Doktryna 24 znaków − doktryna chińskiej (ChRL) polityki zagranicznej sformułowana przez Deng Xiaopinga i zapisana 24 chińskimi znakami (nazywanymi 24 znakami Denga), która zakłada pozostawanie na uboczu głównego nurtu polityki międzynarodowej i ukrywanie własnego potencjału w celu zapewnienia sobie stabilnego otoczenia międzynarodowego jako podstawy stabilnego rozwoju.

Doktryna składa się z sześciu zasad:

  • obserwujcie chłodno i spokojnie (冷静观察);
  • zabezpieczajcie pozycje (站稳脚跟);
  • zdobywajcie zaufanie (沉着应付);
  • ukrywajcie własne możliwości (韬光养晦);
  • czekajcie na swój czas, nie wychodząc przed szereg (善于守拙);
  • nie podnoście głowy, żądając przywództwa (绝不当头).

Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Doktryna_24_znak%C3%B3w

 

Proszę to porównać do dowolnych działań ,,polskiego” MSZu z ostatniego ćwierćwiecza.

Co zresztą na temat ,,polskiej” polityki zagranicznej powiedział sam minister Radosław Sikorski? Cytuję:

,,Polsko-amerykański sojusz to jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa (…). Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy. Problem w Polsce jest taki, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość.”

Jak tu nie ufać człowiekowi, który pełnił urząd Ministra Spraw Zagranicznych przez 2502 dni?

Problem w tym, iż to była również jego własna polityka zagraniczna. Rozdwojenie jaźni to chyba choroba urzędowa, gdyż Minister Vito Escobar również na nią cierpi. Widocznie NFZ nie chce już refundować leczenia członkom rządu.

Skoro już jesteśmy przy ,,naszej” polityce zagranicznej, to jak myślicie: do czyjej kieszeni trafiły pieniądze, które ,,polski” rząd pożyczył rzekomo bankrutującej Ukrainie?

a) do oligarchów

b) do banderowców

c) do ,,opozycji demokratycznej” z placówką szkoleniową w Langley

Współczuję wam, Ukraińcy. Naprawdę wam współczuję tego, iż każe się wam wybierać między takimi szujami. My, Polacy, mamy podobny problem. Z tym, że w naszym kraju znalazłoby się paru nieskorumpowanych polityków, ale tych najskuteczniej wykańczają malkontenci, zawsze oczekujący po nich niemożliwego.

W zasadzie to historia jest chyba jednak sprawiedliwa. Polska sprzedała w Rydze tak Ukraińską Republikę Ludową, jak i znaczną część Białorusinów, Litwinów, Łotyszy i półtora miliona Polaków. Wkrótce potem cała Polska została pochłonięta przez czerwony terror.

Ukraińcy dokonali niewyobrażalnie brutalnego ludobójstwa na Wołyniu i również zapłacili za to ogromną cenę, gdy już całkowicie wpadli w objęcia kolegów z czerwonymi gwiazdami.

Czasami zastanawiam się czy cała Europa Wschodnia nie płaci po dziś dzień za swoje błędy z okresu międzywojennego? Może to tylko nasza niewyobrażalna głupota? Pobieżna lektura historii naszych krajów każe myśleć, iż sensownej polityki zagranicznej nie prowadzimy już od czasów jagiellońskich. Myślenie realistyczne i pragmatyczne, pozbawione schematów, stereotypów, pobożnych życzeń, sympatii i antypatii, zdaje się sprawiać nam co najmniej taką samą trudność jak poszanowanie własności publicznej.

 

Robert Grünholz

 

Reklamy

11 myśli na temat “Dwa słowa o polityce zagranicznej

  1. Bardziej chodzi o SEMITYZACJĘ Europy.Temu służy proces od ŻYDOBOLSZEWIZMU,który przejął w działaniu rosyjski rasizm,do ŻYDOBANDERYZMU,który odwołując się do antypolskich,bandyckich korzeni zintensyfikował militaryzację handlu wojną i pokojem.Ma w tym również do odegrania swoją rolę TEOLOGIA JUDEOCHRZEŚCIJAŃSKA.
    Doskonali się sztukę wywoływania kryzysów,aby na nich zarabiać.W trwającej WOJNIE O PIENIĄDZ po jednej stronie koalicja PETRODOLAROWA,a po drugiej ANTYDOLAROWA bazująca na powiększających się zasobach chińskiego złota.EURO zabiega o powiększenie wpływów europejskich przez pryzmat gospodarki niemieckiej.
    Jak w każdej wojnie trzeba mieć strategię,a jaka jest i jaka powinna być EUROPY w tym POLSKI?!

