kupować różne rzeczy na miejscu. Wszyscy pracują, ale żyje im się dobrze. Mają warzywa, owoce, zioła, jakieś przetwory i zajmują się i pszczelarstwem, więc sprzedają też miód. Może żyją bez markowych ubrań i najnowszych modeli telefonów, ale są w znacznym stopniu samowystarczalni, mają elektryczność i nie narzekają zimą na brak ciepła. Mają telefon, internet i jest im dobrze. Żyją z pracy własnych rąk, bez kredytów, a kolejnymi współwłaścicielami będą dopiero ich dzieci. Coraz więcej młodych ludzi na tym wygodnym Zachodzie właśnie o tym marzy. Polacy powoli też… i tylko wystarczyłoby im to umożliwić. Z czasem produkty bez antybiotyków i GMO, naturalnie wyparłyby to co gorsze z rynku. Mielibyśmy banki tylko dla rolników, a nie banki lichwiarzy zmuszających ich do zadłużania się. Mielibyśmy własne przetwórstwo, a nie niemiecki przemysł ,,żywności”. Organizowane oddolnie skupy, budowane chłodnie, tworzone spółdzielnie. Nie tylko w rolnictwie zresztą. Mój znajomy na Sycylii pracuje w fabryce i jest jej współwłaścicielem, jak każdy z prawie setki pracowników.

        Zapomnieliśmy o tym, że pracownik nie musi być TYLKO pracownikiem. Że dobro firmy, gospodarstwa czy fabryki, może działać też na jego korzyść, bo: więcej zamówień, większa firma, większe pieniądze, to i dla niego większy zysk, większa premia, większe możliwości…

        Zapomnieliśmy o tym, że takie rolnictwo jakie opisuje powyżej, to pielęgnacja ziemi i pielęgnacja planety. Szanuje się każdą roślinę, bo wszystko czemuś służy. Dzikie ogrody są dla owadów i pszczółek. Nie są dla nich krótko przystrzyżone trawniki a’la Ameryka. Istnieją sady, na które nie zrzuca się toksyn, zabijających wszystko co żywe. Sadzi się lasy, ale już nie tylko sosnowe monokultury. Ludzie pracujący z ziemią są wrażliwi, żyją z niej i nie zaśmiecą Białowieży, będąc tam latem na wycieczce. Prawo nie potraktuje ulgowo myśliwego, który zabije przedstawiciela zagrożonego gatunku.

        Przemysł istnieje i rozwija się, ale nie dąży do rabunku i rozrywania ziemi. Istnieją regulacje prawne, które nie traktują ulgowo firm spuszczających ścieki do rzek, ani wyrzucających tony śmieci do lasów. Prawo do wody jest zapisane w konstytucji, więc nie wpuszcza się do kraju koncernów, które płacą 20.000 dolarów za wypompowanie iluś miliardów litrów czystej wody. Nie pozwala się na to, by ich odwierty tej wodzie zaszkodziły. Gospodarka nie musi się opierać na gazie, ani ropie – każdy kto próbował, widzi teraz, że jest to błędny zaułek. Jeśli inni chcą, to niech opierają budżet swojego kraju na sprzedaży gazu. My mamy dość ziemi i pracowitych ludzi, by tworzyć swój dobrobyt na czymś innym. I bez tego możemy mieć wzrost gospodarczy, wyższe zarobki i wyższy standard życia. Na dłuższą metę, to my nawet wygramy. Polacy będą mieć WŁASNE mieszkania i WŁASNE domy. Nie będą one własnością banków. Będziemy mieli gospodarkę opartą na naszym rolnictwie i na naszym przemyśle, a nie na rynkach finansowych, na bańkach spekulacyjnych, na kursach walut, ani na długach zagranicznych. Oni zostaną ze swoją ropą, ze swoją giełdą, papierami wartościowymi, bez wody zdatnej do picia, bez lasów, bez ryb, z trującym mięsem, z nowotworami i z wizją wymarcia za parę pokoleń.

        Pozdrawiam serdecznie

    3. Szanowny Robercie,

      Problem polega na tym, że gospodarkami rządzą banksterzy. Robią to za pośrednictwem skorumpowanych słupów, którymi są nierzadko politycy i inne wpływowe osoby w danym państwie. Ich macki oplatają niemal cały świat. Współczesna gospodarka oparta jest na wirtualnym pieniądzu, który nie ma pokrycia w niczym wartościowym. Gdyby ktoś powiedział „sprawdzam”, to ten szulerski domek z kart ległby w gruzach. Dlatego też tylko ostatni idiota może bronić tego chorego systemu gospodarczego, który niczym rak toczy gospodarki poszczególnych państw. To nie przeludnienie jest problemem, ale system gospodarczo – polityczny, który jest sam w sobie patologiczny. Zatem jak już wspomniałem należy wykonać krok w tył. I to całkiem spory. Dekoncentracja produkcji i brak kredytów z pustego pieniądza. Te modele gospodarcze są największym zagrożeniem dla banksterskiej międzynarodówki i dlatego właśnie zrobi ona wszystko, by obecny patologiczny model gospodarek utrzymać.

