,,Coraz więcej rzeczy rozumiem, lecz coraz trudniej mi przychodzi wyrazić to w słowach.”

Powtarzam te zdanie między innymi po Denisie Diderot i po Stefanie Kisielewskim, którzy o słowach wiedzieli bardzo wiele. O słowach, które, jak przewidział znany wszystkim George Orwell, stają się już dziś podwaliną nowomowy ustrojów liberalnej demokracji XXI wieku. Jakby nie patrzeć, tę nowomowę stosują nie tylko reżimy totalitarne, ale także – jak by to zapewne ujął Stanisław Michalkiewicz – kraje totalniackie oraz te kraje do bycia nimi dopiero aspirujące.

Jedną z typowych cech nowomowy jest maksymalne upraszczanie i zubażanie każdego języka, co widać najlepiej na przykładzie płynącym wprost z góry; wszakże nie kto inny, jak sami politycy, dziennikarze i profesorowie uczelni wyższych, mają coraz częściej problem ze składnią zdań i z wyrażaniem na głos swoich myśli oraz przekonań. Ciężko jest mieć zatem pretensję do prostych ludzi czy uczniów, u których znajomość ojczystego języka wyraźnie zanika i zamienia się powoli w bezsensowne dukanie prostych do wypowiedzenia czterystu albo góra pięciuset słów.

Jakby było tego mało, rozpoczęto proces wartościowania słów i polaryzację dopuszczalnych ideologii, myśli oraz przekonań. Dziś widać to najlepiej na przykładzie kryzysu uchodźczego, gdyż faktycznie oczekuje się po nas wszystkich, byśmy stawali naprzeciw siebie na dwóch skrajnych barykadach. Dostrzegam to najlepiej w Szwecji, gdzie scenę polityczną można podzielić na część chcącą raz na zawsze rozprawić się z jakąkolwiek formą imigracji i proponującą radykalne rozwiązanie istniejącego problemu i na tę część, która jest gotowa usunąć jakiekolwiek granice, wpuścić do kraju każdego kto tylko chce w nim mieszkać i nabić tym kabzę tysiącom prywatnych i państwowych instytucji zarabiających na relokacji, nauce języków, pseudo-kursach zawodowych i na najbardziej dochodowym handlu dziećmi.

W którymś łatwym do przeoczenia momencie, polityczna poprawność z czegoś co dawniej zwano ,,dobrymi manierami”, zamieniła się w stricte polityczny oręż mający na celu oczernianie przeciwników, wykaszanie wielu poglądów z dopuszczalnej w opinii publicznej puli ideologii, a także dalsze ograniczanie wolności słowa. Stosować się do tejże poprawności muszą policjanci, którym wydaje się po kryjomu odpowiednie rozkazy, zabraniające publikowania informacji mogących zaprzeczać temu, co na dany temat twierdzi rząd i media. Stosować muszą się do niej prokuratura i sądy, wypuszczające ludzi nie na podstawie braku dowodów czy dzięki odpowiednim zeznaniom, ale z powodu uniewinniającego pochodzenia, koloru skóry bądź wiary w odpowiedniego boga.

Choć jest to jawny rasizm i celowe deptanie równości wobec prawa, która jest rzekomo podwaliną każdej demokracji, to nikt jednak nie używa słowa ,,rasizm’, by nazwać tę rzecz po imieniu. Monopol na używanie danych sformułowań posiada tylko jedno środowisko.

Będąc jednak zagorzałym przeciwnikiem jakichkolwiek monopoli i jawnego gwałcenia podstawowych praw człowieka, muszę dziś głośno powtarzać, iż jeśli skazuje się kogoś za kradzież, gwałt czy morderstwo, to wysokość wyroku nie powinna być uzależniona od czyjegokolwiek koloru skóry. Szwed popełniający przestępstwo w swoim kraju ma być karany w nim tak samo, jak Polak, Litwin, Kurd, Somalijczyk i Afgańczyk. Niestety, jest to wołanie w puszczy, a niektórych gwałcicieli uniewinnia już nawet Sąd Najwyższy. O rozmaitych przywilejach nadawanych z racji wiary w religię Poprawnego Bożka, wspominać już po raz enty nawet nie będę. Przejdę jednak do innego słowa, które spędza mi sen z powiek, a jest nim populizm.