  2. Ryga. Zawarty tam traktat był tak naprawdę najważniejszym punktem zwrotnym w całej polityce rodzącej się w bólach II RP, który zarazem przypieczętował losy naszego skrawka Europy.To tu ostatecznie rozstrzygnęła się debata między koncepcją „Międzymorza”, a cynicznym „Tyle ziem, ile „na oko” da się zasymilować”. To był dzień, który wykuł topory Wołynia i ukształtował powojenne granice w Jałcie, a po tym pierwszym zwycięstwie endecki duch miał unosić się nad II RP aż do jej upadku w 1939.

    Nie my sprzedaliśmy naszych braci, tak Polaków, jak i Słowian, na Wschodzie. Piłsudczycy (ale nie tylko oni) pragnęli utworzenia możliwie jak najszerszego sojuszu narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki odniesionym zwycięstwom w wojnie z Bolszewikami pojawiła się szansa na utworzenie niepodległej Białorusi ze stolicą w Mińsku (zajętym w październiku 1920 przez polskie oddziały!), a po zajęciu Korostenia na Ukrainie w zasadzie wszystkie większe skupiska Polaków znalazłyby się „po tej stronie lustra” (zob. Marchlewszyzna, Dzierżoniowszczyzna). Jednak mający w Rydze przewagę delegaci z Endecji pragnęli „Polski dla Polaków”, kosztem asymilacji Białorusinów i Ukraińców. Mińsk oddano białoruskiej SSR, a Polaków na Ziemiach Zabranych skazano na wyniszczenie. Jak Polska mogłaby dziś wyglądać, gdyby w 1920 roku powstały Białoruś i Ukraina i doszło do zawarcia przymierza, gdyby zapomniano o zatargach, tego nie dowiemy się nigdy. Świat nie byłby dziś ten sam. Może nie byłoby gett ławkowych, akcji rewindykacyjnych cerkwi 1938, zamachów na polskich polityków i pacyfikacji ukraińskich wiosek. Może nie byłoby kos Wołynia… Tego nie dowiemy się nigdy…

    Endecy przez 20 lat skutecznie zniszczyli szanse na porozumienie z Ukrainą. To oni stworzyli banderowską poczwarę. Kiedy ktoś mówi, że jest nacjonalistą, wzdragam się. „Popatrz”, mówię „co uczynili nacjonaliści na wschodzie. To nie nazistowcy Niemcy nauczyli Ukraińców nienawiści…” Dziś nacjonalizm zrównano w niektórych kręgach z patriotyzmem. A to nigdy nie było i nie będzie to samo. Nacjonalizm to patriotyzm podszyty szowinizmem. Nie bądźcie nacjonalistami. Bądźcie Patriotami.

    A wracając do meritum. Naszym narodowym przekleństwem od czasów Jagiellonów jest… demokracja. Nic nas nie nauczyły czasy wolnej elekcji i złotej wolności szlachty. Od zawsze w Polsce o kształcie polityki zagranicznej decydowała bądź to odpowiednio zmanipulowana zbiorowość, bądź energiczne działania bezwzględnych oportunistów. Mówię tu oczywiście o wszelakiej maści udzielnych książętach, Radziwiłłach, Szczęsnych Potockich. Tak długo, jak pozwalać będziemy by Polską „rządziło” stado, rządzić będą nami i wyżej wspomniane szuje. To wręcz mutualistyczne współżycie. Jedni opłacani przez obce mocarstwa sączyć będą jad, żerować na sentymentach i je nakręcać, a maluczcy piją z tego kielicha nierządu, bo nie spoglądają dalej, niż poza dzień jutrzejszy i wystarczy im, by mieli co do garnka włożyć.

