Ekonomia, Historia, Medycyna i zdrowie, Ochrona środowiska, Polityka, Prawo, Społeczeństwo i akcje społeczne

Właściciele tego świata cz.4

Link do części pierwszej: https://rgrunholz.wordpress.com/2017/12/30/wlasciciele-tego-swiata-cz-1/

Link do części drugiej: https://rgrunholz.wordpress.com/2018/01/04/wlasciciele-tego-swiata-cz-2/

Link do części trzeciej: https://rgrunholz.wordpress.com/2018/01/10/wlasciciele-tego-swiata-cz-3/

 

Obaj moi rozmówcy postanowili zachować pełną anonimowość. Nasze rozmowy odbyły się w wydzielonej części publicznej kawiarni w Sztokholmie na przełomie października i listopada 2017 roku. W serii tych wpisów zawarłem wszystkie najciekawsze fragmenty z trzech rozmów, trwających w sumie siedem godzin. Osobiście dokonałem tłumaczenia z języka szwedzkiego i częściowo z języka angielskiego.

W najbliższym czasie nie planuję udostępnienia nagrań, które skopiowałem i rozdałem osobom niezaznajomionych z ich pełną treścią, ale świadomym tego, czego nasze rozmowy dotyczyły.

W czwartej części rozmawiamy o służbie zdrowia, szkolnictwie, rolnictwie, prawie, relacjach rodzinnych oraz społecznych oraz o możliwym końcu systemu.

Robert Grünholz

 

Część 4 

 

Ja: Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę z tego, że przemiana jest podstawowym elementem obecnego systemu światowego. Cykliczna wymiana władz oraz niekończące się reformy mają służyć przyzwyczajaniu obywateli do ciągłych zmian i pozbawianiu ich poczucia jakiejkolwiek stabilności. Można zatem od czasu do czasu wprowadzić pożyteczną ustawę i poinformować o tym społeczeństwo, a gdy kamery zostają wyłączone, przegłosować sto innych. Czy dobrze myślę zakładając, że nie jest to przypadek ani zwyczajny rozrost biurokracji, lecz w pełni zaplanowany proces? Czy da się to dostrzec już na wszystkich polach?

M: Zdaje się, że masz rację. Spójrz tylko na szkolnictwo, służbę zdrowia…

T: Zacznijmy może od szkolnictwa, które jest mi z oczywistych powodów najbliższe. Nie ma już chyba żadnego europejskiego kraju, w którym nie grzebano by stale przy systemie edukacji. Zmienia się podręczniki, program nauczania, systemy ocen, liczebność klas, obowiązki personelu, sposób prowadzenia zajęć… Innymi słowy: absolutnie wszystko. Dziś system stawia na pracę grupową, a jutro na pracę indywidualną. Dziś czytamy jedno, a jutro drugie. Dziś uczniów w ogóle nie dyscyplinujemy, a jutro będziemy gonić ich za noszenie nakryć głowy i nieodrabianie prac domowych. Raz każe się nam zadawać ich całe tony, a jutro każe się nam nie zadawać ich w ogóle. Ze strony uczniów nie można oczywiście liczyć na wyrozumiałość, a ich rodzice to jeszcze gorsza plaga.

Ja: W Polsce niedawno powrócono do starego systemu 8+4. 

T: Czy poprzedni system sprawdził się?

Ja: Ciężko powiedzieć. Gdybyś zapytał o to jeszcze pięć lat temu, to niemal każdy powiedziałby ci, że gimnazja są siedliskiem młodzieńczej patologii, wsadzają ludzi w nowe środowisko w najgorszym dla nich wieku i w związku z tym należy je zlikwidować. Gdybyś przeczytał wtedy komentarze pod jakimkolwiek internetowym artykułem dotyczącym gimnazjów i ich likwidacji, 90% komentatorów byłoby jej zwolennikami. Wystarczyło jednak, że pojawił się nowy rząd, przeprowadził obiecaną reformę i jakimś cudem nagle wszyscy zmienili zdanie. Ciężko teraz znaleźć osoby zadowolone z reformy.

T: Z powodów politycznych?