Jeszcze do niedawna każdego (choćby umiarkowanego ksenofoba) można było bezkarnie nazwać rasistą i usunąć go tym samym zewsząd, nie trudząc się przy tym prawie wcale. Od kiedy jednak sądy zaczęły poważniej traktować tego typu oskarżenia, nowym synonimem zła jest populizm – wróg numer jeden każdej szanującej się liberalnej demokracji, powód każdego niepokoju w Europie i na świecie, przyczyna każdego kryzysu, zamachu i biegunki panów komisarzy.

Czymże jest więc ten potwór? By nie sięgać do Słownika Języka Polskiego i innych miejsc mogących wkrótce zostać uznanymi za tworzone przez niepoprawnych konserwatywnych (a więc ciemnogrodzkich) językoznawców i politologów, sięgam prędziutko do zawsze poprawnej Wikipedii, czyli ulubionego źródła większości p(osłów) i presstytutek. Z niej dowiaduję się, że:

,,Populizm (z łac. populus „lud”) – termin politologiczny, nieostry i niejednoznaczny opisujący zjawiska polityczne, których wspólną cechą jest retoryka odwołująca się do „woli ludu”. Termin obejmuje aspekt doktrynalny, socjotechniczny i psychospołeczny.”

Mamy to! Odwoływanie się do woli ludu w XXI wieku jest po prostu złe, nieładne i nieeleganckie. Ciekawe co zatem czynili wszyscy politycy od… zawsze?

,,Aspekt doktrynalny polega na przyjęciu, że „wola ludu”, „wola narodu” lub „wola mas” jest zasadniczą polityczną legitymacją dla osób i organizacji sprawujących rządy.

Albowiem dzisiaj zasadniczą polityczną legitymacją dla osób sprawujących rządy, jest dobra wola banków, międzynarodowych korporacji i lobbystów koncernów zbrojeniowych, farmaceutycznych czy naftowych, hojnie finansujących kampanie wyborcze ulubieńców wszystkich mediów. Mediów będących de facto własnością tych samych lobbystów, ale o tym już nie napomknę ani słowa, by nie trafić na niesławną listę piątkowych samobójców.

,,Polityka oparta na populizmie w aspekcie psychospołecznym stara się dostarczyć wyborcom przywódcę określonego typu pożądanego przez większość.”

Zwyczajowo w demokracji głosuje się na tych, których się nie pożąda. Przeciwnie – im bardziej się danego kandydata nienawidzi, tym lepiej. Nie rozumiem zatem dlaczego François Hollande z dziesięcioprocentowym poparciem Francuzów, musiał wystrugiwać Emmanuela Macrona (naprędce uczynionego centrystą), miast samemu wystartować w wyborach prezydenckich.

,,W aspekcie socjotechnicznym polega na stosowaniu demagogii, odwoływaniu się do stereotypów i mitów społecznych. Mity takie mogą uzasadniać antagonizmy społeczne, przeciwstawiać dobro biednego ludu rządzącym elitom, odwoływać się do uprzedzeń rasowych i etnicznych. Celem zabiegów socjotechnicznych może być też wykształcenie mitów politycznych sprzyjających realizacji założeń politycznych.”

Dziwnym trafem populistami nazywa się wyłącznie uniosceptyków, konserwatystów czy zwolenników realpolitik. Zupełnie tak jakby cała pozostała scena polityczna była wolna od demagogii, stereotypów, mitów politycznych itp.