    I tu stoi przed nami zadanie najtrudniejsze, ale na szczęście wykonalne, bo nie chodzi o zmianę duszy narodu, o uszlachetnienie całej nacji (wszak i szaraczkowie są potrzebni… http://xportal.pl/?p=28921). Trzeba raz i na wieki władzę powierzyć ludziom, którzy wyrastają ponad przeciętną, którzy mają wizję i są zdeterminowani ją realizować. Którym nie zależy na uwielbieniu tłumów. Którzy kierują się w polityce pragmatyzmem i narodowym interesem. Którzy prędzej zginą, niż zdradzą ojczyznę.
    Jak tego dokonać, nie wiem. Ale jeśli gdzieś w Polsce pojawią się ludzie pod sztandarami Boga, honoru i ojczyzny, mówiący o władzy jako o służbie, a nie przywileju, nie będę się wahał ani chwili. Są jeszcze w Polsce tacy ludzie. Oby Bóg wlał w ich serca odwagę, by wyszli z cienia i zapalili światło nad mieszkańcami krainy mroku.

    1. Problem polega na tym, iż zrzucanie całej winy na endeków nie jest tak całkiem sprawiedliwe.

      Owszem, Stanisław Grabski miał jakąś anty-białoruską fobię i nie chciał widzieć w Polsce żadnego ,,elementu białoruskiego”. Nie on jeden decydował jednak o kształcie powojennych granic.

      Swoje do powiedzenia mieli ludowcy i do Rygi wysłali megalomana oraz egocentryka, zainteresowanego jedynie złożeniem jak najładniejszego podpisu na traktacie pokojowym. Nie mającego żadnej wizji Polski, a posiadającego wizję samego siebie jako premiera II RP.

      Piłsudski mógł zrobić to czego chciał. Nie zrobił tego jednak. Zaakceptował ,,Polskę dla Polaków” i odrzucił nie tylko federacyjną wizję Międzymorza, ale także konserwatywną wizję unii. Konserwatyści byli jednak planktonem politycznym, tak jak i są nim dzisiaj. Nie mieli nic do powiedzenia. Poza tym w takich momentach nikt nie wybiera centrum, lecz radykalizm. A piłsudczycy i endecy stanowili dwie przeciwstawne sobie ekstremy w tym układzie politycznym. Kogo obchodziły ,,rojenia burżujów” z Wilna?

      Jeszcze coś do powiedzenia mieli socjaliści. Ci w latach 1919-1921 dali się przewodzić osobnikom, którym bardziej zależało na losie Związku Radzieckiego niż Polski. Oni na samą myśl o malutkiej Polsce, a wielkim ZSRR, otwierali już szampana.

      W końcu coś do powiedzenia miał też sam Naród. Polacy zamieszkujący II Rzeczpospolitą. Miliony osób zignorowały jednak problem. Nie tylko Białoruś, Litwę czy Ukrainę, ale także półtora miliona Rodaków za wschodnią granicą i drugie tyle osób, które jako Polacy chciało się identyfikować.

      Nikt nie podniósł tematu nawet wtedy, gdy ZSRR złamał postanowienia pokojowe i NKWD rozpoczęło akcję polską. Nie wspominając już o wcześniejszych prześladowaniach.

      Zawiedli Piłsudski i Dmowski. Zawiodła endecja, socjaliści, ludowcy, a także pozostałe masy.

      Nie wygrał żaden realizm. Wygrał bolszewizm i nazizm.

      Za nieudzielenie pomocy Wrangelowi ktoś powinien wisieć. I piszę to z pełną odpowiedzialnością! Denikena mogliśmy nie lubić, ale Czarny Baron to była już zupełnie inna historia. Nasz brak reakcji, a konkretnie egoizm endeków, dwulicowość socjalistów, strach Piłsudskiego i koniunkturalizm ludowców sprawiły, iż połowa świata pogrążyła się na długo w czerwonej mgle. Skończyło się to tragicznie nie tylko dla nas.

      Natomiast oddanie Ukraińców i Białorusinów na pastwę bolszewików w Rydze, było po prostu ohydną zbrodnią. Nikt nie kazał Grabskiemu mieszkać z nimi w jednym kraju. Mogli podyktować inne warunki i utworzyć im samodzielne państwa. Nie tłumaczy to np. Wołynia, w żadnym wypadku. Nic nie tłumaczy tak obrzydliwego ludobójstwa. Ale święci nie jesteśmy.

      Tak, niewątpliwie parlamentaryzm zawiódł również w II RP. Choć nie wiem w jakim stopniu jest to wina ustroju, a w jakim ludzi, którzy mieli na ten ustrój zasadniczy wpływ.