Ja: Ekspertami od nauczania raczej nie są, nawet jeśli się za nich uważają. Podobnie jak za ekspertów od katastrof lotniczych. Wiecie do czego piję, ale do tego może jeszcze wrócimy…

T: Dobrze. Nieważne jednak czy reforma jest słuszna czy nie! Obojętnie jakie by one nie były, efekt będzie wszędzie ten sam – gorsze wykształcenie i gorsze przygotowanie do życia poza budynkiem szkoły.

M: Ja byłem ofiarą zupełnie innego systemu, w którym nie mogłem mieć własnej opinii, ale za to świetnie znałem wszystkie rzymskie i greckie mity (śmieje się).

T: Żałujesz tego?

M: Z perspektywy czasu już w ogóle. Jestem wdzięczny, że nauczono mnie rzeczy, o których dziś w szkołach się nawet nie wspomina. Jestem wdzięczny za wbicie mi do głowy zarówno fizyki, jak i historii literatury. Ogólne wykształcenie powinno trwać przynajmniej do 18-tego roku życia.

T: Zgadzam się. Przy takim materiale nie ma innej możliwości, poza drastycznym wycinaniem podstawowych elementów wiedzy ogólnej na rzecz jakichś pseudo-specjalizacji.

Ja: Jakimś cudem wiemy coraz więcej, uczniowie i ich rodzice narzekają na przepełniony program nauczania, ale przecież w ramach ogólnego wykształcenia nie ma już filozofii, ekonomii, literatury światowej, geografii, astronomii… Jakimś cudem kiedyś był na to wszystko czas, a dzisiaj go nie ma?

T: Polityków zapytaj. Jestem zwolennikiem utrzymania państwowego szkolnictwa przy umożliwieniu istnienia dowolnej ilości szkół społecznych oraz prywatnych, ale naprawdę fakt, że coś podlega państwu nie oznacza jeszcze, że daną rzeczą muszą się zajmować politycy. W niektórych krajach szkolnictwem czy służbą zdrowia zajmują się eksperci, których żadna nowa władza z ministerstwa nie wyrzuci!

Ja: Powiedz to NASZYM politykom. Mamy chyba polityka stojącego na czele policji, prawda? Ale cieszę się, że weszliśmy na temat służby zdrowia. To twój konik, M?

M: Pijesz do mojego wieku (śmieje się)? Tak, od kiedy choruję, temat ten stał się dla mnie nadzwyczaj istotny. Bliższa koszula ciału, prawda? Widać tutaj podobną tendencję, bo obojętnie ile byś w ten system nie wpakował pieniędzy, ostatecznie opieki zdrowotnej nie polepszysz tym ani trochę.

Ja: Nawet jeśli kupisz za to nowy sprzęt medyczny? 

M: Pełnisz tu rolę dziennikarza, więc musisz na rzecz swoich czytelników dziwić się rzeczom oczywistym. Sądzę jednak, że oni w tej kwestii nie potrzebują twojego udawanego zdziwienia, bo wystarczy, że porównają sobie koszty leczenia.

Ja: Co masz na myśli?

M: Mam na myśli to, że jeśli chcesz się w niektórych krajach leczyć bez ubezpieczenia zdrowotnego, to za dany zabieg zapłacisz np. 500 dolarów, a towarzystwo ubezpieczeniowe w twoim imieniu zapłaci o połowę mniej. W momencie utraty pracy i ubezpieczenia stajesz się ciężarem, którego sam nie udźwigniesz. To ma cię maksymalnie uzależniać od widzimisię systemu, choćby w postaci twojego szefa czy dyrektora. Będąc w pewnym wieku nie podskoczysz już zbyt wysoko, bo wylecisz poza krąg i byle operacja zrujnuje twoją kieszeń. A dlaczego niby klient ma płacić za coś więcej, niż państwo albo prywatna ubezpieczalnia? Usługa jest cały czas ta sama!

Ja: Zapewne to ta niewidzialna ręka rynku. Naiwnością jest poza tym sądzić, że w tej sytuacji pomoże nam zawsze nasza rodzina. 