,,Ideologia populistyczna przypisuje ludziom, szczególnie społecznościom wiejskim cnotę prostych ludzi. Są oni nośnikiem zbiorowych tradycji i charakteru narodowego.”

Dostało się też agrarystom, w tym i mnie. A to wszystko z tego powodu, iż chcemy normalnego rolnictwa, a nie całej ziemi uprawnej należącej do jednego koncernu, dysponującego patentami na wszystko obecne w pomidorze, pszenicy i na karmiącego swoimi paszami antybiotykowe krowy, hormonowe kurczaki i hodujące ludzkie narządy świnie. Choć pewnie to ostatnie byłoby i tak sporym zagrożeniem dla czarnego rynku ludzkich organów, więc nie wiem z czego utrzymywałoby się kilka śmiesznych państewek.

,,Populiści twierdzą, że partie polityczne stworzyły sztuczny podział w homogenicznym społeczeństwie i wysuwają swój własny interes ponad interes społeczny, zostały skorumpowane oraz zepsuły więź pomiędzy liderami i ich stronnikami. Populiści przeciwstawiają się jedynie partiom establishmentu, prezentując siebie jako ugrupowanie antysystemowe.”

Choć afer korupcyjnych w III RP było grubo ponad sto (swoją drogą to całkiem niezły wynik jak na nieco ponad ćwierć wieku), korupcji tak naprawdę nie ma. Nie było afery Amber Gold, OFE, SKOKów, FOZZu, Orlenu, drogowej, paliwowej, węglowej itp. Nie ma też sztucznego podziału na dwa stronnictwa, dbające głównie o zasiedlenie wszystkich państwowych stołków swoimi ludźmi. Nie wiem więc czy aby na pewno badacze populizmu, publikujący na ten temat dziesiątki książek i prac naukowych, nie żyją aby w jakimś innym wymiarze. Np. w wymiarze uprzywilejowanej mniejszości, której jest cały czas mało.

,,Dążą do wprowadzenia nowych dróg reprezentacji politycznej poprzez instytucje demokracji bezpośredniej: demokrację plebiscytową (referenda oraz inicjatywa społeczna) personalizację władzy (bezpośrednie wybory wysokich funkcjonariuszy państwowych, wzmocnienie władzy prezydenta i premiera).”

To jest dopiero przerażające! Gdyby się im to udało, byłoby zupełnie jak w Szwajcarii albo w innych starożytnych Atenach. Nie, lepsze jest to, co mamy teraz. Czyli ignorowanie wyników referendów, odrzucanie petycji i wniosków obywatelskich z milionami podpisów, dyktat partyjny i wszechmoc ponadnarodowych instytucji lichwiarskich.

,,Populizm lewicowy opiera się na wydzieleniu antagonistycznych w stosunku do ludu grup, procesów i instytucji takich, jak: globalizacja, amerykanizacja, kapitaliści, międzynarodowe koncerny oraz na licznych przywilejach socjalnych dla obywateli, takich jak darmowa służba zdrowia czy dochód podstawowy. Populiści prezentują siebie jako prawdziwych, demokratycznych socjalistów, skierowanych przeciwko zewnętrznym zagrożeniom. Podkreślają społeczną równość oraz prymat ideologicznego uniwersalizmu. Lewicowy populizm przejmuje również elementy populizmu prawicowego – jak np. kwestie antyimigranckie.”

Wychodzi na to, że jestem lewicowcem. W dodatku lewicowym populistą, który różni się od niepopulistycznego lewicowca tym, że faktycznie zajmują go kwestie ekonomiczne, opieka socjalna czy służba zdrowia, a nie jedynie wrzaskliwe mniejszości, legalne narkotyki i wszystko co ma związek z seksem. To ostatnie jest właściwie jedyną rzeczą, o której niepopulistyczni lewicowcy potrafią mówić dłużej niż minutę.

,,Populizm prawicowy opiera się na podkreślaniu nierówności społecznej.”

Już się pogubiłem. To jednak prawicowy?