      Jak widać, obaj czekamy na te same osoby… A nuż skoro ich wypatrujemy, to już niedługo wyjdą z cienia.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Akurat o Wrangla nie miałbym pretensji do nikogo. 12 października, gdy rozpoczęto rozmowy pokojowe w Rydze, linia frontu polsko-bolszewickiego znajdowała się 600 km od Krymu. Wojska bolszewickie były już wtedy skoncentrowane na tym drugim froncie, a do natarcia przystąpiły 23 października. 12 listopada Wrangel ewakuował się z Krymu… Nie było szans wspomożenia go.

        Mnie samego ogromnie ciekawi, dlaczego Piłsudski podczas negocjacji milczał. Niby „Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być.”, ale z drugiej strony może faktycznie zależało mu (ponownie) na umocnieniu czerwonych kosztem białych. Albo jednak uznał, że Białorusini i Ukraińcy to żadni partnerzy 😛

        Dlaczego zaś całą niepoprawność stosunków ze wschodnimi mniejszościami i Żydami polskimi przypisuję Endekom? Endecja to nie tylko salony i politycy. Endecja to przede wszystkim idea. A o jej sile świadczy fakt, że w roku 1938 Obóz Wielkiej Polski liczył około 300 000 członków, w tym w Stronnictwie Narodowym około 200 000 (dane wzięte z wikipedii, także mogą być cobądź skopane :P). Gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę, że we wschodnich województwach w urzędach dominowali Polacy, a na ziemiach zamieszkanych przez ukraińskich i białoruskich chłopów ziemiaństwo zazwyczaj było narodowości polskiej, scysja wydaje się nieunikniona. O rosnącej wzajemnej nienawiści zdecydowały w końcu trzy czynniki – brak reformy agrarnej, wielki kryzys i zwycięski pochód idei narodowo-demokratycznej. Ukraińcy czy Białorusini byli niejednokrotnie postrzegani w społeczeństwie polskim jako obywatele drugiej kategorii i to pomimo, że Sanacja jako taka nie dążyła do represjonowania mniejszości – redukowanie nauczania w językach mniejszości w szkołach powszechnych czy zablokowanie utworzenia ukraińskiego uniwersytetu złożyłbym raczej na karby nieudolności jej polityki wewnętrznej (język narodowy w domu, język polski w urzędzie) niż planowej asymilacji. A wzajemna nienawiść urosła nawet tam, gdzie przed I wojną światową jej nie było, gdzie nie zasiali jej c-k czy bolszewiccy agitatorzy – maniakalny podział na „swoich” i „obcych” doprowadził do tego, że część będących Polakami byłych unitów (oporni unici, zwłaszcza ci z niższych warstw społecznych) pozostała prawosławnymi i zwróciła się ku ukraińskości, czując się w Polsce wyobcowana z powodu swojej wiary.

        Pozdrawiam

  3. Tak btw nowa czcionka jest fatalna, raz że za mała, a dwa, że jest zupełnie niepotrzebnie pojaśniona. Czytanie to udręka.