M: Bliscy zrobią co mogą, by ci pomóc. Ale pytałeś o sens tworzenia systemu w którym nic nie jest pewne i masz tu swoją odpowiedź, bo rodzina też nie jest pewna! Nie chodzi mi tu wyłącznie o rozkład więzi rodzinnych, co najlepiej widzisz na przykładzie Szwecji, ale nawet rynek nieruchomości zreformowano w ten sposób, by młodzi ludzie nie byli już w stanie budować swoich domów, ani wiązać się z żadnym konkretnym miejscem. Mają wynajmować mieszkania czy apartamenty, przeprowadzać się wraz ze zmianą stanowiska, odrywać się od swoich korzeni, a nawet rozdzielać się z powodu pracy. Mówię tu o nawet małżeństwach…

T: Za samo to połowa ludzi gotowa jest cię uznać za wariata i teoretyka spiskowego.

M: Tylko za to? Nic nie dzieje się przypadkiem. To nie przypadek, że w Szwecji od blisko 40, może 50 lat, wujowie czy kuzyni są uważani za krewnych, a nie za rodzinę.

T: To nie jedno i to samo?

M: Jeśli chcesz, możesz te dwa wyrazy uznać za synonimy. Ale nie bez powodu ktoś zmienia pojęcie słowa ,,rodzina”, zawężając krąg osób jakie można opisać tym słowem. Właściwie powątpiewam już, czy niedługo młodzi Szwedzi za swoją rodzinę uznają własnych rodziców. Już teraz staruszkowie są coraz rzadziej odwiedzani przez KREWNYCH w domach opieki. No tak, bo po cóż nam rozmowy ze starszymi osobami? Jeszcze powiedzą coś niepoprawnego swoim wnukom.

Ja: Ad rem. Co jeszcze uczyniono ze służbą zdrowia?

M: Uczyniono wiele, byśmy przestali uważać lekarzy za lekarzy. Spoglądamy na nich bardziej jak na inżynierów, pośród których każdy ma swoją specjalizację, wykonuje po prostu swój zawód, a jakiekolwiek powołanie czy służba odchodzą w niebyt. Kiedyś zlinczowano by medyka, który podałby nieuleczalnie choremu truciznę. Dziś wszyscy albo już się do tej myśli przyzwyczailiśmy albo niedługo nas do niej przyzwyczają. Eutanazja na życzenie zostanie wprowadzona wszędzie w Europie, jeszcze za naszego życia.

T: A później eutanazja obowiązkowa (śmieje się)?

M: Zdziwiłbyś się. Niektórzy mają nawet takie tradycje, ale jako rodowity Szwed nie będę ruszać tego gniazda os…

Ja: Pojawiło się też wiele nowych chorób. 

T: Pojawią się kolejne. Ironią losu jest to, że większość osób umiera na choroby, którym każde z nas może zapobiec. Sądzimy jednak, że ,,na coś trzeba umrzeć”, w związku z czym nie ma sensu dbanie o zdrowie. Jest to z drugiej strony niewątpliwie bardzo modne dla pewnych klas społecznych, by jeść zdrowo i ruszać się na świeżym powietrzu, ale nie wszystko już od nas zależy. To co jesz, zależy wyłącznie od tego, kto to jedzenie wyprodukuje.

M: Nie bez powodu najpierw rodzinne gospodarstwa zastąpiono molochami, by teraz zastąpić je własnością kilku światowych korporacji. Przede wszystkim łatwo w ten sposób przegonić ludzi ze wsi do miast, bo to też zmusza ich do sprzedaży ziemi, domów, do zrywania z własnymi korzeniami i tułaczki po świecie. To idealny sposób kontroli, bo już teraz żaden Europejczyk nie wyprodukuje czegoś, na co nie ma zezwolenia.

Ja: Żyjemy w świecie Orwella?

M: Nawet nie wiesz jak długo. Kiedyś sądziłem, że faktycznie była mowa o jakichś podskórnych chipach i tym podobnych rzeczach, ale przecież wszystko postępuje jakoś tak bardziej naturalnie, bez żadnego przymusu, a tym samym i bez refleksji ze strony ludzi. Ostatnio niektórzy płacą już w sklepach swoimi telefonami. Telefonami! Weź mnie za starego zgreda, ale nie lubię świadomości, że w tym małym ustrojstwie są wszystkie moje dane bankowe, że mogę nim płacić, że znajdują się w nim wszystkie moje połączenia, SMSy, maile, miejsca w jakich byłem, odwiedzane strony w internecie, skasowane już zdjęcia, hasła na wszystkie możliwe konta, a nawet informacje o moim stanie zdrowia. Masz tę aplikację? Lekarz wysyła mi wyniki, a ja je oglądam na telefonie. Istne szaleństwo, nawet dla kogoś takiego jak ja, który nie ma już zbyt wiele do ukrycia.