,,Prawicowe partie populistyczne charakteryzują się odgradzaniem tożsamości narodowej (kulturowej, rzadziej etnicznej) zarówno od innych narodów, imigrantów, mniejszości narodowych, jak i od inaczej myślących lub zachowujących się we własnym kraju.”

Co jest szczególnie widoczne i możliwe do realizacji w zglobalizowanym świecie rządzonym przez niedostrzegalną mniejszość. A może ci populiści widzą po prostu, że w krajach z licznymi mniejszościami narodowymi, pojawiają się pozarządowe organizacje nawołujące do powstań, demonstracji, zamachów i innych czynności mających w końcu na celu pozbycie się legalnych władz i zastąpienie ich marionetkami? Cóż, nie żebym miał na to jakieś konkretne przykłady, ale Syria, Irak, Iran, Libia, Jugosławia, Indie, Indonezja, Pakistan, kraje kaukaskie i cała Afryka…

,,Typowy dla tych ugrupowań jest również szacunek dla obyczajów oraz tradycyjnej moralności”.

Szacunek do obyczajów, o zgrozo!

,,Prawicowy populizm charakteryzuje również eurosceptycyzm z powodów kulturowych (UE jako zagrożenie dla języka, wartości), politycznych (dla prawicowych populistów państwo powinno być autonomiczne i suwerenne) i ekonomicznych (UE jako zagrożenie wykorzystania gospodarek narodowych).”

A nie prościej było po prostu napisać, że każdy uniosceptyk (nie eurosceptyk) jest populistą, a to jest równoznaczne z… No, z czym tak właściwie? Z wprowadzeniem demokracji bezpośredniej? Dobrze, że w Korei Północnej jej jeszcze nie ma, więc zawsze nasi ,,demokracji” mogą ją poprosić o azyl.

,,Potocznie populizm oznacza działania polityczne zmierzające do zdobycia władzy i wpływów poprzez schlebianie oczekiwaniom społecznym i składanie nierealnych obietnic.” 

Pozwolę sobie wsadzić kij w mrowisko i przypomnieć (znów po raz któryś) obietnice przedwyborcze Platformy Obywatelskiej z 2007 roku:

  1. Obniżenie podatków PIT, CIT i VAT do 15% (podatek liniowy)
  2. Likwidacja biurokracji.
  3. Wprowadzenie JOWów.
  4. Likwidacja NFZ.
  5. Ściągnięcie Polaków z powrotem z emigracji.
  6. Zwiększenie rent i emerytur.
  7. Rzeczywista walka z korupcją.

Dalej nie mam już siły. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że coś jest chyba nie tak z tym utożsamianiem populizmu z uniosceptyzmem, skoro Platforma Obywatelska przy całej swojej pro-unijności złożyła wiele nierealnych obietnic i wpasowuje się w PRAWIDŁOWĄ definicję populizmu. Określenia, którym szafują na prawo i lewo wszystkie polityczne miernoty i presstytutki. Spodziewam się jednak, że odniesie do skutek odwrotny do zamierzonego, jak zresztą wszystko za co biorą się ostatnio te środowiska.

Robert Grünholz

Reklamy

8 myśli na temat “Mądrej głowie dość po słowie

  1. …wyrazić to w słowach nie jest tak trudno jak znalezc dlowa które dotra do glów, które nie sa wytarczajaco madre. ;-=

      1. Często się zastanawiam jakim językiem pisać, skoro ludzie utracili umiejętność czytania ze zrozumieniem i najczęściej komentują jedynie to, co im się WYDAJE, że autor napisał. Czytają jeden akapit i komentują całość. Albo czytają całość, a nie rozumieją nawet połowy.