      Pozdrawiam serdecznie, TF.

      1. Szanowny Tie_fighterze,

        Cóż ja mogę uczynić? Podpisać się pod Twymi słowy jeno.

        Lichwiarska międzynarodówka i wielkie korporacje nie boją się tak naprawdę NICZEGO, poza tym głośnym ,,sprawdzam”. To ,,sprawdzam” obali cały system walutowy, całe rynki nieruchomości, rozpuści jak dziadowski bicz ceny paliw i kruszców, zniszczy do cna każdą giełdę i gospodarki połowy krajów. Ale to jest najwyraźniej rzecz, której nam właśnie potrzeba.

        Dlatego też powyżej, w komentarzu skierowanym do Kiry, przedstawiłem model, który mógłby nas ochronić. Model gospodarki nie opartej na bańkach, spekulacjach i długach. Gdy inni będą wić się niczym piskorze, my wyjdziemy z kryzysu z podniesioną głową. Wystarczy tylko obudzić Rodaków, podejść pod Sejm i krzyknąć ,,wszyscy won”. Potem zastosować powyższe i będzie już tylko lepiej.

        Miałeś okazję przeczytać szkic mojego programu już?

        Pozdrawiam serdecznie

  2. Drogi Robercie, Ty się marnujesz na blogu. Powinieneś zostać dziennikarzem albo lobbystą. Masz talent, odwagę oraz chęć do ciężkiej pracy, jaką jest zdobywanie rzetelnych informacji. Tacy ludzie jak Ty mogą zmienić ten parszywy świat, zostawić go lepszym. Dziękuję Ci za ten mądry tekst.

    1. Szanowna Kiro,

      Dziękuję Ci za te bardzo miłe słowa. I ja mam nadzieję, że w przyszłości zdołam coś zdziałać, miast jeno informować ludzi poprzez mój blog. Jest to niestety zdecydowanie zbyt mało. Nie tyle przez listę czytelników, ile przez to, że wrogowie ludzkości wyjątkowo się spieszą i może się zdarzyć dzień, gdy będzie już za późno na ich powstrzymanie.

      Pozdrawiam serdecznie

  3. Szanowny Robercie,

    Żeby było ciekawiej, to ta przemysłowa produkcja wszystkiego skierowana jest do wąskiej grupy krajów, które posiadają relatywnie niewielką liczbę ludności w odniesieniu do ogółu populacji. I żeby było jeszcze ciekawiej, ok. 30% tej produkcji trafia na śmietnik – dotyczy to nie tylko żywności, ale też innych produktów np. elektroniki, która jest produkowana tak aby wytrzymała 5 lat, a potem na śmietnik, bo nie opłaca się naprawiać. Kiedyś telewizor chodził 20 lat i nie było to niczym niezwykły. to samo się tyczy lodówek i innych sprzętów. Jesteśmy z żoną 9 lat po ślubie i mamy już 3 lodówkę. Tą produkcję przemysłową wymusza się sztucznie w celu maksymalizacji zysków wielkich firm. Nie wynika ona z naturalnych potrzeb społeczeństw, ale z religii konsumpcjonizmu.

    Pozdrawiam serdecznie, TF.

    1. Szanowny Tie_fighterze,

      Dziękuję Ci za podniesienie tego arcyciekawego tematu. Nasi zachodni oligarchowie znani ze swego braku etyki i nadzwyczajnej chciwości, pewnego razu doszli do wniosku, iż nie mogą dalej w tak żółwim tempie wykradać ludziom ich pieniędzy. Cel osiągnęłyby wtedy dopiero ich praprawnuki! W związku z tym giganci przemysłu umówili się, iż zarobią zdecydowanie więcej, o ile wszyscy zaczną tworzyć towar jak najniższej jakości, który należałoby cyklicznie wymieniać i zdecydowanie za niego przepłacać.

      Ustawili sobie zatem rynek podług własnego widzimisię i teraz zmuszają Ciebie oraz Twoją żonę do kupowania nowych pralek, a młodych ludzi przekonują, że co rok należy im się najnowszy model komórki za kilka tysięcy. Produkowany oczywiście za jakieś marne grosze, bo jakżeby inaczej? Oto cały sekret nowoczesnej ekonomii – wyprodukować za grosze, sprzedać za małą fortunę i wmówić konsumentowi, że musi kupić nowy model już po paru miesiącach. A jak nie zechce, to ustawi się już wszystko tak, by psuło się zaraz po przekroczeniu daty gwarancji. Voilla! Mamy gospodarkę rynkową jak się patrzy. Możemy być z tego dumni.