T: Po prostu mówimy tu o końcu prywatności i o początku świata przed-cyfrowego.

Ja: Przed-cyfrowego?

T: To pójdzie dalej! O wiele dalej. Nawet nie wyobrażasz sobie co będzie w twoim telefonie za dwadzieścia lat. To dopiero początek nowej ery i jak to zawsze bywa, ma to swoje pozytywne oraz negatywne aspekty. Z pewnością te drugie można by zminimalizować, gdyby ludzie mieli choć odrobinę wolności w innych dziedzinach życia, ale nie posiadamy jej już w ogóle.

M: Zmieniają się nazwy, nazwiska władców i modele dyliżansów bądź samochodów, ale nie zmienia się sam system. Obiektywnie rzecz biorąc, każdy z nas jest niewolnikiem i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że niegdyś niewolnik mógł mieć momentami więcej wolności niż my. Choćby dlatego, że mógł się po iluś latach wykupić od swojego pana, spakować tobołek, iść w wolne od ludzi miejsce, założyć tam osadę, ustanowić swoje zasady albo żyć w zgodzie z Prawem Naturalnym, nienękany przez nikogo.

Ja: A dziś?

M: Wielki Brat patrzy. Ciągle i wszędzie.

Ja: Cały czas wracam do tematu reform. Otóż reformy służby zdrowia przyczyniają się do spadku zaufania wobec lekarzy i jakości opieki zdrowotnej, mimo ciągłego rozwoju medycyny i wysokich kosztów ubezpieczeń. Reformy szkolnictwa przyczyniają się do spadku jakości wykształcenia ogólnego i zaufania wobec pedagogów. Co więcej, im mniej w tym systemie krytycznego myślenia, analizowania informacji i możliwości wyrażania własnych opinii, tym bardziej wszystkie społeczeństwa zaczynają przypominać skrajnie zdyscyplinowanych ludzi z Dalekiego Wschodu. Twierdzicie też, że zreformowano rolnictwo i rynek nieruchomości, by możliwość mieszkania przez całe życie w jednym miejscu była niewielka i tym samym, by budowa własnych domów dla większości z nas była nieosiągalna.

T: Na to wychodzi.

Ja: Co powiecie mi o prawie?

M: To samo. Im więcej reform, tym mniejsze zaufanie. Jak najbardziej słusznie! W obecnym wymiarze sprawiedliwości nie należy pokładać żadnych nadziei. Na początku moralność zastąpiła litera prawa, później litera prawa została rozwodniona aż do momentu bycia kompletnie niezrozumiałą, aż w końcu podważono wszelkie podstawowe elementy najlepszego możliwego systemu prawnego. Dziś od wyroku zależy już wszystko: twój kolor skóry, twoje pochodzenie, twój majątek, twoje znajomości… Poza tym istnieją nienaruszalne immunitety, są ludzie postawieni wysoko ponad wszelkim prawem i odpowiedzialnością, a nawet można być już sędzią we własnym procesie.

Ja: Od razu pomyślałem o Trybunale Konstytucyjnym w Polsce. Wiesz, że Trybunał Konstytucyjny może orzekać konstytucyjność ustaw o Trybunale Konstytucyjnym? 

T: Przepraszam, możesz powtórzyć?

M: To nie jest żaden wyjątek. Niedługo żaden polityk nie stanie przed żadną komisją, ani przed żadnym sądem. Chyba, że sądem koleżeńskim. Nie w tym sensie; mam na myśli sąd złożony z JEGO kolegów (śmieje się).

Ja: Co w tej sytuacji mogą czynić obywatele?

M: Jest już nieco za późno na jakikolwiek bunt. Znasz to uczucie, gdy już przez chwilę biegniesz, rozpędzasz się jak tylko potrafisz i wiesz, że nie zdążysz w porę wyhamować? Jesteśmy już nad skrajem przepaści.

Ja: Zero nadziei?