        Może lepiej założyć vloga i do nich mówić? Bo to już chyba jest coś więcej niż tylko wtórny analfabetyzm… Po latach blogowania dostrzegam wyraźny brak chęci do porozumienia się. Każdy chce tylko napisać co sam sądzi, nie bacząc na to, czy to co pisze jest w ogóle mądre. Komentarze innych mało go obchodzą, więc najczęściej ich jedynie obraża. Zanika więc nie tylko zdolność do czytania ze zrozumieniem, ale także zdolność prowadzenia merytorycznej dyskusji.

  2. Witam
    Nic dodać. Jakbym siebie słyszał. To aż nudne 🙂
    Z wyrazami szacunku.
    Homofob, Ksenofob, Faszysta, Rasista, Antysemita, a teraz też Pupulista Lewicowy, Prawicowy i Środka etc.

    1. Szanowny Panie Wojciechu,

      Powtarzam to na swoim blogu do znudzenia, ale efekt przychodzi powoli i jest dosyć mizerny… Więc powtarzam dalej!

      Choć wychowałem się w kraju wielokulturowym i do moich bliskich znajomych należą ludzie wielu narodowości i religii, to byle ciemniak ,,światły Europejczyk” nazywa mnie ksenofobem, gdy piszę o odpowiedzialności za przyjmowanie uchodźców spoczywającej nie na Polsce, a na krajach destabilizujących Afrykę Północną i Bliski Wschód.

      Antysemitą zostać jest jeszcze łatwiej – wystarczy napomknąć coś na temat izraelskiej broni jądrowej, o ich buldożerach wśród szkół i szpitali albo o odcinaniu cywilom dostępu do wody pitnej. I już, gotowe! No, nie wspominając już o ekshumacji w Jedwabnem albo o tych wypłaconych kilkukrotnie odszkodowaniach.

      Kim więc jesteśmy? Normalnymi ludźmi, jak na dawne standardy. Choćby dlatego, że myślimy samodzielnie, miast powtarzać za właścicielami mediów i ich najemnymi pracownikami 😉

      Pozdrawiam serdecznie

  3. Czcigodny Robercie
    Podział na lewicę i prawicę jest banalnie prosty.
    1. Prawicowiec wierzy w prawo naturalne, nadane ludziom „z góry”, przy którym kilkuset bałwanom, zgromadzonym w prostokątnym lub owalnym budynku nie wolno majstrować. Moi przyjaciele konserwatyści-ateiści bez problemu zaakceptowali lansowany na naszym blogu „septalog”, czyli dekalog bez trzech pierwszych przykazań.
    2. Prawicowiec zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie osadzeni są w konkretnym miejscu na naszej planecie i mają swoją historię, obyczajowość, religię, tradycję etc. Zatem wszelkie zmienianie ich systemu wartości, pryzwyczajeń, upodobań etc. musi się odbywać na drodze łagodnej ewolucji.