  4. Czcigodny Robercie
    Pierwszym politycznym samobójem Jagiellonów było niezaoranie Krzyżaków bezpośrednio po Grunwaldzie. Jagiełłó jako Litwin zrobił co było w jego mocy by nie zdobyć Malborka. Bo dalszy związek personalny z Polską (oczywisty wobec urwania się Zakonu ze stryczka) był mu konieczny do dalszego cywilizowania rodaków.
    Kazimierz Jagiellończyk wygrał Wojnę Trzynastoletnią, o czym wiedzą prawie wszyscy. Ale niemal nikt nie wie że nie udzielił pomocy Nowogrodowi Wielkiemu i dopuścił do zdobycia takowego przez Iwana III Srogiego w roku 1478. Ta kupiecka republika była terytorialnie niewiele mniejsza od całej Skandynawii a co się tyczy zamożności, w porównaniu z nią Wenecja była przytułkiem dla żebraków.
    Od czasu Zygmunta Starego „polityka” państwa Jagiellonów to jeden wielki festiwal debilizmu. Utrata tronów węgierskiego i czeskiego, hołd pruski to etapy zjazdu po równi pochyłej. Jego synalek 100% energii zużył na przepchnięcie ślubu z Basieńką (w porównniu z innymi rodami litewskimi, takimi jak Ostrogscy, Chodkiewicze czy Gasztołdowie, Radziwiłłowie byli gołodupcami). Na froncie rosyjskim boćwinkowie doznawali kolejnych porażek i posiłki Koroniarzy musiały gasić kolejne pożary.
    Ostatecznie wypuściło Rosję z worka to jezuickie popychadło Zygmunt Waza. Po ok. stu latach (Sejm Niemy) Rzeczpospolita stała się już tylko przedmiotem polityki europejskiej.
    Na endekach aż tak bardzo psów bym za Traktat Ryski nie wieszał. Białorusinów (warto wyguglować generała Bułaka – Bałachowicza) istotnie zdradzono. Ale więcej Ukrainy? Ten naród, powołany do życia przez habsburskich urzędników w kontrze do Polaków, nienawidził nas. Chwilowy sojusz z Petlurą to wyjątek od reguły. Bolszewicy spacyfikowali swoją ich część dopiero za pomocą Wielkiego Głodu. Więcej Ukraińców w II RP to po prostu większy czyrak poniżej pleców. Bolszewicy doskonale o tym wiedzieli i tylko dlatego byli tacy „hojni”.
    Jedynym przebłyskiem rozsądku Piłsudskiego w polityce zagranicznej była złożona Francuzom tuż po dojściu Hitlera do władzy propozycja natychmiastowej wspólnej wojny prewencyjnej z Niemcami. Po odmowie pojawił się pomysł „równego dystansu do Berlina i Moskwy”. Czyli samobójstwa na raty.
    Spójrzmy uczciwie na naszą historię. Od czasu „panów małopolskich” ze szkoły Kazimierza Wielkiego, sprawujących regencję za czasów małoletniej Jadwigi i aranżujących jej małżeństwo z Jagiełłą, mieliśmy wybitnych dowódców i swego czasu najlepszą armię w Europie. Oraz ZERO mężów stanu. Nawet rzekomo wielki Jan Zamoyski w kancelarii Richelieu znalazłby zatrudnienie jedynie dzięki znajomości języków.
    I błagam Robercie, zmień coś. Ten tekst pisany jasnoszarą czcionką na białym tle muszę kopiować do „notatnika” by móc przeczytać co napisałeś.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Wiele lat temu na neon24 (czy tam jeszcze na Nowym Ekranie) pisałem o ,,zmarnowanej szansie pod Grunwaldem”. Prawie słowo w słowo. Skrytykowano mnie za to, podobnie jak i za umieszczenie prowokacyjnego tekstu o J. Piłsudskim. Wtedy też pojąłem jak głęboko w naszej świadomości zakorzeniona jest martyrologia i mitologizacja przeszłości. Przekonał mnie wtedy wysyp inwektyw i oskarżeń. Między innymi o to, że jestem (neo)moczarowcem, emerytowanym UBekiem, agentem KGB itp.

      Nie twierdzę tutaj, iż należało przygarnąć Ukrainę jak gdyby nigdy nic. Przeciwnie, tutaj nie było dobrego wyjścia: Ukraina w granicach RP to problem, Ukraina w granicach ZSRR to większy problem, a Ukraina niepodległa, to zarazem Ukraina sterowana i podjudzana z Berlina, zatem jeszcze większy problem.

      Białorusini wręcz błagali delegatów o to, by mogli mieszkać w odrodzonej Polsce. Nawet jeśli S. Grabski tak bardzo za nimi nie przepadał, to u endeka powinna zaważyć chęć ochrony Rodaków za wschodnią granicą. W najgorszym wypadku jedynie pilnowaniem tego, czy ZSRR dotrzymuje warunków traktatu. Nikt jednak niczego nie pilnował, nikogo to nie interesowało. I to mam im za złe – tę obojętność i ciszę.

      Żeby było sprawiedliwie, dostało się też PPSowi i ludowcom. Wszyscy sobie zasłużyli, a właśnie o tych dwóch grupach mało kto pamięta. Warto jednak, ponieważ Ignacy Daszyński (autorytet Zandberga) już we wrześniu 1920 zapewnił poprzez posłańca wysłannika bolszewików o tym, iż wszystkie formacje cudzoziemskie zostaną bezzwłocznie zdemobilizowane. Wiemy obaj co stało się potem. Ten sam premier wysłał Ryszarda Kunickiego do Kroppa w celu przyspieszenia rozmów pokojowych i zapewnił bolszewików jego ustami, iż Polsce zależy na jak najszybszym pokoju i że żadnej pomocy Wranglowi nie udzielimy.