M: Tego nie powiedziałem. Nasi właściciele są do szpiku kości źli. Tak, to odpowiednie słowo. Nie liczy się ich arogancja, lecz zło. W najczystszej możliwej postaci. Jeśli chcesz, to pokuś się o jakieś religijne metafory, ale ja wolę mówić o odwiecznej ciemności i chaosie. Wszystko musi mieć swoje przeciwieństwo, a oni są przeciwieństwem dobra, piękna, a nawet ludzkiego życia. Zauważyłeś jak nienaturalnie wygląda większość z nich? Tak właśnie wygląda 96-latek, który bez swoich miliardów umarłby już dwadzieścia lat wcześniej. Sam żyje obrzydliwie długo, ale odmawia tego prawa innym. Mówi wciąż: jest nas zbyt dużo, nasza planeta tego nie wytrzyma! Ale oni nigdy nie zaczną likwidacji od samych siebie. Oni będą żyć choćby i sto lat, nawet jeśli mieliby leżeć podłączeni cały czas do kroplówki i będąc stale na górze listy oczekujących na przeszczep. Tymczasem tobie powiedzą, czy masz prawo do posiadani dzieci, czy też nie. Ten eksperyment przeprowadzano już w Chinach. Sprawdził się, prawda? Nic, ino czekać.

T: Można też mieć nadzieję, że chciwość i egoizm zaprowadzą ich do zguby. Są z sobą w zgodzie tak długo jak wspólnie realizują pewien cel, ale już od dawna wszystko się im sypie. Nikt nie chce czekać do ostatniego momentu z podziałem tortu, każdy chce mieć całość wyłącznie dla siebie. Okazało się, że ich zgoda była wyłącznie chwilowa. Dla nas to żadna różnica kto z nich wygra, ale może w tym całym zamieszaniu niektórym uda się kompletnie zburzyć system. Modlę się o to. Albowiem nie było w historii ludzkości innego tak niewolniczego i skrajnie dehumanizującego systemu, jaki mamy dzisiaj.

 

Koniec części czwartej

Rozmowę prowadził: Robert Grünholz

https://www.facebook.com/grunholz.robert/

Reklamy

13 myśli w temacie “Właściciele tego świata cz.4”

  1. Okay, dotarłem do ostatniej IV części, i mój komentarz z cz. I zostawiam niezmienny. Wciąż też się nie dowiedziałem od panów „eskpertów” kim są ci „nasi właściciele”.
    Polecałbym cykl wykładów https://socjologiakrytyczna.wordpress.com/page/2/
    Niestety problem jest głębszy niż tylko tyrania establiszmentu nad nami. Ten problem jest ewangeliczny. Zwróćcie łaskawie kochani uwagę na to kogo wybrał motłoch, czyli ci MY na dołach drabiny socjo-ekonomicznej, kiedy władca pyta, kogo mam wysłać na śmierć Jezusa, czy Barabasza(?). Jak wszyscy wiecie, z przypowieści biblijnej, MY wybraliśmy grzesznego Barabasza, a świętego bezgrzesznego Jezusa wysłaliśmy precz na śmierć. Bliższa koszula ciału, wybraliśmy Barabasza, bo to MY jesteśmy jak ten grzeszny Barabasz. Nie byłoby podłej stratyfikacji społecznej, wojen, mordu, wyzysku, gdybyśmy wszyscy nie byli podłymi Barabaszami.

  2. Ja uważam, że winna jest za wszystko patologia ludzi, także tam wysoko na stołkach, patologia u ludzi inteligentnych i bogatych. Patologia na dole wybiera patologie na górze, im więcej patologi powstaje na dole tym więcej władzy dostaje patologia na górze. Popatrzcie na lewaków sterowanych przez marksistów, dużo z nich ma wykształcenie wyższe i co? Doprowadzają do zniszczenia własnych narodów.

  3. Zgodzę się z kometarzem jedego z rozmówców, ze u podstaw tej całej iesprawiedliwości i tyranii jest ZŁO. Niemniej jednak to nie jest nic nowego, to po prostu odwieczna walka zbuntowanego anioła, który chce objąć w posiadanie cały świat, możesz uznać to za truizm. Zewnętrzna wolność nie ma nic wspólnego z naszą szansą na wolność wewnętrzną. Piszę szansą, bo nie każdy ją podejmuje. Jedyną wolnością jest Jezus Chrystus, wszystko inne przeminie. Rockefeller czy Rotschild z siódmym sercem nie jest wolny. Jest niewolnikiem swojej chęci posiadania władzy.
    Oczywiście nie znaczy to, ze mamy siedzieć z założonymi rękami, bank spółdzielczy dobra sprawa, gdzie taki znajdę w Szwecji (nie znam się zabyt dobrze na tym systemie, muszę przyznać)?