      Tymczasem nasze elektrośmieci wiezie się właśnie (nielegalnie) do Chin i Nigerii. Tam na deszczu i w słońcu, przejdą jakąś dziwną obróbkę i zostaną nam sprzedane jako nowe. Do czasu, aż jakiś pociąg się wykolei albo gdy samolot spadnie z nieba. Wtedy Unia Europejska (jak zwykle bardzo skuteczna) wyśle kondolencje rodzinom ofiar i wyrazi swoje głębokie zaniepokojenie działaniami przetwórców śmieci, którzy nie utylizują elektroniki na terenie kraju, w którym została ona zakupiona.

      Chyba jedyny sposób na uwolnienie się z tego bagna, to po prostu zakup domu, małej działki i osiąganie jak największej samowystarczalności. Jak będzie trzeba, to bez toksycznego mięsa i ryb z rtęcią. Przede wszystkim jednak – ochrona naszych nasion, nim zainfekuje się jakimiś opatentowanymi toksynami.

      Pozdrawiam serdecznie

  4. Szanowny Robercie, marzenia o samowystarczalności są piękne, lecz zwykle kwitną w umysłach osób młodych, silnych i skłonnych do prawdziwych wyrzeczeń. Samodzielne pozyskiwanie wystarczającej kalorii z płodów ziemi jest możliwe, jeśli jest się zdolnym i sprawnym fizycznie ogrodnikiem. Większość ludzi jednak skazana jest na wymianę dóbr. Tym bardziej, że nie każdego stać na zakup odpowiednio dużego kawałka ziemi.

    1. Szanowna Kiro,

      Nie każdy może być i nie każdy musi być samowystarczalny. Potrzeba nam także przemysłu i usług, a to one generują najwięcej miejsc pracy!

      Nie zmartwiłbym się jednak, gdyby ilość zatrudnionych w rolnictwie wzrosła z 10 do 15 czy 20 procent. Szczególnie jeśli ta nowa grupa rolników, to byliby właśnie rolnicy z mniejszymi gospodarstwami (nie nękani przez biurokratów krajowych i unijnych, co znacząco ułatwia przeżycie i zwiększa ich zyski), tworzący nowe spółdzielnie, banki dla rolników, skupy i przemysł przetwórczy. Wszyscy z własnej woli, nikt z przymusu. Oni nas wykarmią!

      Byłbym nawet za sprzedażą państwowej ziemi za jakieś grosze, gdyby każdy kupiec zobowiązał się na piśmie np. stworzyć ekologiczny sad albo hodować zwierzęta i nie stosować przy tym żadnych pasz od Monsanto, antybiotyków i innych świństw. Odpowiednie ulgi, dotacje, inne rodzaje wsparcia i może urodzi się nam z tego jakieś dziecko.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Czyli jednak, Robercie, jakieś kontrole istnieć by musiały. 🙂

        Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.

      2. Wiesz, wydaję mi się, że brak kontroli = anarchia. Szczególnie, jeśli mówimy tu tylko o kontroli, która uniemożliwia wyprzedaż ziemi wielkim koncernom albo hodowanie na niej rzeczy, od których nasze dzieci i wnuki będą umierać w łóżkach szpitalnych. To nie jest kontrola, która służy rozrostowi administracji, ani kontrolowaniu ludzi. Nazwijmy to więc kontrolą pozytywną 🙂

        Wydaję mi się, że taka wersja dystrybucjonizmu jaką opisałem wyżej (choć wiem, że widać w tym przyprawy z mojej ręki, nie mające z oryginałem aż tyle wspólnego) mogłaby spełnić większość Twoich wymagań.

  5. Jak zwykle przedstawił Pan ciekawy problem, który jak dotąd nie był przeze mnie zauważany. Ponadto poparty przemyślanymi i w stu procentach trafnymi argumentami. Myślę, że usprawiedliwienie owych czynów nie jest w żadnym aspekcie możliwe – co raczej nie stanowi zaskoczenia.
    Serdecznie pozdrawiam.

    1. Dziękuję za odwiedziny i zostawienie komentarza!

      Ciekawostki:

      ,,Izraelska firma „Sapiens” od ponad dwudziestu lat jest obecna na polskim rynku i jak do tej pory dostarczała usługi informatyczne między innymi dla Narodowego Banku Polskiego, Kancelarii Sejmu, Kasy Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych, PZL Warszawa Okęcie, jak i dla banku PKO BP.

      Jakby tego było mało, zarówno ta firma, jak i jej izraelskie siostry, w tym także grupa Tahal kontrolująca spółkę Eko-Wark, są zainteresowane prywatyzacją miejskich sieci polskich wodociągów. O tym, jakie ma to znaczenie dla ich finansów, przekonywał swego czasu Michael Reiss, kierownik spółki Eko-Wark biorącej udział w Projekcie Odra.”

      https://rgrunholz.wordpress.com/2015/08/13/gorace-lato/

      Pozostawienie wodociągów we własności samorządów, to podstawa do zachowania resztek niezależności.

      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s