      Właśnie tak: milion żołnierzy stoi z Piłsudskim na granicy, po drugiej stronie ledwie zipie nieco ponad sto tysięcy bolszewików, szarpanych ze wszystkich stron na terenie całego kraju, a tu PPS-iak zapewnia wysłannika Lenina, że Polacy nie pójdą ani kroku dalej i że żadnej pomocy ,,reakcji” nie udzielą. Odwdzięczono się nam w 1939. Szkoda wielka, bo to właśnie kładzie cień na całą tę legendę Daszyńskiego.

      Wygląd bloga już wkrótce się zmieni. Może już dziś, a do następnego artykułu na pewno.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Czcigodny Robercie
        Poza irracjonalną awersją Grabskiego do Białorusinów, u polityka wręcz dyskwalifikującą takowego, endekom nie mogę w kwestii polityki zagranicznej postawić poważniejszych zarzutów. W odróżnieniu od piłsudczyków, których „polityka zagraniczna”, poza wspomnianym wyjątkiem, była jednym pasmem idiotyzmów i opowiadaniem bajeczek o „mocarstwowości” tak długo aż Beck, Rydz i Mościcki sami w to kłamstwo uwierzyli.
        Nie można oczywiście czytać Ziemkiewicza i Zychowicza bezkrytycznie. Ale to niezła odtrutka na brednie kiboli Geniusia Żoliborza i jego Żoliborskiej Historycznej Grupy Rekonstrukcyjnej Sanacji.
        Zastałeś mianowany „neomoczarowcem”? To witam w klubie. Mnie takim tytułem obdarzył pewien załgany do szpiku kości „patriota” – nekrofil (im więcej polskiej krwi idiotycznie przelanej, tym większa chwała) wespół w zespół ze swoim giermkiem, który z mikkizmu – korwinizmu przechrzcił się na starość na kaczyzm – maciartyzm.
        Pozdrawiam serdecznie.

      2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

        Absolutna zgoda odnośnie dalszej oceny wizji polityki zagranicznej jednych, jak i drugich.

        Ziemkiewicza czytam z dużym przymrużeniem oka. Podpadł mi tak wiele razy, że go już włożyłem do szufladki ,,atlantysta” i ,,jastrząb wojny”. Ale przyznać muszę, że parę myśli z ,,Polactwa” było celnych. ,,Michnikowszczyzna” też niezła.

        Zychowicz to inna sprawa. Stawia kontrowersyjne tezy, przez co z pewnością jego książki dobrze się sprzedają. Nie można się z nim nie zgodzić w paru kwestiach np. w ocenie naszych paru zbiorowych samobójstw narodowych. W innych sprawach należy raczej uderzać pięścią w stół i krzyczeń ,,NIE!”. Ja jego uwielbienia dla Marszałka nie rozumiem, skoro i on wie dobrze, że to jego tchórzostwo i stawianie ideologii oraz prywatnych sympatii jak i antypatii ponad narodowy interes, sprowadziło Polskę i cały świat niemalże na samo dno czerwonego piekła.

        Neomoczarowcem ochrzcił mnie niejaki Jan Bogatko – publicysta radiowy (Wolna Europa, Deutschlandfuk, Deutsche Welle, Radio Wnet), z bardzo (nie)ciekawymi powiązaniami. Zresztą, jak widać choćby po byciu korespondentem niemieckich gadzinówek.

        Pozdrawiam serdecznie

      3. Czcigodny Robercie
        Wielcy politycy pamiętają o „przepisach cechowych” tego fachu. Czyli że w imię racji stanu można nawet popełnić świństwo, ale w sprawach prywatnych jest to niedopuszczalne. Wielka Margaret Thatcher nie weahała się z nakazaniem brytyjskim służbom wystrzelania niczym wściekłe psy irlandzkich terrorystów, szykujących zamach w Gibraltarze. Ale prywatnie nie skręciła nawet jednego funta.
        Natomiast otoczenie Piłsudskiego nie zawahało się zamordować generała Włodzimierza Zagórskiego, zaprzysięgłego wroga „Naczelnika”. Za to w kwestii być lub nie być Polski idiota Beck coś gaworzył o honorze.
        Tfu!
        I wielkie dzięki za poprawę czytelności.
        Pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s