  4. Miales kiedys art pt ,,Niszczenie panstw wg Stiglitza,,czy jeszcze go masz na blogu. jestes ostro blokowany wyszukiwarka na blog nie dziala a komputera ledewo daje raade jak go masz to wklej na mojej osi czasu .Janusz Szumowski

  5. Moja odpowiedź na pytanie o rolę Chin i celowość przenoszenia przemysłu do Azji:

    ,,Nie spodziewałbym się jednej i jasnej odpowiedzi na to pytanie, nawet jeśli każdy będzie swoją odpowiedź uważać za jedyną prawidłową. Radzę samodzielnie zastanowić się nad prawdopodobieństwem obu scenariuszy i nie wydawać pochopnie żadnych werdyktów.

    Osobiście uważam, że z początku chodziło o stworzenie współzależności globalnej. Plan polegał na przypisaniu różnym krajom i częściom świata rozmaitych ról w zakresie rolnictwa, przemysłu i handlu. Należało zniszczyć dotychczasowy prymat Stanów Zjednoczonych w związku z ich dalece posuniętą niezależnością i samowystarczalnością. Należało nieco osłabić dotychczasowego monopolistę i dać szansę innym graczom, aby podział tortu był nieco sprawiedliwszy.

    Nasi właściciele są przebiegli, ale nie są też geniuszami. Wobec Chińczyków, Koreańczyków czy Japończyków stale popełniają te same błędy. Podobnie jak Polacy, którzy mylą politykę z moralnością i sądzą, że Niemcy, Rosjanie albo Anglicy myślą i postępują w identyczny sposób co oni. Otóż nie, nie są do nas podobni w kwestiach rozumienia i prowadzenia polityki, więc tym bardziej nie należy na siłę doszukiwać się podobieństw między nami, a Azjatami. Oni nie są nawet podobni do naszych Wenecjan, co musi ich w tym momencie boleć; okazuje się bowiem, że Wenecjanin nie jest jedynym graczem myślącym w perspektywie setek lat, grającym na każdy front i ukrywającym swoje realne zdolności. Azjaci to naprawdę wybitni skrzypkowie i pianiści, nie należy więc się dziwić temu, że grają obecnie niektórym na nosie. Nawet jeśli ci mają ich nadal naiwnie za wiernych i w pełni kontrolowanych.

    Próba kontrolowania Chińczyka jest jak tresowanie lwa. Można go zmusić do biegania wkoło, można go karmić, ale należy też się liczyć z możliwością, że ten machnie od niechcenia łapą i na tym skończy się nasz cyrk. Póki co wrzucono lwa do klatki, karmiono go i kazano mu wykonywać sztuczki, co ten cierpliwie czynił. Nie należy jednak zapominać, że skoro się nakarmiło lwa, to nie wyrwie mu się już mięsa z paszczy. To mięso jest dawno przetrawione, a może już nawet smrodzi klatkę, którą Wenecjanin musi czyścić.

    Proszę sobie teraz wyobrazić próby ,,przeniesienia” przemysłu z powrotem za Ocean w ramach kary za smrodzenie klatki. Czy to uczyni lwa głodnym? Przecież on się już najadł i przerobił urocze mięsko na mięśnie.

    Nie ma rzeczy, którą by Chinom podarowano i której oni nie przystosowaliby na swoją korzyść. Pewnych decyzji nie da się już cofnąć. Lew jest najedzony, ale wcale nie chce mu się spać. Na miejscu cyrkowca lepiej uważałbym, pchając łapy do klatki.”

  6. Ciekawy wywiad. Nasuwają się takie myśli a propos reform, że ze służbą zdrowia i poziomem opieki medycznej należałoby zacząć od najniższego szczebla czyli tych, którzy mają bezpośredni kontakt z pacjentem. Z obserwacji można wywnioskować, ze gdyby opieka lekarzy i pielęgniarek była bardziej DLA pacjenta, zaufanie niewiele my miało wspólnego z reformami na szczeblu wyższym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s