    Natomiast lewica zawsze ogarnięta jest obsesją tworzenia „nowego człowieka”. Już, teraz, zaraz. Nie zraża ich fakt że zawodowiec Stalin (plus jego następcy) oraz zdolny amator Hitler nie podołali temu zadaniu, mimo posiadania naprawdę mocnego aparatu represji. Z oślim uporem próbuje wcielić w czyn swą idee fixe.
    Dwaj klasycy posługiwali się „lewem”, czyli prawem z plasteliny, zmienianym z dnia na dzień, jeśli tylko wynika to z chwilowych potrzeb. W szczególności wolno było zabić lub/i obrabować każdego człowieka jeśli był podludziem z „niewłaściwej” rasy lub klasy społecznej (różnice między komunizmem i nazizmem tkwią w rugorzędnych szczegółach).
    Współczesna lewica, której ojcem duchowym była arcykanalia Antonio Gramsci, sięgnęła po inne narzędzia. Pierwszym z nich jest opisana przez Ciebie nowomowa. Drugim, nie mniej ważnym, jest stworzenie „proletariatu zastępczego”. Robotnicy zachodniej Europy, dzięki takim politykom jak Thatcher czy Adenauer, a w pewnej mierze i de Gaulle, dostrzegli szansę dorobienia się w życiu czegoś poprzez uczciwą pracę. I wypięli się na socjalistycznych kłamców. Zatem lewizna musiała sobie znaleźć nowy elektorat. Są nimi zboczeńcy, ćpuny, przestępcy, notoryczne nieroby (zawód bezrobotnego dziedziczący po rodzicach i dziadkach), kadra „nałukowa” co bardziej operetkowych wydziałów uniwersyteckich, pismaki, szmirusy oraz studenci i absolwenci tychże wydziałów. Bo dociera do nich, że ze swoimi „kwalifikacjami” są w gospodarce potrzebni jak wrzód na tyłku.
    Ale ostatnio lewizna przesadziła i zaczęła na wyprzódki sprowadzać islamską dzicz. Oczywiście w nadziei że ci socjalobiorcy będę na nią równie karnie głosować, jaj szwedzkie białe menelstwo na socjaldemokratów. I chałupa popłynęła. Bo dzicz zasiłki bierze (co cwańsi zarejestrowali się w kilku miastach pod różnymi tożsamościami) skoro białe debile dają. Gwałci białe dziewczyny, skoro wedle nauczania pustynnego pedofila, wszystkie one to dziwki. A przy maksymalnm niefarcie można wyfaswać kilka miesięcy w zawiasach,Ale to bydło nie kryje się z tym, że ma zamiar białasów „nawrócić” lub wymordować.
    Grupa V4 musi się przygotowa na przyjęcie białych uchodźców. Oczywiście nie wszystkich, socjalistów, ekoterrorystów, altyw LGBT i inny szrot trzeba wywalać na zbity pysk, niech ich w imię burdeltaty litościwego i miłosiernego wywieszają na łuku Triumfalnym, London Bridge czy Bramie Brandenburskiej. A za kilkadziesiąt lat, gdy cywilizacja w „starej Unii” się zawalo (stado mentalnych małp na chodzie jej nie utrzyma) rekonkwista.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Cały spór o nazewnictwo sprowadza się do tego, jak dana OSOBA postrzega podział sceny politycznej. Dla mnie podział ten jest prosty i przejrzysty, więc nie potrzebuję nawet do niego żadnych łatek, ani szufladek. Ktoś mniej zorientowany bez nich się nie obędzie. Czasami łatki bywają kłopotliwe, gdy przychodzi ,,prawicowiec” pokroju Marka Jurka, Tomasza Terlikowskiego czy Antoniego Macierewicza, a po nim lewicowiec taki jak Thomas Salazar. Nie lubię wybierać między dżumą, a cholerą. Nie lubię widzieć prawicowców ośmieszających konserwatyzm, ani lewicowców walczących z międzynarodową lichwą, bandytyzmem jastrzębi destabilizujących połowę świata czy próbujących zapewnić ludziom godziwą opiekę zdrowotną tam, gdzie ci ludzie już i tak oddają państwu większość swoich dochodów i niczego w zamian nie otrzymują.

      Najprostszy i zdecydowanie najlepszy jest zatem ten podział na ewolucyjną prawicę i rewolucyjną lewicę. Uważam jednak, że równie trafny może być dziś podział na globalistów i niepodległościowców. O ile ci pierwsi chcieliby oddać wszystkie kompetencje państw w brudne łapska międzynarodowych organizacji, o tyle też ci drudzy (słusznie zresztą) uważają państwa nie za dziwaczny wytwór minionych wieków, a za najlepszą działającą obecnie tej wielkości strukturę.

      Wychodzi więc na to, że system nie ma już nawet pomysłu na nowe epitety, skoro tym całym ,,populizmem” strzela sobie tylko w stopę. Oby zakończyło się to naszym upragnionym strzałem w głowę, bo niczego innego życzyć już naszym paniskom i ich organizacjom nie można.

      Pozdrawiam serdecznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s